Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.
Otworzył ją i zobaczył, że w środku unosi się chmura różnokolorowego pyłu i połyskuje we wpadających przez muzealne okno promieniach słonecznych. Zaskoczony wpatrywał się bez ruchu, ale z niejaką trwogą, w ten bezkształtny obiekt, przeczący prawom fizyki i zauważył, że chmura zmienia kolory, jak bańka mydlana.
Kiedy ochłonął, zorientował się też, że chmura zrobiła się jasna i emanowała fantazyjnym światłem, znacznie bardziej intensywnym, niż na początku. Gdy uspokoił się już na tyle, żeby przyciągnąć fotel i usiąść naprzeciwko tego nieoczekiwanego fenomenu, przyjrzał się mu lepiej i dostrzegł kolejne zmiany – krawędzie wygładziły się i wtopiły w muzealne powietrze pełne pyłu do tego stopnia, że sprawiały wrażenie, jakby chmura zawsze tam była, jak kurz, który zobaczyć kustosz mógł dopiero, kiedy zapalił w nim światło.
Im bardziej uspokajał się oddech kustosza i im większy był jego spokój, tym jaśniej połyskiwał złoty pył, aż oczom kustosza zaczęły ukazywać się ulepione z tej lewitującej materii kadry z życia, zanim zajął się pracą w muzeum i pomysły, których przez to nie miał czasu zrealizować, troszcząc się o stare eksponaty.
Wpatrując się w świetlisty pył, kustosz poczuł dawną energię, siłę i optymizm, jakich nie zaznał w ciągu dekad pracy, w tej zakurzonej graciarni. Poczuł wolę zmiany i kiedy właśnie zdał sobie z tego sprawę, chmura uniosła się, przesunęła się nad jego głowę i powoli opadła, spowijając go w światło.
Kustosz podjął decyzję.
Autor: Justyna Czekała