Mała ławeczka stała w parku od bardzo dawna. Płacząca wierzba, pod którą ją postawiono, zdążyła urosnąć i teraz jej gałęzie chroniły ławeczkę przed ciekawskimi spojrzeniami spacerowiczów.
Bardzo często zaglądał tu, a nawet zostawał na dłużej MAJSTER BIEDA. Ze swoim nieodłącznym tobołkiem, gitarą i długą, siwiejącą brodą. Kiedy robiło się już ciepło – w kierunku wierzby i ławeczki ciągnęli ludzie. Lubili jak grał te swoje ballady. To była oczywista oczywistość, nieodłączna część pięknego parku, brakujący element w rutynie codzienności, przejaw łagodności w nadmiarze agresywności, ulotne wrażenie w teatrze ulicznym jednego aktora.
Autor: Ewa Majewska