Mała ławeczka stała w parku od bardzo dawna. Płacząca wierzba, pod którą ją postawiono, zdążyła urosnąć i teraz jej gałęzie chroniły ławeczkę przed ciekawskimi spojrzeniami spacerowiczów.
Bardzo często przychodził tu zdziwaczały nieco malarz – w słomkowym kapeluszu i wytartej, starej marynarce z zakasanymi rękawami.
Wyciągał z torby szkicownik, rozkładał akwarele i malował wierzbę i tych, co pod nią zasiadali. Często nie mógł dokończyć malowidła – bo spacerowicze zbyt szybko znikali z jego pola widzenia. Teczka pełna więc była niedokończonych zarysów ich postaci.
Nie złościło go to jednak, ani nie denerwowało wcale, bo wciąż miał swoją ulubioną wierzbę – ona donikąd nie odchodziła i było mnóstwo czasu, by oddać jej wszystkie detale, nawet w czterech porach roku.
Autor: Ewa Majewska