Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia, która przedstawiała małego chłopca, trzymającego w ręku drewniany karabin. Chłopiec był wyprostowany, miał wysoko uniesioną głowę, a jedną nogę – zgiętą w kolanie – opierał na łebku dużego pluszowego misia, leżącego na podłodze. Pod zdjęciem umieszczono podpis: „Podróżnik stoi nad upolowanym przez siebie lwem”. Chłopiec ubrany był w staromodny strój i miał trzewiczki zapinane na szereg drobnych guziczków.
– Kto to jest? – zapytał inny mały chłopczyk, który przed chwilą zajrzał do wysuniętej szuflady.
– Raczej był – odpowiedziała jego mama – to twój praprapradziadek. Już w dzieciństwie wyobrażał sobie, że będzie podróżnikiem. I rzeczywiście nim został, ale nie zabijał zwierząt, tylko je łapał i sprzedawał go ogrodów zoologicznych.
– A listy też są jego?
– Tak. Pisał je do swojej mamy. Z każdej podróży wysyłał jeden list.
– Ale ich dużo jest! – krzyknął chłopczyk.
– Poczytać ci?
– Tak.
Mama wzięła pierwszy list. Zajrzała do niego i podeszła do stojącego w kącie globusa. Zakręciła nim… i po chwili pokazała na nim pewien punkt.
– To stąd został wysłany ten list…
I tak co tydzień czytali jeden list. I co tydzień na globusie znajdowali miejsce z którego był on wysłany. Polubili ten zwyczaj, a chłopczyk przy okazji z radością uczył się geografii i historii, bo po lekturze każdego listu wspólnie z mamą szukali w internecie informacji na temat miejsca, w którym przebywał jego praprapradziadek.
Autor: Ewa Damentka