Przez kawiarniane okno – 48

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich szedł mężczyzna o innym kolorze skóry, niż pozostali ludzie w tłumie. Różnił się nie tylko kolorem skóry – również rysami twarzy.

„Ciekawe, czy jest mieszkańcem, czy gościem w tym wielkim mieście? Co tu robi? Jak rozmawiają z nim ludzie?” – takie pytania zadawała sobie dziewczynka, która siedziała z rodzicami w kawiarni i przez okno obserwowała plac i przechodzący tłum.

Ucieszyła się, gdy zobaczyła, że do tego mężczyzny podszedł inny, o takim samym kolorze skóry i podobnych rysach twarzy. „A więc nie jest sam. Nie jest samotny, ma towarzystwo” – z ulgą pomyślała dziewczynka i zajęła się deserem, który postawił przed nią kelner.

Autor: Siostrzyczka

Duży stół wystawiono – 24

Duży stół wystawiono na środek pokoju i nakryto białym obrusem. Położono na nim talerze, sztućce, szklaneczki i potrawy wigilijne w pięknych salaterkach. Na stole było więcej talerzy niż zwykle. Przyszykowano bowiem dodatkowe nakrycie – dla niespodziewanego gościa, który właśnie zapukał.

Niespodziewanym gościem była sąsiadka z naprzeciwka. Rodzina wiedziała, że kobieta w tym roku zostaje sama, więc ją zaproszono.

Czym innym są rozmowy, gdy mijamy się na klatce schodowej, a czym innym rozmowa z tymi samymi osobami, gdy mamy więcej czasu.

Wiele starszych osób, z doświadczeniem życiowym, potwierdza, że najcenniejsza jest możliwość poświęcenia czasu innym.

Autor: Adam

Mała ławeczka – 45

Mała ławeczka stała w parku od bardzo dawna. Płacząca wierzba, pod którą ją postawiono, zdążyła urosnąć i teraz jej gałęzie chroniły ławeczkę przed ciekawskimi spojrzeniami spacerowiczów.

Bardzo często niechcący spacerowicze przechodzili obok tego magicznego miejsca, spotykając swoich znajomych.

Miejsce to przyciągało na spacer każdego – od dziecka do staruszka.

Wszyscy czuli się tam dobrze. Nastroje łagodniały, wielu spacerowiczów miało uśmiech na ustach.

Gdy była ciepła i słoneczna pogoda, w owym miejscu nie brakowało niczego. W pobliżu była woda, rowery do wypożyczenia i bar mleczny.

Autor: Adam

Duży stół wystawiono – 23

Duży stół wystawiono na środek pokoju i nakryto białym obrusem. Położono na nim talerze, sztućce, szklaneczki i potrawy wigilijne w pięknych salaterkach. Na stole było więcej talerzy niż zwykle. Przyszykowano bowiem dodatkowe nakrycie – dla niespodziewanego gościa, który mógł przyjść. Dla gościa, którego wypatrywano od dawna.

Oczywiście, gospodarze wiedzieli, że zwyczaj każe zostawiać nakrycie dla niespodziewanego gościa – dla nieznajomego, którzy może zapukać do drzwi. Mieli jednak nadzieję, że ten niespodziewany gość będzie znajomy – że będzie to ich kuzyn, który kilka lat temu wyruszył w świat.

Ku zdziwieniu rodziny zrezygnował z etatowej pracy i zaczął szukać szerokich przestrzeni. Wybierał pustynie, płaskowyże i rozległe łańcuchy górskie. Dostawali od niego pocztówki z kolejnych krajów, z miejsc, o których dotąd nie słyszeli. Czasami przychodziły listy z załączonymi zdjęciami. Widzieli na nich szczęśliwego kuzyna, z roześmianymi oczami, pozującego na tle egzotycznych krajobrazów.

Mieli nadzieję, że chociaż na chwilę przyjedzie do nich. Niektórzy – zwłaszcza dzieci (ale nawet część dorosłych) – marzyli, że kuzyn zabierze ich ze sobą na swoją kolejną wyprawę.

Kolacja była prawie gotowa. Już mieli zasiadać do stołu, gdy zadzwonił dzwonek u drzwi. Gospodarze spojrzeli po sobie zaskoczeni, z nadzieją w oczach, i pośpieszyli sprawdzić, kto przyszedł…

Autor: Jagoda

Przez kawiarniane okno – 47

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich szedł aktor. Przygotowywał się do swojej roli i nie zwracał uwagi na wędrujący tłum. Nogi same zaprowadziły go do teatru…

Autor: Ewa Damentka

Duży stół wystawiono – 22

Duży stół wystawiono na środek pokoju i nakryto białym obrusem. Położono na nim talerze, sztućce, szklaneczki i potrawy wigilijne w pięknych salaterkach. Na stole było więcej talerzy niż zwykle. Przyszykowano bowiem dodatkowe nakrycie – dla niespodziewanego gościa, który mógłby się zjawić.

Wszyscy zasiedli do stołu. No, prawie wszyscy…

Dziadkowie i rodzice ze smutkiem patrzyli na drugie wolne nakrycie i puste krzesło przy nim. Należały do zbuntowanego nastolatka, który powiedział, że nie zamierza siadać z nimi do stołu. Aż wstyd powtórzyć, co przy tym powiedział o rodzicach, dziadkach i Wigilii.

Atmosfera była ciężka. Dorośli długo siedzieli przy stole, przygnieceni słowami swojego ukochanego wnuka i syna. Pierwszy oprzytomniał dziadek. Uśmiechnął się smutno do żony. Popatrzył czule na syna i powiedział:

– Teraz ty jesteś głową naszej rodziny. Może dasz sygnał, żebyśmy zaczęli dzielić się opłatkiem?

– Ależ, Tato…. – zaprotestował syn.

– Kochanie, co robisz? – zapytała zaskoczona żona.

Dziadek przytulił ją i patrząc jej prosto w oczy wyjaśnił:

– My już jesteśmy emerytami. Nasz syn ma problem, którego za niego nie rozwiążemy. Będziemy go wspierać, jak zawsze, ale rozwiązać musi go sam.

Znowu spojrzał na syna i powtórzył:

– Teraz ty jesteś szefem. Rozpoczynaj Wigilię…

Syn, trochę oszołomiony, wstał. Wziął talerzyk z opłatkiem i podszedł do ojca. Złożyli sobie życzenia. Potem podszedł do matki, następnie do żony. Zauważył, że żadne z nich nie poruszyło się, żeby złożyć życzenia innej osobie. Wszyscy stali i patrzyli na niego. Wskazał na talerzyk i leżący na nim kawałek opłatka mówiąc:

– Ten opłatek należy do Maksa. Podzieli się nim z nami, jeśli będzie miał ochotę.

Tymi słowami jakby odczarował rodziców i żonę. Zaczęli nawzajem dzielić się opłatkiem. Zanim usiedli przy stole, matka odłamała kawałek ze swojego opłatka mówiąc:

– Max, wybaczam ci. Wszystkiego najlepszego synu.

Pozostali zrobili to samo. Przebaczyli swojemu ukochanemu, zbuntowanemu nastolatkowi.

Autor: Ewa Damentka

Mała śnieżynka – 43

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr. Małe śnieżynki i lekki wiatr muskały twarze ludzi, wysiadających z różnych pojazdów i podążających szerokimi marmurowymi schodami do pałacu.

Pałac rozświetlony był latarniami i przepięknymi lampionami porozwieszanymi u sufitu arkad otaczających wokół pałac. Wszyscy uśmiechnięci i radośni podążali na bal, który został zorganizowany przez parę królewską dla obywateli kraju, w którym pełnili swą władzę. Król, zasiadający na tronie, bardzo dbał o dobrobyt i zadowolenie społeczeństwa. Cieszyło go bardzo, że ludzie żyją w dostatku. Szczęśliwi i radośni. A oni byli pełni życzliwości i wdzięczności dla króla i jego żony. Licznie przybywali na każdy bal przez nich organizowany. Bawili się do białego rana, jednocząc się z nimi.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Duży stół wystawiono – 21

Duży stół wystawiono na środek pokoju i nakryto białym obrusem. Położono na nim talerze, sztućce, szklaneczki i potrawy wigilijne w pięknych salaterkach. Na stole było więcej talerzy niż zwykle. Przyszykowano bowiem dodatkowe nakrycie – dla niespodziewanego gościa, który tym razem znowu nie przyszedł. Dzieci były zainteresowane, czy ktoś jeszcze dołączy, ale były tylko telefony od dalszej rodziny zza granicy.

Tegoroczna Wigilia była zasilona dwiema rodzinami. Wszyscy zebrali się przed czasem. Dzięki temu zdążyli poruszyć wiele kwestii rodzinnych. Wszyscy docenili kulinarny kunszt pań, które przygotowały przepyszne potrawy. Pięknie i uroczyście wyglądał zastawiony stół. Dziadek powiedział nawet, że szkoda tego wszystkiego ruszać, ale może jednak czas zacząć.

Autor: Adam

Przez kawiarniane okno – 46

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich szła Nadzieja.

Rozglądała się ciekawie, bo była nowa w tym dużym mieście. Przyglądała się ulicom, budynkom i… ludziom. Najbardziej interesowali ją właśnie oni: duzi i mali, starzy i młodzi, kobiety, mężczyźni i dzieci.

Ciekawa była, jacy są? Czy ją polubią? Czy pozwolą jej zamieszkać w ich mieście? Czy pozwolą, żeby sprowadziła tu swoją rodzinę? Rodziców? Dzieci? Siostry i braci?

Na chwilę posmutniała, ale przypomniała sobie, że przecież jest Nadzieją…, a to zobowiązuje. Rozjaśniła się, rozluźniła i zaczęła się wlewać w serca ludzi. Pomyślała: „Może jednak pozwolą mi zostać ze sobą”…

A ludzie poczuli ją i dotychczas szare miasto w ich oczach zaczęło przybierać piękne, kolorowe barwy.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Duży stół wystawiono – 20

Duży stół wystawiono na środek pokoju i nakryto białym obrusem. Położono na nim talerze, sztućce, szklaneczki i potrawy wigilijne w pięknych salaterkach. Na stole było więcej talerzy niż zwykle. Przyszykowano bowiem dodatkowe nakrycie – dla niespodziewanego gościa, który miał tu przybyć niebawem.

Hortensja starannie doglądała każdej potrawy, a Paweł upewniał się, że wszyscy dojadą na czas. Od czasu do czasu wychodził z domu, żeby podwieźć kolejnego gościa. Dom przesycony był zapachami, cudowną muzyką i radosnym nastrojem.

Dzisiaj Natalia miała poznać Szamana, który w dzieciństwie podarował jej grzechotkę. Grzechotka ta odwracała jej uwagę od problemów, którymi kiedyś zadręczali się jej rodzice. Dzięki temu mogła zająć się sobą, swoim dorastaniem i rozwojem.

Wyrosła na mądrą, silną dziewczynkę, która świetnie radziła sobie z otaczającą ją rzeczywistością.

Gdy tak wszyscy czekali na Szamana, ktoś zauważył, że do domu niepostrzeżenie wszedł Kustosz z listem. Był to list od Szamana. Szaman dziękował za zaproszenie i zapewniał, że jego obecność nie jest już konieczna, gdyż w tej rodzinie wszyscy świetnie sobie radzą. Wierzy, że nikt nie pogniewa się o to, że go nie będzie. Musi bowiem przyszykować i podarować nową grzechotkę innemu potrzebującemu dziecku.

– No pewnie, że tak – Natalka klasnęła w ręce – moja mama jest już prawie jak szamanka, oddam jej dzisiaj swoją grzechotkę.

Autor: Hania