Morskie fale leniwie obmywały piaszczystą, białą plażę rajskiej wyspy, leżącej na środku wielkiego oceanu. Na tej właśnie plaży stał dumnie wyprostowany człowiek. Pełnym mocy spojrzeniem wpatrywał się w horyzont, na którym kłębiły się groźne chmury. Niespokojne morze mówiło o zagrożeniu. Biały czarownik – bo to on był świadkiem ogromu zjawisk – roztaczał wokół siebie coraz większy blask. Z jego dłoni, głowy i całego ciała biła wielka moc, białe światło. Światło to pędziło w kierunku kłębiącej się czerni. Z czasem moc czarownika rosła, a morze robiło się spokojniejsze. Nadszedł pogodny wieczór.
Czarownik opuścił dłonie. Wyspa była bezpieczna, a na niej wszyscy mieszkańcy.
Autor: Marek Jasiński