Ciemność zgęstniała – 50

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i przywracając barwy.

Po tych wszystkich okropnościach trudno było uwierzyć w to, że zostanie tu na zawsze. Cienie przeszłości przykrywały je to z jednej, to z drugiej strony. Nawet wtedy, kiedy świeciło już swym pełnym blaskiem, pamięć o tamtym bólu i bezsilności wygrywała. Było to tak niedorzeczne, widzieć skulone postaci w jasnym i kolorowym świetle.

Były momenty, kiedy można było oddychać pełną piersią, ale szybko opadły. Czasem z powodu tego, co kiedyś było, a czasem dlatego, że z tej świetlistej rzeczywistości wyłaniał się ponury strzęp.

Z jednej strony przekonanie, że będzie dobrze. Z drugiej zmęczenie i strach.

Na szczęście światło już zawsze świeciło. To jednak nie wystarczyło. Trzeba było znaleźć sposób, żeby cieszyć się jego ciepłem. Czuć się dobrze i bezpiecznie.

Autor: Wędrowny Grajek

Kustosz z zainteresowaniem – 17

Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.

Otworzył ją i zobaczył, że w środku znajduje się druga paczka. W niej znajdowała się kolejna, a w tej jeszcze następna. Zaintrygowany kustosz wyjmował i otwierał paczkę za paczką. Wkrótce w całym pokoju pełno było otwartych paczek dużych i małych.

Kustosz nawet nie zauważył tego bałaganu. Był bardzo ciekawy, co znajdzie w środku. Zaś w środku, w najmniejszej paczuszce, znajdowało się małe puzderko, a w nim… pierścionek. Nawet nie był zabytkowy – zwykły, tandetny pierścionek, jaki można kupić na większości bazarów świata.

„Skąd się tu wziął? Czemu trafił do muzeum? Co jest w nim cennego?” – zastanawiał się kustosz. Przyjrzał się pierścionkowi, a potem obejrzał puzderko, mając nadzieję, że znajdzie jakąś wskazówkę – wyjaśnienie lub podpowiedź. Nic nie znalazł. Ze wszystkich stron obejrzał każde pudełko. I znowu nic… Każda paczka była obklejona naklejkami i znaczkami. Każda miała przybite pieczątki, ale nie miała niczego, co pomogłoby mu rozwiązać tajemnicę pierścionka.

Usiadł wygodnie przy biurku, żeby pomyśleć, jak rozwiązać tę zagadkę. I tak przesiedział dwa dni. Trzeciego dnia odebrał telefon od zaprzyjaźnionego kolegi, który pracował w muzeum, na innym kontynencie.

– Co robisz? – zapytał kolega.

– Myślę – automatycznie odpowiedział kustosz.

– A długo już myślisz? – zainteresował się kolega.

– Czemu pytasz? I dlaczego się śmiejesz? – zapytał podejrzliwie kustosz.

– Ja też myślałem dwa dni. I też nie znalazłem odpowiedzi, za to umysł mi się zresetował i teraz jest czysty i świeżutki jak skowronek.

Kustosz zacisnął zęby i siłą woli powstrzymał wypowiedzenie przekleństwa, które cisnęło mu się na usta. Milczał długą chwilę. Kolega uprzejmie czekał…

– Jak myślisz, kto wymyślił ten dowcip? – odezwał się wreszcie kustosz.

– Nie wiem, ale błogosławię go. Odpocząłem, i wymyśliłem projekt nowej wystawy. Mam jeszcze kilka innych pomysłów i usprawnień, które już wdrażam.

Dalsza rozmowa niezbyt się kleiła, więc się rozłączyli, a kustosz układał w myślach listę kolegów-muzealników z całego świata. Który z nich jest teraz najbardziej zapracowany?

Włożył pierścionek do puzderka, puzderko do najmniejszego pudełeczka, które zakleił i włożył to do trochę większego… i tak po kolei oklejał i wkładał do kolejnych pudełek. Największe pudełko włożył do nowego, jeszcze większego, które miał w szafie. Okleił go paroma muzealnymi naklejkami. I z dziką satysfakcją wpisał adres jednego ze swoich kolegów. Poszedł na pocztę i nadał paczkę.

Gdy wracał do muzeum, pojawiła się myśl, że może to właśnie ten kolega wymyślił zabawę z paczkami. Jednak niezbyt się tym przejął. W głowie zaczęły pojawiać się nowe, świeże, ciekawe pomysły. Przyspieszył kroku, żeby jak najszybciej dotrzeć do pracy. Rozpierała go chęć działania, a umysł rzeczywiście miał czysty i klarowny.

Autor: Ewa Damentka

Wiosenny las – 45

Wiosenny las przyciągał spacerowiczów delikatną zielenią drzew, świeżą młodziutką trawą i orzeźwiającym zapachem. Aż chciało się wziąć głębszy oddech…

Leśną dróżką szedł młody mężczyzna i rozmyślał. Oddychał głęboko i nawet się lekko uśmiechał. Nucił swoją ulubioną piosenkę. Wędrowiec szedł poprzez wsie, choć mógł poruszać się autem.

Marsz jednak dobrze wpływał na jego samopoczucie, a czasu miał dostatecznie dużo.

Mężczyzna obserwował zwierzęta oraz pracujących w polu ludzi.

Wędrówka i obserwacja dawały mu poczucie bycia tu i teraz oraz wrażenie celowości tego, co się dzieje dookoła.

Autor: Adam

Kustosz z zainteresowaniem – 16

Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.

Otworzył ją i zobaczył, że w środku jest maska, pochodząca prawdopodobnie z Afryki, ale zupełnie inna niż te, z którymi miał do tej pory do czynienia. Była wyrzeźbiona z cienkiego marmuru z wielkimi oczodołami i pękiem kolorowych piór z górnej części.

Przedstawiała kobiecą twarz – szamanki. Przywołał z pamięci rytuały, w których mogła być atrybutem, ale nie był w stanie umiejscowić jej. Westchnął ciężko, zamknął maskę w skrzyni i skierował swe kroki do domu.

Wieczorem przed snem przypomniał sobie jej wygląd i próbował sobie wyobrazić osobę, która mogła ją nosić na swej twarzy. Zasnął szybko, ale obudzenie przed świtem było niezwykłe i bardzo pasjonujące, ponieważ całą noc śnił o pięknej szamance przywołującej nad brzegiem skrzącego się jeziora dobre duchy przodków, które przynosiły piękno i dobro dla wszystkich z plemienia szamanki.

Autor: Dorothea

Była sobie łąka – 63

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka…

Był środek lata. Zamieszkujący ów dom ludzie byli nad wodą. Było ciepło, pachnąco i pięknie dookoła. Prawie jak w raju.

Latem czas jakby się rozciąga, dni są długie, a obowiązków jest mniej.

Można by się długo zachwycać, ale powszechnie wiadomo, że kontakt z przyrodą sprzyja dobremu zdrowiu.

Autor: Adam

Kustosz z zainteresowaniem – 15

Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.

Otworzył ją i zobaczył, że w środku była mniejsza paczka. „Do licha, przecież mój brat miał przysłać mi książkę o Napoleonie”. Otwierał dalej i kolejnych paczek było jeszcze pięć. W ostatniej było coś, co przypominało układ scalony. Ale nie – to była malutka książeczka.

Kustosz wziął lupę i odczytał napis na mikroksiążce – „Napoleon”.

„Piękny żart” – powiedział swemu bratu przez telefon – „Ale ja naprawdę jestem zainteresowany działaniem tego człowieka, a nawet przez lupę nie odczytam treści. Chyba ci ją prześlę z powrotem”.

Przygotował paczkę zwrotną, w której wysłał swemu bratu trunek o nazwie „Napoleon”.

Autor: Adam

Delikatna mgiełka – 51

Delikatna mgiełka unosiła się nad łąkami. Pierwsze promienie wschodzącego słońca łagodnie oświetlały rzekę, mgiełkę, łąki i drobniutką sylwetkę skowronka, którego poranny śpiew pieścił uszy i cieszył serca słuchaczy.

Na prastarym brzegu Wisły miejsce znalazły kaczki. Jedne siedziały na brzegu, wygrzewając się. Inne pływały, skubiąc wodne roślinki.

Kaczek nad rzeką było sporo, więc przyciągały wzrok przechodzących osób. Pewien rowerzysta przyjechał specjalnie, by zrobić kaczkom kilka zdjęć.

Autor: Adam

Kustosz z zainteresowaniem – 14

Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.

Otworzył ją i zobaczył, że w środku były karteczki z życzeniami: „chciałbym nie wstydzić się, że brzydko jeżdżę na nartach”, „chciałabym odważnie bronić swojego zdania podczas rodzinnych spotkań”, „trudno mi ukończyć pracę – stale coś poprawiam, wyszukuję braki w czymś, co właściwie jest już gotowe”…

Tego typu życzenia, skargi i zwierzenia – na kartkach różnego koloru, oraz duże koperty różnej wielkości wypełniały pokaźne kartonowe pudło, owinięte w pakowy papier. W kopertach, jak przekonał się kustosz, również były tego typu życzenia, opowieści, wezwania jakby.

Kustosz zastanowił się, w wysokim stopniu zaciekawiony – „Czy ktoś traktuje mnie jak spowiednika? Czy to jakiś łańcuszek – bo przecież wygląda to tak, że liczne osoby otrzymały te kartki lub koperty, dodały swoje, wysłały dalej… I czy ja też mam wysłać? Ale do kogo? … Zastanówmy się…”

W tym momencie zadzwonił telefon.

– Czy to pan kustosz? – odezwał się energiczny, męski głos. W tle słychać było młode głosy, pełne radości, życzliwości, śmiechy jakieś ciche.

– Tak to ja, słucham?

– Przychodzimy do pana. Robimy u pana, panie kustoszu zebranie Klubu Ludzi Sukcesu. Na początek przerobimy garść problemów zgromadzonych na karteczkach!

– Świetnie – odparł kustosz – już nastawiam wodę na herbatę.

Autor: Motyl

Księżyc wyszedł zza chmur – 35

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach…

Oto urywek tekstu z książki, którą czytała młoda kobieta. „Całkiem ciekawe” – pomyślała. Odłożyła jednak książkę, bo zaczęła przygotowywać obiad. Lubiła gotować i eksperymentować z nowymi potrawami.

Gdy, podczas gotowania, przypomniała sobie wers z książki, pomyślała, że na wielkim starym zamku to dopiero można by było przygotować wielki, smaczny i wystawny obiad.

Autor: Adam

Kustosz z zainteresowaniem – 13

Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.

Otworzył ją i zobaczył kryształową kulę. Obok niej była karteczka z napisem „Kula szczęścia – używać ostrożnie!!! Trzymana w kieszeni lub wystawiona na widok publiczny wpływa na przestrzeń i żywe istoty w promieniu dziesięciu metrów. Grozi polepszeniem samopoczucia i polubownym rozwiązywaniem konfliktów”.

Kustosz pomyślał, że ktoś robi mu głupi żart. Postanowił jednak wypróbować kulę, a raczej kulkę, bo była malutka. Schował ją do kieszeni i poszedł na służbowe spotkanie. Cotygodniowe zebrania całego zespołu muzealników były zwykle męczące i pełne napięcia…

Tego dnia, o dziwo, spotkanie przebiegło w dobrej atmosferze, a dyrektor zaczął dziękować personelowi. Pracownicy z kolei dziękowali jemu. Zwykle zmartwiona koleżanka z działu teraz była uśmiechnięta, wyluzowana i wyglądała młodziej o jakieś dwadzieścia lat.

Kustosz pomyślał, że to może być zbieg okoliczności. Uznał, że za tydzień znowu weźmie kulkę szczęścia na spotkanie zespołu. I potem zdecyduje, co z nią zrobić – schować do magazynu, czy wystawić na widok publiczny…

Autor: Ewa Damentka