Polną drogą – 47

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył dwie łąki, oddzielone od siebie pasem drzew. Na jednej łące pasły się krowy. Druga natomiast była pusta. Widok zastanowił wędrowca, ale pomyślał on sobie, że pewnie tak musi być.

Ów człowiek, korzystając z wolnej łąki, postanowił po niej pochodzić, z nadzieją odkrycia miejscowych prawidłowości. Po tym, jak zrobił obchód pustej łąki, podszedł do zwierząt, by w marszu, ale z pewnej odległości je obserwować. Zwierzęta były oswojone, więc turysta nie zrobił na nich żadnego wrażenia. Z punktu widzenia Wędrowca rzecz miała się zupełnie inaczej. Podczas bliskiej obserwacji zwierząt dostrzegł ich piękno, majestat i wielkość. Zauważył, że zachowanie zwierząt na łące nie jest przypadkowe, ale zgodne z rytmem przyrody.

Autor: Adam

Roztańczona brzózka – 6

Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru.

Pewnego razu, gdy świeciło słońce, na polanie pojawił się mały, piękny zajączek. Uśmiechnął się do brzózki, a ta w podziękowaniu ukłoniła mu się pięknie. Jej gałęzie, jak długie piękne włosy, pogłaskały go po nosku. Zajączkowi sprawiło to przyjemność. Potrzebował tego.

Gdy był już starszym zajączkiem, przyprowadził na tę polanę swoje małe zajączki, dając im możliwość poznania czułości lekkich liści.

Autor: Patisonek

Księżyc wyszedł zza chmur – 30

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach…

Do owej postaci postanowiła dołączyć grupa studentów. Zrobili to jednak nie dosłownie, a korzystając z nocnej atmosfery zamku. Postanowili na oświetlonym księżycem dziedzińcu ustawić długi stół, tak aby wszyscy mogli przy nim usiąść.

Aby stół nie był pusty, zdecydowano się na wodę w dużych kuflach. Podczas nocnych emocji prawdopodobnie trudno by było coś zjeść, ale woda mogłaby się przydać.

Gdy byli już na miejscu, okazało się, że atmosfera wcale nie jest tajemnicza. Natomiast miejsce ma bardzo dużo dobrej energii.

Autor: Adam

Roztańczona brzózka – 5

Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru.

Pewnego razu listki brzozy zaczęły drżeć inaczej. Wiatr pieścił je jak zwykle…

Listki jednak już nie wibrowały na wietrze, lecz zaczęły kołysać się równomiernie. Brzózka stała się brzozą, a pod nią działy się odtąd cuda…

Autor: Marek Jasiński

Roztańczona brzózka – 4

Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru.

Pewnego razu wiatr się nasilił. Listki były tym bardzo zdziwione i zmęczone. Nigdy dotąd nie musiały włożyć tyle energii, żeby walczyć z wiatrem.

Wieczorem natomiast wiatr zupełnie ustał. Listki i gałęzie zastanawiały się, co będzie w przyszłości, czy często będą silne wiatry i czy będzie dużo czasu, żeby potem odpocząć.

Małe ptaszki, które siedziały na gałęziach brzózki miały podobne wątpliwości.

Większe ptaki wyczuły rozterkę młodych i oznajmiły im, że wszystko w przyrodzie rośnie i w czasem staje się większe i silniejsze.

Autor: Adam

Kiedyś dawno dawno temu – 49

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu.

Przyszedł czas, by nadać dziecku imię. Ojciec był człowiekiem bardzo tradycyjnym i proponował piękne, staropolskie imiona. Mama była bardzo oczytaną i nowoczesną kobietą, zatem proponowała imiona zaczerpnięte z języka angielskiego.

W pewnym momencie dziecko zaczęło płakać i mama zajęła się jego karmieniem. Ojciec w tym czasie wziął ciepły prysznic i bardzo się odprężył. Gdy wyszedł z łazienki, dziecko i żona już spali. Było wiadomo, że do tematu trzeba wrócić dnia następnego.

Tegoż dnia rodzinę odwiedził dziadek maluszka. Rodzice z dumą pokazali chłopca i opowiedzieli o perypetiach z nadaniem mu imienia. Dziadek przypomniał, iż oczekiwał syna, którego chciał nazwać Janem, a urodziła się córka Marysia – mama chłopczyka. W związku z tym zaproponował, aby tak długo czekające w kolejce imię nadano wnukowi.

Autor: Adam

Księżyc wyszedł zza chmur – 29

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach…

Kobieta cofnęła się kilka kroków i przymrużyła oczy, przyglądając się dekoracji. Jej mąż majstrował przy mechanizmie przesuwającym kukiełki. Chciał go obsługiwać za pomocą pilota.

Instalowali teatrzyk kukiełek po cichutku, żeby nie obudzić dzieci. Sprawdzili wszystkie elementy i zasłonili teatrzyk parawanem, przed którym ustawili stolik z kwiatkami. Jutro, gdy nadejdzie odpowiedni moment, odsłonią teatrzyk i opowiedzą dzieciom bajkę, zilustrowaną kukiełkami.

Żona szepnęła do męża – „Dziękuję, makieta zamku wyszła wspaniale”. „Nic takiego” – odpowiedział mąż, ale widać było, że komplement sprawił mu przyjemność.

Autor: Ewa Damentka

Roztańczona brzózka – 3

Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru.

Pewnego razu powieszono na niej huśtawkę. Nie była ciężka, ale każdy kolejny dzień powodował rysy i rany na korze brzózki. Z zewnątrz było to prawie niezauważalne, ot kilka zadrapań. Rany jednak były głębokie. Kiedy pewnego dnia huśtawkę zdjęto, rany otworzyły się na dobre. Na szczęście brzózka była już brzozą, a rany stały się wkrótce rankami.

A kiedy wiał silny wiatr, brzoza lekko uginała się pod jego siłą, żeby w inny słoneczny dzień z dumą prezentować swoje piękne gałęzie.

Autor: Wędrowny Grajek

Przy pięknej starej toaletce – 44

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że jest małą dziewczynką, śniącą o wielkich polach różnosmakowych lodów.

W dziecięcym świecie miejsce zbóż zajęły lody. W tym śnie, o dziwo, lody nie roztapiały się nawet wtedy, gdy świeciło na nie mocne, czerwcowe słońce. Bezpośredni blask słońca uwypuklał prawdziwe kolory lodów.

Dziewczynka zastanawiała się, czy smakować te lody, które widzi, czy też pójść dalej. Najpierw pomyślała sobie, że jak spróbuje każdego pola i będzie najedzona, to pójdzie dalej. Ciekawość jednak była silniejsza, a cierpliwość wynagrodzona.

Dziecko poszło dalej i zza lodowych pagórków wyłoniły się kolejne pola lodów. Te były z rodzynkami, bitą śmietaną i truskawkami.

Autor: Adam

Roztańczona brzózka – 2

Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru.

Pewnego razu zawędrował pod nią jeż. Przyniósł ze sobą jabłko i zostawił je pod brzozą. Myślał, że się nim pożywi, ale zmienił zdanie, gdyż na łące znalazł bardzo dużo smacznych pędraków.

Jabłkiem, pozostawionym przez jeża, zainteresował się bezdomny chłopiec, który był sam na świecie, a przynajmniej tak mu się wydawało, gdy nieśmiało wyciągnął rączkę po jabłko.

Brzózka przyjaźnie szumiała i tańczyła na wietrze. Jeż jadł pędraki – spojrzał przelotnie na chłopczyka i wrócił do swego posiłku. Chłopczyk potrzymał chwilę jabłko w swoich rączkach i patrzył na nie z namysłem. Wreszcie zdecydował się – ugryzł kawałek. Nie był przygotowany na to, co zaczęło się wydarzać, gdy połknął pierwszy kęs jabłka.

Jego samotność zaczęła rozwiewać się, a razem z nią odszedł smutek i rozpacz. Chłopczyk przestał myśleć o ludziach, których utracił, choć może lepsze byłoby określenie, że przestał o nich myśleć tak jak dotąd. Zamiast rozpaczać, że ich utracił, zaczął przypominać sobie miłe chwile z nimi spędzane i poczuł wdzięczność, że ich spotkał i dane im było razem wędrować przez życie.

Wdzięczność rosła, była wszechogarniająca i przepełniała drobne ciałko chłopczyka. Razem z wdzięcznością przyszła miłość do świata, do ludzi i do siebie samego. Chwilę później chłopczyk zaczął odczuwać miłość, którą świat i inni ludzie mieli dla niego.

Przypomniały mu się twarze ludzi, którzy go lubili i cenili go. Poczuł ich życzliwość i troskę o niego. Zrozumiał, że nie jest sam i że ma dla kogo żyć. Bezwiednie odłożył jabłko na trawę i wrócił do domu.

Brzózka szumiała, a jeż znowu zainteresował się jabłkiem i przeniósł je w inne miejsce. Być może przyda się kolejnej istocie…

Autor: Ewa Damentka