Księżyc wyszedł zza chmur – 4

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach.

Jej pojawienie się było już stałym elementem w starym zamku. Można powiedzieć, że dużo bardziej zauważalne byłoby, gdyby postać którejś nocy nie była na swoim miejscu. Czasem ktoś zastanowił się, skąd się wzięła i jakie zwłaszcza ma zamiary, ale uśpiony powtarzalnością jej objawień przestawał ją zauważać.

Którejś nocy księżyc nie zaświecił jak zwykle. Okazało się, że całe jego światło wchłonęła tajemnicza postać. Miała ona teraz wielką moc stanowienia o losach ludzi i sterowania nimi. Ci zastanawiali się, jak mogło do tego dojść i nie mogli zrozumieć, dlaczego wcześniej nie zainteresowali się postacią.

Być może wystarczyłoby tylko popatrzeć oczami dziecka i dzięki tej ciekawości dotrzeć do prawdy.

Autor: Wędrowny Grajek

Kwiat paproci rozkwitał – 29

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał owady i ptaki.

Przechodzący obok niego ludzie nawet nie zwrócili na niego uwagi. Rozstawiali sprzęt wokół polany. Były to generatory średniej mocy. Po przejściu przez nie modulowanej fali, można było określić rozmiar zniszczeń w stojącym na skraju lasu budynku. Był to sprzęt do ochrony wyspy. Nasz tajemniczy bohater zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa rozstawienia w tym miejscu sprzętu. Podszedł do jednego z modulatorów i zamienił parametry. Przy trzecim modulatorze wprowadził dane przekierowujące strumień energii na małego satelitę komunikacyjnego, z którego korzystali uczeni na wyspie.

Autor: Andrzej

Księżyc wyszedł zza chmur – 3

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach…

Osoba ta wiedziała tylko tyle, że umówiony kod obliguje ją do obchodu zamku o północy. Pytana przez turystów, kim jest i skąd pochodzi, nie potrafiła odpowiedzieć. Ale mówić umiała. Potrafiła rozmawiać z różnojęzycznymi turystami, ale tylko o ich życiu. Na początku niektórzy trochę się bali nocnego tubylca, ale nie było to dużym problemem i szybko rozpoczynali pogawędkę.

Nocna postać była świadoma, że jest na zamku po coś i chce się dowiedzieć po co. Każdy z nas jest na „zamku życia” po coś. Odkrywajmy w dobrym towarzystwie nasze powołanie.

Autor: Adam

Morskie fale – 37

Morskie fale leniwie obmywały piaszczystą, białą plażę rajskiej wyspy, leżącej na środku wielkiego oceanu. Na tej właśnie plaży było wszystko, co jest potrzebne do szczęśliwego życia. Drzewa, owoce, zwierzęta, strumień ze smaczną wodą…

Współczesny człowiek powiedziałby, że to za mało.

Sekret jest prosty: to naprawdę jest wszystko, czego potrzeba do zdrowego życia. Trzeba natomiast ułożyć własną pracę, by dobra przyrody przekształcić w rzeczy niezbędne do życia.

Autor: Adam

Księżyc wyszedł zza chmur – 2

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach. Była to księżniczka, która wypatrywała swojego narzeczonego.

Młody książę pojechał na wojenną wyprawę wiele lat temu i dotąd nie wrócił, mimo, że już powrócili z niej jego sąsiedzi – inni książęta i rycerze.

Rodzina namawiała księżniczkę, by wyszła za mąż za któregoś z nich, ale ona odmawiała, bo w głębi serca czuła, że jej książę powróci…

Autor: Jęczyduszka

Księżyc wyszedł zza chmur – 1

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach. Nie był to bynajmniej duch zamku, lecz wiernie oddany swojej pracy kustosz muzeum. Wzrokiem gospodarza ogarnął jeszcze przygotowania do porannych warsztatów, na które to przybyć miały – jak co roku – grupy zaprzyjaźnionych miłośników spotkań z przeszłością.

Autor: Ewa Majewska

Ciemność zgęstniała – 47

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i opamiętanie.

Mężczyzna oprzytomniał, potrząsnął głową, jakby chciał wytrząsnąć z niej resztki koszmarnego snu i rozejrzał się dookoła. Zdziwiło go to, co zobaczył. Świat był inny niż pamiętał. On sam też wyglądał inaczej. Był dużo starszy niż mu się wydawało.

Z niedowierzaniem patrzył na swoje odbicie w lustrze. Spojrzał w swoje zmęczone, udręczone oczy i zrozumiał, że to jego własne skłonności – zaciekłość, sztywność poglądów, niektóre nawyki oraz stopniowo narastające przygnębienie – stworzyły wieloletnie więzienie, z którego istnienia nie zdawał sobie sprawy.

Zaczął przyglądać się światłu. Nie wiedział, skąd przyszło, ale to mu nie przeszkadzało. Widział, jak światło potężniało i rosło, mimo że ciemność próbowała mu przeszkodzić. Światło zwyciężało i zdobywało coraz więcej przestrzeni. Przeganiało ciemność z jego myśli, jego serca i jego życia.

Mężczyzna obiecał sobie, że będzie to światło pielęgnował i zrobi co może, by odtąd światło zawsze było obecne w jego życiu. Sam siebie postawił na straży, by pilnować się przed wejściem w stare, szkodliwe nawyki. Również sam siebie zaczął motywować do wypracowywania nowych przekonań i nowych działań – a w konsekwencji nowych, zdrowych nawyków.

Dzięki światłu odzyskał siebie samego, odzyskał też nadzieję, poczucie sensu życia, możliwość zdrowego korzystania ze swojego umysłu oraz możliwość wpływania na własne życie. Powiedział sam sobie, że przecież życie ma tylko jedno, więc właśnie dlatego chce przeżyć je najlepiej, jak się da. Wziął się za siebie i zaczął żyć od nowa. Stwarzał warunki swojego nowego życia i jednocześnie na nowo budował siebie samego.

Tymczasem światło dalej rosło, dawało mu siłę, motywację do działania, radość życia i zaczęło napawać otuchą również ludzi w otoczeniu wyzwolonego przez siebie mężczyzny.

dla Andrzeja napisała Ewa Damentka

Kwiat paproci rozkwitał – 28

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał uwagę każdego wędrowcy. Jednym z nich był podróżnik, który uwielbiał czekoladę. Ów człowiek połączył piękny zapach, roznoszący się po lesie, ze smakiem swojej ulubionej czekolady. Zjadł całą tabliczkę, podziwiając piękno kwiatu.

Inny wędrowiec bardzo lubił czosnek, bo mu dobrze służył. Ale, w odróżnieniu od pierwszego pana, nie zjadł swojej przysmaku, gdy przystanął, by obejrzeć kwiat.

Kolejny obieżyświat jechał rowerem i co prawda zauważył kwiat, ale był tak pochłonięty jazdą, że nie zwolnił, tylko pojechał dalej. Przy okazji wiemy, że lubił mleko.

Autor: Adam

Morskie fale – 36

Morskie fale leniwie obmywały piaszczystą, białą plażę rajskiej wyspy, leżącej na środku wielkiego oceanu. Na tej właśnie plaży leżę ja. Jestem na wymarzonej wycieczce, ale tak samotna, aż boli.

Gdzie jesteście przyjaciele lub książę? Brak mi was. Na nic cudowne krajobrazy, bez ludzi przyjaznych mi. Nie musi być książę na białym koniu, ale pokrewna dusza, ktoś kto mnie rozumie, umie rozśmieszyć, ale też postawić do pionu.

Biała plażo, zamienię cię na Toruń lub Bieszczady – znajome mi miejsca.

Autor: Felek

Kwiat paproci rozkwitał – 27

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał wzrok swoimi srebrzystobiałymi barwami, przyciągał węch przecudownym zapachem, a jego płatki i okalające liście delikatnie i cichutko szemrały.

Duża Hania nie mogła nie dostrzec tego Kwiatu wśród gąszczu innych paproci. Przecież to jest ten Kwiatek, którego szukała mała Hania! Ktoś kiedyś kazał jej go wyrwać z serca i posadzić daleko w gęstym lesie. I jeszcze wmówił jej, że trudno go znaleźć i że właściwie znalezienie go jest niemożliwe, bo zakwita tylko raz w roku. Duża Hania od razu wiedziała, do kogo należy ten Kwiat. Delikatnie wzięła małą Hanię za rękę i przyprowadziła do Kwiatu Paproci. Równie delikatnie wyjęła go z ziemi i dała małej Hani. Mała Hania roześmiała się i przytuliła Kwiat do siebie, aż zamieszkał w jej serduszku i wszystko wokół pojaśniało. Oczy małej Haneczki świeciły szafirowym blaskiem. A wokół pachniało i słychać było przecudowną, niebiańską muzykę. I obie Hanie żyły długo i szczęśliwie.

Autor: Hania