Była sobie łąka – 60

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka.

Kiedy robiło się zimno, firanka znikała. Na parapecie w domku pojawiał się piękny kwiat w doniczce. Gdy mróz malował wzory na szybie, kwiat jakby się kurczył. Czasem zdawało się, że obumrze. Pierwsze promyki słońca budziły go jednak na nowo do życia.

Kwiat czuł się nieswojo w doniczce. Któregoś dnia wiatr szarpnął firanką, doniczka spadła i stłukła się na drobne kawałki. Roślina leżała na rozsypanej ziemi, na dworze.

Ktoś z zewnątrz przechodził. Zdziwił się, kiedy to zobaczył. Kwiat bowiem był z rodzaju polnych i dziwnie wyglądał w tej sytuacji. Zabrał więc go i zasadził na zielonej łące nieopodal.

Kwiat odżył. Jego pyłek unosił się nad łąką, a pszczoły chętnie odwiedzały go. Był szczęśliwy. Miał przyjaciół, którzy otaczali go zewsząd.

Autor: Wędrowny Grajek

Kwiat paproci rozkwitał – 26

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał nadzieje i marzenia wielu ludzi. Wśród mrowia marzeń było jedno – malutkie marzenie malutkiej dziewczynki.

Mała była ciągle musztrowana i pouczana przez dorosłych. Musiała cieszyć się z każdego prezentu, jaki jej dawali – nawet jeśli się jej nie podobał. A z reguły dorośli dawali jej prezenty, które podobały się im samym – ona miała zupełnie inne upodobania! Jak wspomniałam, mała nie mogła pokazać, że nie lubi czegoś, co jej dawano. Jednak również nie mogła też pokazać, że lubi coś, czego jej zabraniano. A praktycznie zabraniano jej wszystkiego, co lubiła…

Dziewczynka nauczyła się więc kontrolować swoje zachowania i wiedziała, że ma udawać, że jest zadowolona i szczęśliwa. Poza tym, że nauczyła się okazywać zadowolenie z nietrafionych prezentów, tak samo nauczyła się udawać, że smakują jej potrawy, którymi ją karmiono, że podobają się jej ubranka, w które ją ubierano i że zawsze chce iść tam, gdzie zaprowadzają ją jej opiekunowie. Poza tym, pod wpływem opiekunów, nauczyła się odmawiać, gdy dalsza rodzina i obcy częstowali ją czekoladkami lub innymi przysmakami, które chciałaby zjeść.

Dziewczynka była malutka, ale gdzieś głęboko, w najgłębszym zakamarku siebie czuła, że opiekunowie choć raz mogliby zadać sobie trud i sprawdzić, co ona lubi robić. Czuła, że ma prawo do swoich sympatii i antypatii ubraniowych i do swoich przysmaków. Że ma prawo zatrzymać się i podziwiać widok, który się jej podoba lub pójść na spacer, tam gdzie rzeczywiście chce…

Marzenie było malutkie i prawie się rozwiewało, bo dziewczynka traciła nadzieję, że się spełni. Kwiat paproci przyciągnął je do siebie – a ono urosło. Stało się silne, mocne i wróciło do dziewczynki.

Znalazło ją, mimo że minęło wiele lat i ona przemieniła się w dużą, dorosłą kobietę. Dzięki prezentowi od kwiatu paproci zachowała dziecięcą niewinność i radość. Teraz cieszy się każdą piękną chwilą. Cieszy się, gdy je coś, co jej smakuje, gdy idzie na spacer z ludźmi, z którymi chce spędzać czas i wspólnie z nimi wybiera trasę spaceru. I zawsze cieszy się w sklepie, bo teraz sama może wybierać sobie ubrania takie, jakie się jej podobają. Sądzi, że jest wielką szczęściarą.

I pomyśleć, że tak niewiele trzeba, żeby być naprawdę szczęśliwą osobą…

Autor: Kokoryczka

Morskie fale – 35

Morskie fale leniwie obmywały piaszczystą, białą plażę rajskiej wyspy, leżącej na środku wielkiego oceanu. Na tej właśnie plaży spotkałam przyjaciela. Nawet nie wiedziałam, że to przyjaciel.

Początkowo patrzyłam na niego nieufnie, bo nie wzbudził mojego zaufania swoimi słowami, zachowaniem i wyglądem. Nie podobało mi się też to, że cuchnął. Pierwsze spotkanie zostawiło niesympatyczne wrażenie. Natomiast późniejsze okazje – kiedy widziałam go między ludźmi lub spacerującego po plaży, spowodowały, że stopniowo zmieniałam zdanie.

Dużo, dużo później dowiedziałam się, że kilka dni przed naszym spotkaniem został zdradzony i porzucony. Odeszła od niego wymarzona kobieta jego życia. Przez kilka dni pił, stąd jego niechlujny wygląd, cuchnące ubrania, zmierzwione włosy i dziwny wzrok. Potem wziął się w garść i odzyskał swoje życie. Pomaga wielu ludziom i właśnie przy okazji wspólnych działań miałam okazję poznać go na nowo.

Teraz, gdy widzę niechlujnych, cuchnących ludzi, powstrzymuję się przed pochopną oceną. Nie znam ich historii, tak jak nie znałam historii mojego przyjaciela, gdy spotkałam go pierwszy raz.

Autor: Ewa Damentka

Kwiat paproci rozkwitał – 25

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał dobre myśli osób zwiedzających las. Można by powiedzieć, że las przyciąga tylko dobre myśli, bo jest prawdziwy. Jest jednym wielkim organizmem. W lesie obowiązują pory roku. Coś się rodzi i coś kończy swój żywot.

Są zwierzęta i rośliny. Osobistości duże i małe. W lesie zawsze jest dobry wiatr, który zimą ogrzewa, a latem chłodzi.

Autor: Adam

Wiosenny las – 44

Wiosenny las przyciągał spacerowiczów delikatną zielenią drzew, świeżą młodziutką trawą i orzeźwiającym zapachem. Aż chciało się wziąć głębszy oddech…

Leśną dróżką szedł młody mężczyzna i głęboko oddychał. Zatapiał się w wiosennej aurze. Był pełen harmonii, choć czasem czuł się samotny.

Tego dnia spotkał kobietę. Jego oddech przestał być miarowy. Serce tłukło się w piersi jak oszalałe. Chciał dalej spokojnie oddychać, ale już nie potrafił. Wpadł w panikę i uciekł.

Kobieta, którą spotkał, zauważyła to i posmutniała.

Kolejne dni były dla nich udręką. On walczył z rozchwianym oddechem, ona ze smutkiem i tęsknotą.

Spotkali się po paru dniach na tej samej leśnej dróżce.

Tym razem kobieta dotknęła dłoni mężczyzny, zanim ten uciekł.

Jego oddech się uspokoił. Przestał czuć się samotny. Kobieta była szczęśliwa.

Autor: Wędrowny Grajek

Kwiat paproci rozkwitał – 24

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał rozmarzone spojrzenia spacerowiczów. Kwiat miał w sobie taki majestat, że ludzie zatrzymywali się w pewnej odległości i podziwiali go z daleka.

Majestat kwiatu nie działał jednak na pewnego starego konia, który przyczłapał do lasu. Koń bardzo bał się o swoją przyszłość. Konkretnie, bał się, że wkrótce zginie, bo będzie sprzedany do rzeźni. Wiedział, że jest już stary i nieprzydatny. Wiele lat wiernie służył swojemu właścicielowi, ale czuł, że nie powinien liczyć na jego wdzięczność.

Tego wieczoru jego pan wyjątkowo nie zamknął ani stajni, ani jego boksu. Gdy zrobiło się ciemno, koń postanowił pójść na spacer. Kuśtykał powoli i czarne myśli zatruwały jego głowę. Nawet nie zauważył, że znalazł się w lesie i szedł prosto do kwiatu paproci. Zwrócił uwagę na niego dopiero wtedy, gdy blask kwiatu zaczął rozpraszać jego czarne wizje. Zaciekawiony koń podszedł do paproci i zaczął obwąchiwać jej kwiat.

Jego pan widział to, bo stał razem żoną w grupie osób podziwiających kwiat paproci. Żona chciała podejść do konia, by go odciągnąć od kwiatu, jednak mąż ją przytrzymał. Patrzył na konia i modlił się o cud. Sam chętnie opiekowałby się koniem jeszcze wiele lat, jednak żona robiła mu o to awantury, oskarżała o marnotrawstwo i naciskała, by oddał konia rzeźnikowi. Mężczyzna nie chciał tego zrobić i teraz modlił się, żeby to nie było konieczne.

Nagle ludzie jęknęli, bo na ich oczach koń, niepodziewanie, odgryzł kwiat i go… zjadł. Potem spokojnie zaczął zjadać samą paproć. Z wrażenia nikt się nie ruszył. Jego pan uśmiechnął się i rozradowany patrzył, jak koń zaczyna jaśnieć i unosić się w górę. Wyrosły mu piękne skrzydła i poszybował… Przez chwilę jego sylwetka była wyraźnie widoczna na tle księżyca… Po chwili pegaz poleciał dalej, a ludzie zaczęli się budzić ze wspólnego snu…

Autor: Ewa Damentka

Morskie fale – 34

Morskie fale leniwie obmywały piaszczystą, białą plażę rajskiej wyspy, leżącej na środku wielkiego oceanu. Na tej właśnie plaży leżę ja, Felek, i rozmyślam, jak w tej scenerii, jednak dość monotonnej, bez atrybutów pomocniczych, uwieść mężczyznę mojego życia. Bez wina, świec, dobrego jedzenia i światła księżyca.

I wymyśliłam, ale to już jest moją słodką tajemnicą, co.

W każdym razie udało się i mam nadzieję wrócić tu za rok, żeby to powtórzyć i trochę urozmaicić. Żeby jeszcze raz wrócić i powtórzyć, i inaczej urozmaicić. Żeby była stałość i zmienność. Żeby była jasność i bezpieczeństwo.

Autor: Felek

Kwiat paproci rozkwitał – 23

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał wszystkich mieszkańców lasu, gapiów spoza, a także paparazzi i wszelkich węszycieli sensacji. Dzień i noc kwiat oślepiały błyski fleszy, męczyło go potrącanie i dotykanie jego delikatnych płatków. Aż podjął decyzję, że przekwitnie.

Autor: Ewa Majewska

Była sobie łąka – 59

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka…

Kiedyś przyśnił mi się taki obrazek. Było w nim coś bardzo kojącego, bezpiecznego i swojskiego. Został we mnie, mimo że śnił mi się wiele lat temu.

Niedawno zauważyłam, że gdy jadę koleją lub samochodem, to uważniej niż kiedyś przyglądam się wszystkim mijanym po drodze białym domkom z czerwonymi dachami i uśmiecham się na ich widok.

Autor: Ewa Damentka

Kwiat paproci rozkwitał – 22

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał wzrok każdego, kto nań spoglądał. Las pięknie pachniał i zachęcał do spacerów, czy też dalszych wędrówek. W lesie panowała odpowiednia temperatura i wiał lekki wiatr.

Słychać było różnorodne śpiewające ptaki. Panowała atmosfera relaksu.

Ta część lasu była położona niezbyt daleko od centrum miasta, więc odwiedzający go ludzie byli na porządku dziennym. Niektórzy przyjeżdżali autami, inni rowerami.

Osoby, mijające się na ścieżce, czasami wypowiadały magiczne „Dzień dobry” lub po prostu się do siebie uśmiechały.

Autor: Adam