Księżyc wyszedł zza chmur – 14

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach, jaśniejąc w promieniach srebrzystego.

Z radością spoglądał wokół na położone u stóp wzgórza miasto, o tej porze ciche i spokojne. Wiele udało się zrobić dobrego dla ludzi mieszkających w grodzie. Są teraz pogodni, zdrowi, nasyceni i życzliwi. Tak jest od czasu, gdy udało się ujarzmić straszną bestię, mieszkającą w pobliskich skałach. Bestia była okrutna, wroga i straszna w obejściu. Jednak siła wiary ludzi w dobro, męstwo rycerzy i króla, doprowadziły do tego, że bestia, z pomocą maga, została przemieniona. Przemieniona w opiekuna okolicy za pomocą magicznych ziół, zaklęć, magii. Osoba, która to wszystko przygotowała, stała na murach, radośnie patrząc teraz na okolicę – czas i przestrzeń. Błyszczała.

Autor: Marek Jasiński

Księżyc wyszedł zza chmur – 13

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach.

Nadchodziły zmiany w pałacu. Postać-zagadka też już to wiedziała i co bardziej wrażliwi obywatele pałacu, przebudzeni w nocy też to poczuli, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Ja też to poczułam i wiedziałam, że księżyc wskaże mi drogę, że nie jestem sama.

Autor: Patisonek

Była sobie łąka – 62

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka.

W małym stawie, leżącym nieopodal domku, było pełno żab. Rechotały i kumkały tak głośno, że trudno było usłyszeć własne myśli.

Kumkanie żab miało w sobie coś kojącego, mimo że początkowo drażniło nowo przybyłych. Z czasem goście przebywający w domku oswajali się z żabim jazgotem, zauważali jego niuanse oraz ożywienie w dzień i uspokajająco-kołysankowy rytm w nocy.

Mały biały domek miał nawet swoją nazwę, ale mało kto o niej pamiętał. Zarówno jego gospodarze, jak i ich goście, mówili, że wypoczywają w „Żabim Zakątku”.

Autor: Ewa Damentka

Księżyc wyszedł zza chmur – 12

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach.

Światło oświetlające ów zamek było bardzo czyste, jakby specjalnie oczyszczone i skierowane tylko na budowlę. Nocą nie było widoczne wzgórze, ale zamek wtedy wydawał się dwukrotnie większy. Przytoczona postać była tylko pretekstem, by w nocy odwiedzać zamek. Osoby, które go zwiedzały, nikogo – poza sobą – nie spotykały.

Fazy księżyca jakby ożywiały nocny zamek. Gdy księżyc świecił, pojawiały się odgłosy dzikich zwierząt i tupanie turystów, którzy korzystali z nocnej możliwości zwiedzania obiektu.

Autor: Adam

Kwiat paproci rozkwitał – 33

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał owady, ptaki, zwierzęta i ludzi, a także ich zachwyt.

Co się dzieje, jeżeli coś lub ktoś nie przyciąga naszego zachwytu? Czy to się dzieje w nas, czy na zewnątrz?

Lepszy jest zachwyt niż jego brak, ale przesadą byłoby zachwycanie się wszystkim.

Cenne jest wiedzieć, gdzie się jest i co właściwie jest do zrobienia w określonej chwili i miejscu.

Autor: Adam

Księżyc wyszedł zza chmur – 11

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach.

Był to Merlinek, który udawał ducha i chciał nastraszyć małą Jadzię i Duszkę. Miał nadzieję, że przestraszą się również Marysia oraz Braciszek i Siostrzyczka, bo starsi mieszkańcy Szkoły Czarowania już nie nabierali się na jego sztuczki.

Autor: Archiwista SC

Była sobie łąka – 61

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka.

W środku krzątała się kobieta. Szykowała obiad i pomagała jej w tym dwójka dzieci. Synek rozkładał na stole talerze i sztućce. Dziewczynka rozlewała kompot do szklanek.

Matka doprawiała sałatkę z pomidorów, z dumą patrzyła na swoje dzieci i wspominała drogę, jaką razem przeszli – konieczne decyzje, konsekwencję w działaniu i wiarę w sukces.

Teraz mieli swoje własne mieszkanie w wielkim mieście i ten domek, do którego przyjeżdżali, kiedy tylko mieli ochotę. Mogli tu spokojnie odpocząć od wielkiego miasta.

Dzisiejszy obiad będzie bardzo ważny, bo za chwilę w domku zjawi się jej ciocia z wujkiem i innymi gośćmi. Szykują się ciekawe wakacje.

Autor: Ewa Damentka

Księżyc wyszedł zza chmur – 10

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach. Był to strażnik, który robił nocny obchód zamku. Mimo, że zamek był zamknięty na cztery spusty, strażnik co noc sprawdzał porządek i zabezpieczenia, bo uważał, że na tym polega jego praca.

Autor: Merlinek*

Kwiat paproci rozkwitał – 32

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał ćmy, które zleciały się z całego lasu i okolicznych wiosek. Szczelnie otoczyły kwiat, tworząc kulę, która zasłoniła jego blask.

Co chwila któraś ćma przysiadała na płatkach pięknego kwiatu. Jego światło było przyjazne i ćma nie spalała się, jak przy świeczce, tylko sama zaczynała się rozjaśniać. Jej skrzydełka świeciły i migotały, jakby rozjaśniane przez tysiące iskierek. Przemiana trwała chwilę, po czym ćma ulatywała w górę i zawisała w powietrzu, oświetlając tłum ciem, otaczających kwiat paproci.

Po pewnym czasie ćmie światło było tak jasne, że obserwatorzy widzieli las wyraźnie, jakby był to dzień, a nie środek nocy. Po jeszcze dłuższym czasie do światła ciem dołączyło światło kwiatu paproci, który zaczął być widoczny – w miarę, jak coraz więcej ciem wzlatywało w powietrze, świecąc i migocąc nowymi skrzydełkami. Ćmy były bardzo cierpliwe i czekały do końca przemiany. Gdy ostatnia z nich dokonała swojej transformacji, ćmy odleciały – każda w swoją stronę, roznosząc światło i radość. Rozgrzewały serca, dawały nadzieję i oświetlały każdy zakątek lasu, okolicznych łąk, domów i całych wiosek.

A kwiat paproci dalej rozkwitał i swoim blaskiem przyciągał kolejne stworzenia.

Autor: Ewa Damentka