Kiedyś dawno dawno temu – 52

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu…

Przypomniał sobie swoje dzieciństwo, dorastanie, dorosłość… Wzloty i upadki. Dziecięcą ufność, młodzieńczy gniew, dorosłą współpracę…

Uświadomił sobie, że w ludzkie życie wpisane jest dorastanie i skrajne emocje. Pomyślał o swoich rodzicach i o kłopotach, jakie im sprawiał. O tym, że go kochają i zawsze kochali, niezależnie od tego od tego, jak się zachowywał.

Patrząc na swojego synka pomyślał: „Synu, damy radę”. Szybko przyszła kolejna myśl: „Wyrośniesz na wspaniałego faceta”, a po chwili następna: „Już nim jesteś”.

Autor: Jenczy

Kobieta leniwie przeciągnęła się – 42

Kobieta leniwie przeciągnęła się w łóżku, była rozmarzona. Przed chwilą wybudziła się z pięknego snu. Była na balu, wokół niej pełno było ładnie ubranych ludzi, słyszała gwar przyciszonych rozmów i muzykantów szykujących swoje instrumenty. Nagle zapadła pełna oczekiwania cisza. Na salę wszedł król, a wszyscy ukłonili się i z szacunkiem pochylili głowy. „Witajcie” – rozległ się głęboki, dźwięczny królewski głos. Ludzie wyprostowali się i podnieśli głowy. Ona również to zrobiła. Spojrzała na króla i zobaczyła krzepkiego, siwego mężczyznę o przenikliwym spojrzeniu. Król spojrzał przelotnie na kobietę, podobnie jak spoglądał na pozostałych gości, znajdujących się na sali balowej. Każdy poczuł się zaszczycony i wyróżniony tym ulotnym spojrzeniem.

Rozpoczęły się tańce i wkrótce sala balowa wypełniła się wirującymi parami. Tancerze wyglądali elegancko i dobrze się bawili.

Kobieta nie chciała tańczyć i wyszła z sali balowej. Zaczęła zwiedzać pałac.

Mijała wartowników i kolejne korytarze, kolejne sale, arkady, balkony i krużganki.

Pałac ją oczarował. Wydawało się jej, że w miarę zwiedzania staje się coraz większy. Podziwiała piękne posadzki, obrazy i sztukaterie. Przystanęła. Wzięła głęboki oddech i pomyślała, że miło, gdy sala ma kilka metrów wysokości.

Nawet nie zauważyła, kiedy wróciła do swojego domu. Zwiedzała kolejne komnaty, otworzyła kolejne drzwi i znalazła się w swoim pokoju. Zobaczyła swoje własne łóżko i poszła spać, mając pod powiekami piękne obrazy zwiedzanego przed chwilą pałacu.

Autor: Ewa Damentka

Na ekranie – 28

Na ekranie zaczęły pojawiać się, przesuwać i znikać cyfry, litery i kropeczki. W pewnej chwili ich chaotyczny ruch ustał. Ekran zgasł. Potem rozjaśnił się na nowo i wyświetlił wyraźny napis:

„To my – twoje serce, głowa, myśli i uczucia. Czujemy się wspaniale. Dziękujemy ci bardzo za ogrom pracy, jaki wykonałaś, i błogostan, jaki teraz odczuwamy. Wokół cisza, spokój i poczucie bezpieczeństwa. Mnóstwo życiowej energii, radości, życzliwości i miłości. Cieszymy się, bo dzielimy się tymi owocami z całym światem.”

Autor: Danuta Majorkiewicz

Przez kawiarniane okno – 43

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich szła opowieść. Chciała być opowiadana, a może nawet spisana, więc rozglądała się za jakimś gawędziarzem, poetą lub pisarzem. Zatrzymała się przy kawiarnianym oknie, bo zauważyła kobietę, która siedziała przy małym stoliku i pilnie notowała coś w swoim zeszycie. Opowieść weszła do kawiarni i stanęła obok stolika. Zerknęła przez ramię piszącej kobiety i zobaczyła, że zapisuje opowiadanie. Opowieść uznała, że znalazła odpowiednią osobę. Została z kobietą i gdy ta szuka natchnienia, opowieść zaczyna się snuć. A kobiecie wydaje się, że od jakiegoś czasu natchnienie ciągle jej towarzyszy i pisanie przychodzi jej z łatwością.

Autor: Ewa Damentka

Kobieta leniwie przeciągnęła się – 41

Kobieta leniwie przeciągnęła się w łóżku, była rozmarzona. Przed chwilą wybudziła się z pięknego snu. Była na balu, wokół niej pełno było ładnie ubranych ludzi, słyszała gwar przyciszonych rozmów i muzykantów szykujących swoje instrumenty. Nagle zapadła pełna oczekiwania cisza. Na salę wszedł król, a wszyscy ukłonili się i z szacunkiem pochylili głowy. „Witajcie” – rozległ się głęboki, dźwięczny królewski głos. Ludzie wyprostowali się i podnieśli głowy. Ona również to zrobiła. Spojrzała na króla i zobaczyła, że ten głos dostojny i potężny należy do niezwykłego młodzieńca, o szlachetnych rysach twarzy i sprężystej, muskularnej postawie.

Król dalej mówił: „Bal ten, ustanowiliśmy dla uczczenia wspaniałego roku, wspaniałych zbiorów i niezwykłych osiągnięć, jakich wspólnymi siłami dokonaliśmy. To niezwykły rok dla wszystkich. Cieszę się z waszego szczęścia”. Tu spojrzał w oczy kobiety czule.

Kobieta drgnęła, jak gdyby obudziła się ze snu… spojrzała na budzik… Tak – naprawdę dobry rok…

Autor: Marek Jasiński

Na ekranie – 26

Na ekranie zaczęły pojawiać się, przesuwać i znikać cyfry, litery i kropeczki. W pewnej chwili ich chaotyczny ruch ustał. Ekran zgasł. Potem rozjaśnił się na nowo i wyświetlił wyraźny napis: „Quo vadis”.

Rzymianin, który właśnie chciał rzucić smartfonem o ziemię, powstrzymał się. Zaczął oglądać telefon z różnych stron, zastanawiając się, co to takiego? Czemu świeci, miga i wyświetla ten napis…

…A swoją drogą, ciekawa jestem, w jaki sposób smartfon z XXI wieku znalazł się w Cesarstwie Rzymskim, za panowania Juliusza Cezara?

Autor: Ewa Damentka

Przez kawiarniane okno – 42

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich dwie dziewczyny, które rozmawiały o kawie. Była odpowiednia pora na popołudniowe spotkanie. Dziewczyny ustaliły, do której kawiarni wejść, by otrzymać najlepszą kawę w mieście. Miały w tym doświadczenie, ale ich gusta były różne. Ni stąd ni zowąd, o wyborze kawiarni zaważył porządek i czystość tej, koło której właśnie przechodziły.

Autor: Adam

Na ekranie – 25

Na ekranie zaczęły pojawiać się, przesuwać i znikać cyfry, litery i kropeczki. W pewnej chwili ich chaotyczny ruch ustał. Ekran zgasł. Potem rozjaśnił się na nowo i wyświetlił wyraźny napis:

„Koniec świata przesunięty. Zaczęła się nowa era – kolejna nowa era. ŻYJESZ W NOWYM ŚWIECIE – TERAZ TY GO KSZTAŁTUJESZ – Powodzenia.”

Człowiek rozejrzał się dookoła – rzeczywiście, nie było widać jego starego życia. Gdy mgła zaczęła powoli opadać, odsłonił się wyniszczony krajobraz. „Trzeba się wziąć do roboty” – pomyślał – „Najpierw muszę zadbać o coś do jedzenia i o dach nad głową”.

Zakasał rękawy i rzeczywiście wziął się do roboty. Tak dobrze zaplanował i realizował swoje nowe życie, że coraz więcej pań myślało o tym, żeby go poślubić.

On jednak przyglądał się im uważnie i wiedział, że tym razem bardzo starannie wybierze nową partnerkę życia.

Autor: Młody Adept

Gromadka dzieci – 56

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o dworku. Pięknym, białym dworku uplasowanym nad jeziorem.

Mówiła, że przyszła tam kiedyś i wszystkim, którzy tam przyszli w gości – a było ich więcej niż dzieci na podwórku, więcej niż dzieci w całym osiedlu – wszystkim, było tam dobrze. Ten, kto umiał grać w piłkę koszykową – zaczynał również pięknie śpiewać (tutaj kilkoro dzieci zaśmiało się). Niejadkom nagle wszystko smakowało. Szpinak (rozumiecie, dorośli mają swoje wymagania) nagle smakował, tak jak lody. A lody, podane w srebrnych pucharkach, odrastały podczas jedzenia. Kiedy dziecko już nie chciało więcej – pucharek robił się pusty i całkiem czysty.

– A czy można tam było przyjść z pieskiem? – zapytała dziewczynka z kokardkami.

– Tak – uśmiechnęła się babcia i wyjaśniła z powagą:

– Tam był wspaniały tor przeszkód dla psów, wokół podwórka.

– A czy trzeba było zaraz już iść do domu? – zapytał Marek.

– Nie, Marku, tam każdy miał na noc swój pokoik z lampką.

– I misiem! – zawołała Zosia.

– Tak, Zosiu, z mruczącym misiem.

Dzieci zaczęły być senne…

Autor: Motyl