Kiedyś dawno dawno temu – 54

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu. Chłopiec był długo wyczekiwanym dzieckiem. Jego narodziny przepowiedziano już dawno.

Wierzono, że zaprowadzi pokój na Ziemi. Pogodzi ze sobą zwaśnione narody i zwaśnionych ludzi. Spowoduje, że odżyją i uzdrowią się ludzkie serca, a na Ziemi zapanuje Raj.

– Jest taki malutki, myślisz, że da radę? – szepnęła Matka.

– Na pewno! – zdecydowanie odparł Ojciec.

– Jak możemy mu w tym pomóc? – zapytała Mama.

– Zaopiekujemy się nim i na razie będziemy udawać, że nie jest tym dzieckiem z przepowiedni. To i tak się okaże we właściwym czasie.

Jak powiedział Ojciec, tak też zrobili – i to bardzo szybko. Chwilę po ich rozmowie rozległo się pukanie do drzwi. Ojciec je otworzył i zobaczył ludzi, którzy pytali, czy to w jego domu narodziło się dziecko, zapowiadane przez proroków. Ojciec bez słowa pokręcił głową i zamknął starannie drzwi. Nocą wymknęli się przez tylne wyjście i udali się w podróż. Osiedlili się w kraju, którego nie znali, a nikt w tym kraju nie znał ich. Chłopiec był bezpieczny i dorastał w spokoju.

A później, tak jak mówił jego Ojciec, Chłopiec wypełnił swoje przeznaczenie – zbawił ludzi i świat.

Autor: Jagoda