Roztańczona brzózka – 1

Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru.

Pewnego razu ptaki, siedzące na gałęziach, zadały sobie pytanie: „czy silny wiatr i słaby wiatr to ten sam wiatr?”.

Pytanie dodatkowe: „czy wiatr północny i południowy to różne wiatry?”.

Do tego jeszcze te fajne prądy wznoszące.

Szybujący wysoko orzeł, mistrz lotu, zdawał się dawać piękną odpowiedź na te pytania: „Nieważne są przypadkowe rozterki, a ważne jest to, by jak najefektywniej wykorzystać siłę i piękno, jakie daje przyroda”.

Autor: Adam

Przy pięknej starej toaletce – 43

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że zwiedza piechotą świat.

Była już w wielkich miastach i w małych wsiach. Przyszedł czas, by wejść w głuszę przyrody. Jak się spodziewała, odczucia z takiej wędrówki powinny być wyjątkowe. I rzeczywiście były.

Gdy wchodziła z polnej drogi do lasu, zaczął padać ulewny deszcz. Dziewczyna nerwowo szukała parasola, ale szybko przerwała te poszukiwania. Postanowiła, że tę wędrówkę odbędzie w spokoju. Nie wyjęła parasola ze swojego plecaka, lecz stanęła pod wielkimi i wysokimi drzewami.

Gdy deszcz ustał, zauważyła, że spadło na nią tylko kilka kropel. Zdała sobie sprawę, że przyroda ma naturalne cykle i że człowiek może biec na oślep lub zastanowić się i podjąć wędrówkę we właściwym kierunku.

Autor: Adam

Księżyc wyszedł zza chmur – 28

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach…

Była to postać młodego chłopaka, który chciał długo żyć i zostać fajnym dziadkiem.

W nocy trudno było rozpoznać, ile postać ma lat, to znaczy, czy jest młoda, czy leciwa, i to bardzo pasowało młodemu człowiekowi, bo wtedy dobrze się realizował w swoim zamyśle.

Sytuacja jednak nie była dobra, bo ów człowiek mógł być w pełni sobą tylko w nocy i tylko na zamku. Zdawał sobie sprawę, że nie może tam przychodzić każdej nocy i to go martwiło. Z drugiej strony, podczas nocnej wędrówki po zamku, czuł się radosny i spełniony. Ale w chwilę po powrocie z zamku do domu, radość pryskała.

Przyszedł moment, gdy postanowił znaleźć panaceum. Definitywnie i od razu. Swojemu staremu „ja”, które chodziło nocą po zamku, powiedział, że jeśli chce, to może tam zostać i robić swoje, a on sam wybiera nowe życie.

Jak powiedział, tak zrobił. Gwałtownie odwrócił się od zamku, zobaczył jasny świat i postanowił się skupić na swoim celowym działaniu, prowadzącym go do realizacji jego zamierzeń. Stare „ja”, pod wpływem doznanego wrażenia i po przemyślenia sytuacji, postanowiło scalić się z tą nową, jasną wizją kierunku i celowego działania.

Młody człowiek zostawił zamek i postanowił, że najpierw zostanie szczęśliwym ojcem, a dopiero później szczęśliwym dziadkiem.

Autor: Adam

Na dnie szuflady – 53

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia…

Na fotografii był niemowlaczek, dzisiaj już dorosły człowiek. Mama, która zajrzała właśnie do tej szuflady, przypomniała sobie nie o pielęgnacji dziecka, ale o tym jak niegdyś nastoletni młodzieniec wstydził się tego zdjęcia, gdy było ono pokazywane rodzinie.

Kobieta trochę się dziwiła, bo patrzyła tylko z perspektywy pielęgnacji dziecka, a nie jego odczuć.

Nie tak dawno zapytała mężczyznę, którym stał się jej syn, dlaczego tak reagował w pewnym wieku, gdy widział to zdjęcie. Odpowiedział, że teraz to zdjęcie znowu mu się podoba, gdyż przypomina mu jego własnego syna, ale we wczesnej młodości myślał inaczej.

Kobieta zrozumiała, że warto rozmawiać ze swoimi dziećmi po to, by również z ich perspektywy popatrzeć na życie.

Autor: Adam

Księżyc wyszedł zza chmur – 27

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach.

Postać-zjawa, dawno zmarłej księżniczki o balsamicznym sercu, pełnym miłości. Miłości niespełnionej. Dla dobra kraju wyszła za mąż za królewicza, którego darzyła sympatią, ale nie miłością.

U schyłku życia postanowiła pomagać młodym, zakochanym, których miłość była trudna do spełnienia. Pragnęła, aby w grodzie leżącym wokół zamku panowało szczęście i kwitła miłość. Docierały do niej wieści z grodu przez posłańców. Na okazję połączenia zakochanych organizowała bale, podczas których miała możliwość rozwiązywania przeszkód.

Zanim odeszła w zaświaty, powiedziała swoim zaufanym, że zawsze będzie całym sercem z zakochanymi, aby ich miłość się spełniała. A na znak, że wszystko dobrze się ułoży, będzie pojawiała się o północy na zamkowych murach, w świetle księżyca wyraźnie widoczna dla zakochanych, których miłość się spełni i będzie trwać całe ich życie.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Mała śnieżynka – 38

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr… Było to bardzo dziwne, ponieważ wiosną śnieg nie pada.

Dziecko o tym wiedziało i było bardzo zdziwione widokiem owych śnieżynek. Stanęło przed dylematem – czy zapytać ojca, co się dzieje, czy nie zapytać?

Atmosfera była bardzo fajna, ponieważ ojciec z synem podróżowali statkiem wycieczkowym po Mazurach. Chłopiec odczekał właściwy moment i zapytał ojca, skąd wziął się na statku ten śnieg. Ojciec, powstrzymując śmiech, rzeczowo wytłumaczył, że jest wiosna i o tej porze roku kwitną drzewa. Poprosił syna, aby pochylił się i z drewnianej podłogi podniósł jedną z tych śnieżynek.

Dziecko wiedziało, że śnieg trzymany w dłoni, po pewnym czasie się roztapia. Chłopczyk trzymał teraz tę podniesioną przez siebie „śnieżynkę” w dłoni i poczuł, że nie jest zimna. Ojciec zapytał go, czy „śnieżynka” się roztapia, a jeżeli nie, to jaki ma kształt.

Dziecko przyjrzało się dokładnie i odpowiedziało, że to mikro kwiatek.

– Właśnie to jest kwiatek z drzewa, które kwitnie. Odczepił się od drzewa i latał w powietrzu, a na jego miejscu powstaną owoce – powiedział ojciec.

Jako, że podróż statkiem dobiegała końca, ojciec zagaił, że jutro zapozna syna ze zwyczajami pływających w jeziorze ryb.

Na to dziecko zapytało – czy jutro też popłyniemy statkiem?

Ojciec odparł – Synku, czy koniecznie trzeba płynąć statkiem, by rozmawiać o rybach?

Autor: Adam

Księżyc wyszedł zza chmur – 26

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach. Była to studentka historii sztuki, która po całym dniu myszkowania w bibliotece zamkowej, wyszła ochłodzić się w tę czarowną noc. I pomarzyć… O czym? O miłości, żeby spotkała ją tak mocna i radosna, jak księżniczkę, która tu przed wieki mieszkała.

I pomyśleć… O czym? O tym, jak ubrać w słowa, jak oddać tę atmosferę i historię tego zamku, żeby praca licencjacka, którą pisze, była wiarygodna i ciekawa.

Nie zdawała sobie sprawy, że gdy spaceruje po murach zamkowych, może być brana za zjawę. Że ktoś może uwierzyć, że jednak istnieją.

Autor: Felek

Księżyc wyszedł zza chmur – 25

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach…

Szczęk łańcuchów dał się słyszeć nie wiadomo skąd. Krzyknął – z wyniosłych murów – rycerz, wsparty na ogromnym kosturze:

– To znów twój odgłos, twoje łańcuchy! Ha, słyszę ciebie, nawet w lochu zamknięty towarzyszysz mi, spotkamy się. Ale dziś pełnia…

Zniknął po tych słowach potężny mężczyzna.

Zgrzyt, stuki dochodziły teraz z ociemniałej nagle ściany. W fosie bulgotało Coś-niecoś, nie wiadomo:

– Nie – bul bul – opu – bul bul! – ścisz tego zamku – ssss. Bul bul bul! Fosa moja, otacza cię jak ta noc! Ciesz się pełnią, ciesz. Przyjdzie róż! Przyjdzie!

Bulgotnęło jeszcze raz, zapadła na chwilę cisza. Przymglone teraz światło księżyca wydobywało tylko kontury budowli.

Autor: Motyl

Kiedyś dawno dawno temu – 48

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu rozmyślał o wspólnym życiu z żoną i pierworodnym synem. Marzył też o tym, że rodzina powiększy się i na świat przyjdą kolejne dzieci.

Los pokrzyżował te plany. Rodzina się rozdzieliła, a opieka nad synem przypadła mamie. Tata długo walczył o prawo do odwiedzin synka i do uczestniczenia w jego dorastaniu. Była żona i teściowa miały jednak inne plany.

Ojcu dziecka ciągle towarzyszy nadzieja, że to się zmieni, i że kiedyś swobodnie będzie kontaktował się z własnym synem. Może, kiedyś….

Autor: Ewa Damentka

Delikatna mgiełka – 50

Delikatna mgiełka unosiła się nad łąkami. Pierwsze promienie wschodzącego słońca łagodnie oświetlały rzekę, mgiełkę, łąki i drobniutką sylwetkę skowronka, którego poranny śpiew pieścił uszy i cieszył serca słuchaczy.

Na prastarym brzegu Wisły siedziała kobieta, która przyszła posłuchać śpiewu skowronka. Kiedyś uczyła się śpiewać i grać na różnych instrumentach. Nawet skończyła szkołę muzyczną. Jednak śpiew skowronka zawsze ją wzruszał i sądziła, że sama swoim śpiewem nigdy nie dorówna temu drobnemu wirtuozowi.

Zasłuchana, zapomniała o codziennych sprawach i całą sobą przeżywała ptasie trele. Każda komóreczka jej ciała wibrowała w rytmie śpiewu skowronka. Kobieta po raz pierwszy w życiu zapytała samą siebie, co może zrobić, by śpiew skowronka towarzyszył jej zawsze i wszędzie, bo jest bardzo piękny, a ona sama czuje się lepszą osobą, jakby było w niej więcej dobra i miłości, gdy słyszy śpiew skowronka. Gdy zadała sobie to pytanie, uświadomiła sobie, że pragnie, by ta chwila trwała wiecznie, a jednocześnie czuje żal, że jest to niemożliwe. Wtedy poruszyło się jej serce – przyjrzało się uważnie jej myślom i intencjom – i niespodziewanie zaczęło śpiewać. Skowronek to usłyszał i sam zaczął śpiewać jeszcze piękniej niż zwykle.

Kobieta poczuła, jak pieśń jej serca przeplata się z pieśnią skowronka. Jak tworzą razem symfonię, piękną i harmonijną. I tak to trwa do dziś. Jej serce ciągle śpiewa swoją pieśń, a kobieta często przychodzi, by usiąść na prastarym brzegu Wisły i posłuchać melodii, jaką jej serce śpiewa wspólnie ze skowronkiem, który daje z siebie wszystko, by dorównać pięknu pieśni kobiecego serca.

Autor: Ewa Damentka