Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.
Otworzył ją i zobaczył, że w środku, w malutkim przenośnym łóżeczku, śpi niemowlę.
Zaskoczony zamknął paczkę, zamknął oczy i zaczął głęboko oddychać. Ponownie otworzył paczkę. Niemowlę było w niej nadal.
Kustosz przyjrzał się paczce i zobaczył, że wycięto w niej wiele drobnych otworków. „Co to jest? Kto to jest? Pocztą chyba tego nie nadali?” – myślał kustosz i zaintrygowany przyglądał się niemowlęciu, które zaczęło się budzić. Przeciągnęło się, poruszyło rączkami, nóżkami i otworzyło oczy. Teraz to niemowlę zaczęło przyglądać się kustoszowi. Patrzyło tak uważnie, jakby chciało wessać w siebie jego obraz.
Kustosz sięgnął po telefon, by zadzwonić do żony. Zaczął wybierać numer, gdy usłyszał jej stłumiony chichot za drzwiami swojego gabinetu. Otworzył więc drzwi i zobaczył swoją żonę w towarzystwie zaprzyjaźnionego małżeństwa, którego nie widział od wielu miesięcy. Kolega poklepał kustosza po ramieniu i zapytał:
– Spodobał ci się nasz syn?
Kustosz znowu wziął głęboki oddech. Ulżyło mu, gdy zrozumiał, że padł ofiarą przyjacielskiego żartu. Zupełnie się rozluźnił i w związku z tym kompletnie zaskoczyło go pytanie, zadane przez żonę kolegi, która spoglądając to na niego, to na jego żonę wypaliła:
– A kiedy urodzi się wasze dziecko?
Żona się uśmiechnęła, a kustosz znowu zaczął ciężko oddychać. Patrzył zdziwiony na żonę przyjaciela, która kontynuowała wesoło:
– Jak najszybciej postarajcie się o waszego maluszka. Wy z Józkiem poznaliście się już w przedszkolu. Warto, żeby nasze dzieci też się zaprzyjaźniły.
Autor: Ewa Damentka