Była malutka – 1

Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć nie miała oczu. Nie były jej potrzebne. Doskonale wyczuwała, co się dzieje.

Empatia rosła… Jak zwykle robiła to całym sercem i z pełnym oddaniem. Dzięki niej trwalsze stawały się więzy współpracy, miłości i życzliwości, a ludziom żyło się lepiej.

Autor: Ewa Damentka

Kiedyś dawno dawno temu – 54

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu. Chłopiec był długo wyczekiwanym dzieckiem. Jego narodziny przepowiedziano już dawno.

Wierzono, że zaprowadzi pokój na Ziemi. Pogodzi ze sobą zwaśnione narody i zwaśnionych ludzi. Spowoduje, że odżyją i uzdrowią się ludzkie serca, a na Ziemi zapanuje Raj.

– Jest taki malutki, myślisz, że da radę? – szepnęła Matka.

– Na pewno! – zdecydowanie odparł Ojciec.

– Jak możemy mu w tym pomóc? – zapytała Mama.

– Zaopiekujemy się nim i na razie będziemy udawać, że nie jest tym dzieckiem z przepowiedni. To i tak się okaże we właściwym czasie.

Jak powiedział Ojciec, tak też zrobili – i to bardzo szybko. Chwilę po ich rozmowie rozległo się pukanie do drzwi. Ojciec je otworzył i zobaczył ludzi, którzy pytali, czy to w jego domu narodziło się dziecko, zapowiadane przez proroków. Ojciec bez słowa pokręcił głową i zamknął starannie drzwi. Nocą wymknęli się przez tylne wyjście i udali się w podróż. Osiedlili się w kraju, którego nie znali, a nikt w tym kraju nie znał ich. Chłopiec był bezpieczny i dorastał w spokoju.

A później, tak jak mówił jego Ojciec, Chłopiec wypełnił swoje przeznaczenie – zbawił ludzi i świat.

Autor: Jagoda

Duży stół wystawiono – 28

Duży stół wystawiono na środek pokoju i nakryto białym obrusem. Położono na nim talerze, sztućce, szklaneczki i potrawy wigilijne w pięknych salaterkach. Na stole było więcej talerzy niż zwykle. Przyszykowano bowiem dodatkowe nakrycie – dla niespodziewanego gościa, który pewnie i tak się nie zjawi.

Tradycja to jedno, a rzeczywistość to druga sprawa.

Czasami ludzie mają inne pragnienie. Chcą, aby choćby na godzinę, czy nawet na pięć minut, do Wieczerzy Wigilijnej przybyły osoby z rodziny, których już nie ma, a które były lubiane i wartościowe.

Miło by było usłyszeć ich głos, krótko przedyskutować z nimi toczące się życie i skorzystać z doświadczenia starszych.

Autor: Adam

Kiedyś dawno dawno temu – 53

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu…

Ten mały chłopczyk dokonał potem bardzo wielkich rzeczy. Pozostawił po sobie nieodwracalne ślady i zmienił na zawsze historię świata.

Autor: Ewa Majewska

Przez kawiarniane okno – 50

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich psy. Dużo psów. Rasowe i kundle. Wesołe i smutne. Grzeczne i rozrabiaki. Niektóre psy były wzięte ze schroniska. Troszkę przestraszone, ale wpatrzone w swoich właścicieli. Te rasowe nie patrzyły na swoich właścicieli, ale właściciele patrzyli z dumą na swoje piękne, drogie, rasowe psy. Najmniejsze psy były niesione na rękach, miały obróżki wysadzane kryształkami. Wszyscy szli do stajenki, w której stały owce, woły, osły, a w środku leżał mały Jezusek.

Autor: Kasiula

Duży stół wystawiono – 27

Duży stół wystawiono na środek pokoju i nakryto białym obrusem. Położono na nim talerze, sztućce, szklaneczki i potrawy wigilijne w pięknych salaterkach. Na stole było więcej talerzy niż zwykle. Przyszykowano bowiem dodatkowe nakrycie – dla niespodziewanego gościa, który zwykle się nie zjawiał. Jednak talerz dla niego stawiano na stole, bo taka była tradycja.

Mała dziewczyna stała w oknie i patrzyła na bezdomnego, który rozłożył się na chodniku po drugiej stronie ulicy.

– Zostaw tego starego dziada – warknął ojciec – pomóż mamie nakryć do stołu.

– Nie! Tatusiu popatrz, mamusiu chodź, zobaczyć, co ten staruszek robi – protestowała dziewczynka.

Rodzice popatrzyli po sobie. Wzruszyli ramionami i podeszli do okna. Popatrzyli na bezdomnego, któremu przyglądała się ich córeczka. Matka zaczęła płakać. Ojciec wziął głęboki wdech i tak zastygł dłuższą chwilę, trwając w bezdechu.

Zobaczyli, że bezdomny szykuje swoją kolację. Na gazetę wyłożył chleb – chyba ze śmietnika – i jeszcze coś, czego nie rozpoznali. Przed sobą położył jeden brudny papierowy talerzyk, a drugi położył obok siebie, jakby też szykował się na przyjęcie niespodziewanego gościa.

Matka uczepiła się ramienia męża, a córeczka trzymała go za wolną rękę i patrzyła na niego błagalnie.

– Idę po niego – zduszonym głosem powiedział ojciec.

Obydwie stały w oknie i patrzyły, jak młody tata podchodzi do staruszka. Bezdomny zaprosił go gestem dłoni i młody mężczyzna usiadł. Przyjął kawałek chleba. Rozmawiali chwilę.

Mama i córeczka obserwowały, jak staruszek wyraźnie bronił się przed propozycją i jak młody mężczyzna pokazał mu okno, w którym stały. Dziewczynka zaczęła machać do staruszka. Jej ojciec coś mu tłumaczył. Staruszek wstał niechętnie i zaczął zbierać swoje skarby. Młody mężczyzna pomógł je spakować. Ruszyli w stronę domu.

Gdy weszli do mieszkania, dziewczynka z piskiem radości uściskała staruszka, mówiąc, że bardzo, bardzo chciała, by do nich przyszedł. Jej mama dała mu kapcie i zaprosiła do stołu. Wszyscy zasiedli do kolacji i poczuli moc wigilijnego wieczoru.

Autor: Ewa Damentka

Przez kawiarniane okno – 49

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich starszy pan. Dużo myślał o tym, że zbliżają się Święta, Choinka, że tyle ludzi go zaprasza, wiedząc, że mieszka sam, a rodzina albo jest daleko, albo już odeszła na zawsze. Chciał i nie chciał być razem z nimi. Chciał, bo czuł, że byłoby mu łatwo i miło, a nie chciał, bo wydawało mu się, że będzie pożyczał sobie czyjeś życie, wchodził w radości, które wypracował ktoś inny. W końcu zdecydował, że wyjedzie do schroniska w górach, wyjdzie do lasu z workiem jabłek. Wtedy będzie Mikołajem dla jeleni i zajęcy. I tak zrobił.

Autor: Borówka

Duży stół wystawiono – 26

Duży stół wystawiono na środek pokoju i nakryto białym obrusem. Położono na nim talerze, sztućce, szklaneczki i potrawy wigilijne w pięknych salaterkach. Na stole było więcej talerzy niż zwykle. Przyszykowano bowiem dodatkowe nakrycie – dla niespodziewanego gościa, który zawsze mógł przyjść.

W tym przyjaznym domu często zjawiali się niespodziewani goście i zawsze byli miło witani. Gospodarze promienieli, gdy ich odwiedzano, gościom miło było w trakcie wizyt i promienieli, gdy wracali do swoich domów.

Mieszkanie też promieniało, bo od lat mieszkali w nim ludzie, którzy kochali całym sercem – siebie nawzajem, rodzinę, znajomych… Życzliwością obdarzali i obdarzają cały świat.

Dobrze, że tacy ludzie są na świecie i że można ich spotkać. Zdarza się, że mieszkają tuż za ścianą.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Kwiat paproci rozkwitał – 40

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał wzrok wszystkich, którzy przechodzili w pobliżu.

– Przyroda jest piękna – powiedział do swoich wnuków starszy pan.

Dzieci puściły to mimo uszu, szły dalej. Były już głodne i chciały do domu. Grupa miała jednak jeszcze kilka kilometrów do przejścia.

Dzieci zapytały dziadka, czy zawsze tak dużo chodził i zwiedzał.

– W młodości dużo jeździłem samochodem – odparł – obecnie doceniam znaczenie ruchu i staram się spacerować jak najwięcej.

Autor: Adam

Duży stół wystawiono – 25

Duży stół wystawiono na środek pokoju i nakryto białym obrusem. Położono na nim talerze, sztućce, szklaneczki i potrawy wigilijne w pięknych salaterkach. Na stole było więcej talerzy niż zwykle. Przyszykowano bowiem dodatkowe nakrycie – dla niespodziewanego gościa, który tym razem się zjawi. Od dawna wybierał się do tej rodziny i dotąd powstrzymywał go strach. Teraz przyjdzie…

Stary, zapomniany przyjaciel zebrał się na odwagę i przyjdzie, by przypomnieć o sobie, przywitać się i pożegnać jednocześnie. Wybiera się w daleką podróż. Broni się przed nią, ale wie, że nie może odwlekać jej bez końca. Zanim w nią wyruszy, chce spotkać się ze wszystkimi, którzy byli mu bliscy, wyjaśnić dawne nieporozumienia i odejść z czystą kartą.

Do odwiedzenia został mu już tylko jeden przyjaciel z dzieciństwa – ten, w którego domu zastawiany jest właśnie wigilijny stół. Niespodziewany gość nie pamięta, o co się pokłócili. Pewnie o jakąś drobnostkę. Wie jednak, że powinien się tu zjawić. Wpaść choć na chwilę, po to, by potem spokojnie odejść.

Tak sobie myślał niespodziewany gość, stojąc przed drzwiami dawnego przyjaciela. Nacisnął dzwonek. Usłyszał zdziwione głosy i kroki zmierzające do drzwi. Czekał ma ich otwarcie…

Autor: Zyta