Morskie fale leniwie obmywały piaszczystą, białą plażę rajskiej wyspy, leżącej na środku wielkiego oceanu. Na tej właśnie plaży wylądowały wielkie żółwie. Gramoliły się z mokrego piasku dalej w ląd, wyżej. Wszystkie te żółwiowe samice znalazły wreszcie odpowiednie miejsce, w ich żółwiowym mniemaniu najlepsze. Wykopawszy dół, wpuszczały tam po kilkanaście, może kilkadziesiąt jaj. Nie mogłem policzyć! Jachtem kołysała lekka bryza, a soczewki przenośnego teleskopu zaparowały, pleśnią zarosły. Nie przeliczę ile, a po to tutaj przypłynąłem. Co za pech! Trzeba było dopłynąć do brzegu wpław. Ale ja się boję wody… I pontonowce zabrałem na tę wyprawę. Chyba zwrócę się do towarzyszki podróży, niech mnie powachluje. Chyba mi ciśnienie skoczyło!
Autor: Motyl