Na dnie szuflady – 54

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia…

Malarka uważnie przyjrzała się obrazowi, który stał na sztalugach. Poprawiła kilka detali i uznała, że jest już gotowy. Miał być prezentem imieninowym dla jej przyjaciółki. Ciekawa była, czy się jej spodoba.

Przyjaciółka często opowiadała, że śni się jej szuflada z paczuszką listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką, białym kamyczkiem, bukiecikiem zasuszonych fiołków i starą pożółkłą fotografią. We śnie wiedziała, że skrywają one słodką tajemnicę. Rano budziła się szczęśliwa i oczekiwała miłej niespodzianki, która po tym śnie zwykle się zdarzała.

Autor: Ewa Damentka

Roztańczona brzózka – 11

Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru.

Pewnego razu na polanę przybyły krasnale. To, że zwierzęta leśne widziały krasnale razem, nie oznaczało, że krasnale się znają. Znalazły się tam w jednakowym czasie, przy pomocy działania dobrej energii. Tak więc krasnale musiały się poznać. Każdy z krasnali miał przy sobie inną zabawkę i jeden z nich wpadł na pomysł, aby każdy przyjął pseudonim wzięty od swojej zabawki.

Z racji tego, że byli już grupą, a świeciło piękne słońce, okrzyknęli się grupą słonecznych krasnali. Wiadomo jednak, że czasami też pada deszcz. Pierwsze obrady krasnali poświęcone były temu, jak ogrzać zimny deszcz, jeśli się taki przytrafi. Krasnale wybrały kierownika zgromadzenia i wszyscy mieli możliwość wypowiedzenia się. W wyniku obrad uzgodniono, że trudno jest podgrzać cała chmurę, ale pojedyncze krople będzie już łatwiej. Zgromadzenie uznało, że spotkają się następnego dnia, żeby uzgodnić, jak to zrobić.

Autor: Adam

Nitki babiego lata – 36

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią, napływającą znad pobliskiej rzeczki. A nad rzeczką siedziała kaczka, znaczy się, wypoczywał tu król. Kaczuszki też były i na nie patrzył przybyły, jak pływają za sobą, kwaczą szczęśliwe i taplają się w wodzie. Król usiadł na trawie, by wygodniej było mu patrzeć na rzekę i kwiaty. To były kaczki i król, czy może był on, czyli król i kaczki? Nikogo innego nie było widać wokoło, bo tak sobie zażyczył. I teraz król się nudził, i czuł zmęczenie, i zasnął. Trawa była miękka i pachnąca, ale jak się obudził, to wszystko go dziwnie swędziało, tak go obgryzły jakieś robale. To był król, kaczki i niewątpliwie robale, a być może wszystko wokoło żyło, to też było i kto tu był ważniejszy?

Tu król popatrzył na to miejsce i postanowił wybudować w tej naturze altanę z wygodnymi miejscami do leżenia, uprawiania seksu i spożywania posiłków. Potem pomyślał, że przydałoby się jeszcze miejsce na orkiestrę, miejsce dla jego chartów, i…

Autor: Janusz Nitkiewicz

Roztańczona brzózka – 10

Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru.

Pewnego razu nadszedł huragan, który poczynił w lesie spore spustoszenia. Połamał gałęzie i stare drzewa. Niektóre wyrwał z korzeniami. Brzózka była giętka i elastyczna. Chociaż bardzo się bała, wyszła z huraganu bez szwanku. Swoją elastycznością uratowała własne życie. Gdy huragan minął, brzózka była cała, zdrowa, zdziwiona i szczęśliwa jednocześnie. Dalej rosła, tańczyła, poruszając się wdzięcznie pod wpływem lekkiego wiatru, który szeptał jej, że zawsze przy niej będzie, a prawdziwie huragany zdarzają się bardzo rzadko. Brzózka natomiast pamiętała, żeby pielęgnować swoją giętkość i elastyczność, bo te właśnie cechy już raz ją uratowały.

Autor: Jagódka

Księżyc wyszedł zza chmur – 32

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach…

Postać wyglądała co najmniej zaskakująco. Obserwator pewnie spodziewałby się człowieka lub zjawy. A tymczasem, po zamkowych murach dostojnie chodził bocian i uważnie rozglądał się po okolicy.

Bocian był bardzo stary i bardzo doświadczony. W swoim życiu przyniósł już wiele dzieci, które zostawiał u czekających na nie rodziców. Prawdę mówiąc, wszyscy mieszkańcy zamku i okolicznych wiosek byli jego podopiecznymi, od nowo narodzonych niemowląt po bezzębne staruszki.

Sędziwy bocian miał jedną zasadę, której trzymał się całe życie. Przynosił tylko te dzieci, które były chciane, wyczekiwane i kochane, zanim jeszcze pojawiły się na świecie. Teraz, spacerując po zamkowych murach, doglądał ich snu.

Przystanął i uważnie popatrzył na jeden z domów, leżących u podnóża zamku. Wyczuwał w nim coś niepokojącego. Chwilę nasłuchiwał uważnie i już wiedział – mężczyzna, pięćdziesiąt cztery lata, mąż, ojciec, porządny człowiek – męczył się we śnie. Bocian zrozumiał, że męczył się również w życiu. Mężczyzna ten zapomniał, że jest kochany. Zapomniał, że był wyczekiwanym dzieckiem, z miłością i radością powitanym przez swoich rodziców. Był altruistą i całe życie pomagał innym, zapominając o sobie samym. Teraz męczyły go troski, koszmary senne i poczucie samotności.

Bocian rozluźnił się i zaczął promieniować jasnym światłem – jakby zamienił się w słońce. Wysyłał mężczyźnie fale wszechogarniającej miłości i przesłanie: „Jesteś ważny. Jesteś potrzebny. Jesteś chciany i kochany. Ważne jest to, co robisz dla ludzi i świata”. I powtórnie: „Jesteś ważny – miłość cię chroni”.

Trwało to chwilę. Światło bociana zaczęło przygasać i świetlista chmura opadła na zamek i okoliczne wioski. Przesłanie dotarło do mężczyzny, którego oddech się wyrównał, a sen stał się lżejszy. Dotarło również do wszystkich pozostałych mieszkańców zamku i okolicy.

Następnej nocy stary bocian – strażnik ich snów – znowu pojawi się na zamkowych murach, tak jak to robi już od dwustu, a może nawet trzystu lat.

Autor: Ewa Damentka

Roztańczona brzózka – 9

Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru.

Pewnego razu pod jej gałęziami wystawiono szpitalne łóżko z wyjątkowym Pacjentem, leżącym w gorączce. Trzeba, aby zaczerpnął świeżego powietrza, żeby Leśna Brzoza przytuliła go i dała trochę ciepła. W tym momencie gałązki Brzozy musnęły Pacjenta (który był Wielkim Doktorem) po twarzy, gładząc jego policzki, krótko przystrzyżoną głowę, a następnie całe ciało, zatrzymując się na dłużej nad lewą stopą.

Gałązki, z tysiącami miękkich białawo-zielonych, aksamitnych listków, chwyciły obolałe ciało Doktora i jego wielkie serce, i delikatnie ukołysały, dając mu Miłość, Ciepło i Spokój. Pacjent uśmiechnął się, jego energia zaczęła żywiej krążyć po ciele. Brzoza bowiem uosabiała Kosmiczną Żeńską Energię, której tak mu brakowało. Poczuł jej Miłość i Pocałunki na całym obolałym ciele. Wie już jaką podjąć decyzję.

Autor: Hania

Lekkie krople deszczu – 47

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było długi pas startowy. Okno wieży kontroli lotów było lekko pokropelkowane. W przylotach i odlotach samolotów panował jednak porządek. Samoloty startowały i lądowały o określonych porach, a nad wszystkim czuwała nowoczesna technika i doświadczone osoby.

Autor: Adam

Roztańczona brzózka – 8

Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru.

Pewnego razu na polankę przyszły elfy. Były ponadczasowe, młode i przedwieczne jednocześnie. Stwierdziły – „jakie miłe miejsce, a dopiero teraz je znalazłyśmy”. Zaczęły śpiewać, grać i tańczyć, Było im bardzo dobrze i nie zauważyły małego chłopca z pobliskiej wioski, który schował się w krzakach na brzegu polanki i bał się drgnąć, żeby nie spłoszyć cudownych istot. Dość długo siedział tak i patrzył, patrzył, patrzył. Jak był już dorosły, nigdy nie mógł odnaleźć tej polanki, choć bardzo tego chciał.

Autor: Borówka

Księżyc wyszedł zza chmur – 31

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach…

Był to właściciel zamku, hrabia „co rozrabia”. Każdej nocy łaził po murach zamkowych, zastanawiając się, czy istnieją duchy. W czasie wędrówek oglądał krajobraz, skąpany w księżycowym blasku. I to mu się podobało. Wzdychał nieraz do księżyca i szpetnej budowli, z chęcią poznania przyjaznego ducha.

Pewnej nocy, gdy spacerował na wieży zamkowej, dostrzegł postać, która zbliżała się do zamku. Zbiegł szybko po schodach, aby zatrzymać nieznajomego. Zbliżający się człowiek pozdrowił hrabiego i zapytał, czy może przenocować w zamczysku. Hrabia miał chęć go przegnać, ale dostrzegł w oczach przybysza zmęczenie i coś nie pozwoliło mu odesłać wędrowca.

Zaprowadził go do pokoju gościnnego i tam długo ze sobą rozmawiali. Rozmowa dotyczyła życia. Hrabia zaproponował herbatę i wyszedł, by ją przynieść. Gdy wrócił, nie zastał w pokoju nikogo. Na stole pozostał, pozostawiony chyba przez nieznajomego, świecący kwiat.

Hrabia długo jeszcze siedział w pokoju, nie mogąc racjonalnie wyjaśnić sobie tego, co się stało.

Autor: Andrzej

Roztańczona brzózka – 7

Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru.

Pewnego razu przyszła wiosna, później lato. Dzień był długi i był czas na obserwacje. Na polanę przyszedł starszy pan z wnukiem. Wnuk dowiedział się, że jeszcze kilka lat temu owa brzoza była małą roślinką, która dzięki sprzyjającym warunkom pięknie urosła.

– To drzewa nie są od razu duże? – zapytał malec.

– No nie – odparł dziadek – drzewa, podobnie jak ludzie, najpierw są małe a potem duże

– Dziadku!!! Więc ty też kiedyś byłeś mały!

Autor: Adam