Morskie fale – 14

Morskie fale leniwie obmywały piaszczystą, białą plażę rajskiej wyspy, leżącej na środku wielkiego oceanu. Na tej właśnie plaży leżało coś. Nikt nie wiedział, co to jest. Ja też tego nie wiedziałam, ale ciągle zerkałam w jego kierunku, bo to coś przyciągało moją uwagę… Ciągnęło mnie w jego stronę i chociaż udawałam obojętność, to niebawem znalazłam się tuż przy nim.

Chciałam je podnieść i przytulić, ale nie zrobiłam tego, bo czekałam na coś, choć nie wiedziałam, co to będzie. Patrzyłam na to coś, a ono patrzyło na mnie. Po chwili przysunęło się troszeczkę. Potem podskoczyło do góry, a ja je złapałam. Coś w moich rękach było ciepłe, puchate i miłe w dotyku. Przytuliłam je do serca i teraz wędrujemy razem. Coś, Ciepłe i Puchate, unosi się i promienieje, gdy w pobliżu znajdują się inni ludzie, którzy też mają ze sobą coś Ciepłego i Puchatego.

dla Felka napisała Kokoryczka

Mała ławeczka – 34

Mała ławeczka stała w parku od bardzo dawna. Płacząca wierzba, pod którą ją postawiono, zdążyła urosnąć i teraz jej gałęzie chroniły ławeczkę przed ciekawskimi spojrzeniami spacerowiczów.

Bardzo często siadał na gałązkach wierzby mały koliber. Tylko on potrafił wczepić się w witki wierzby i wraz z nimi – niczym na huśtawce – kołysać się na wietrze.

Tylko…, co on robił w tej okolicy?

Autor: Ewa Majewska

Morskie fale – 13

Morskie fale leniwie obmywały piaszczystą, białą plażę rajskiej wyspy, leżącej na środku wielkiego oceanu. Na tej właśnie plaży zakwitła akacja. Jest to rzadkość, ale zakwitła na wyspie. Można zapytać, jak akacja mogła się tam znaleźć? Można też przyjąć, bez pytań, że po prostu tam jest.

Autor: Adam

Gromadka dzieci – 46

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o chłopczyku, który marzył o kwiatku do swojego kożucha.

Kożuch był ciepły, nawet bardzo ciepły, bo chłopczyk mieszkał w zimnym klimacie. Wszyscy ubierali się w kożuchy, żeby nie zamarznąć. Mieli również kożuszkowe rękawiczki, buty, spodnie, czapki… Mróz osiadał na ich brwiach i rzęsach, zabarwiając je na biało. Gdy rozmawiali – z ich ust wydobywała się para, która natychmiast zamarzała w powietrzu, tworząc dziwne kształty.

A chłopczyk marzył, że swój kożuszek ozdabia kwiatkami – świeżymi konwaliami, stokrotkami i innymi kwiatkami, które widywał w czasie krótkich wiosen, jakie czasami zdarzały się w jego krainie. I marzył, że konwalie, przypięte do jego kożuszka, zachowają świeżość i delikatność przez wiele dni. A ich piękny zapach będzie mu stale towarzyszył…

Autor: Ewa Damentka

Morskie fale – 12

Morskie fale leniwie obmywały piaszczystą, białą plażę rajskiej wyspy, leżącej na środku wielkiego oceanu. Na tej właśnie plaży, odzyskawszy własne człowieczeństwo i czucie we wszystkich kończynach, zanurzył stopy i gładził fale, wsłuchiwał się w odgłosy ptaków i zwierząt, szum wiatru i oceanu, a znalazłszy źródło słodkiej wody – czerpał z niej zachłannie, ciesząc się każdym łykiem wprowadzonym do ust. Oddychał spokojnie i głęboko, a z każdym oddechem wyspa (a może on sam?) dawała mu prawo do życia, a jego wątpiące serce napełniało się poczuciem niezmiernej i wszechogarniającej wdzięczności.

Autor: Ewa Majewska

Mała ławeczka – 33

Mała ławeczka stała w parku od bardzo dawna. Płacząca wierzba, pod którą ją postawiono, zdążyła urosnąć i teraz jej gałęzie chroniły ławeczkę przed ciekawskimi spojrzeniami spacerowiczów.

Bardzo często w owym miejscu spotykali się różni ludzie.

Pewien młodzieniec zrobił sobie przerwę w jeździe rowerem. Obok stali dwaj panowie, jak się później okazało – filateliści. Ich rozmowa była rzeczowa i dotyczyła konkretnych zbiorów i kolekcji. Rozmawiali głośno i otwarcie, więc rowerzysta słyszał i rozumiał o czym mówią.

Wreszcie wsiadł na rower i ruszył. Podczas jazdy analizował rozmowę mężczyzn i dotarło do niego, że mówili o swojej pasji.

Pomyślał – „A może odkryję w sobie inne pasje oprócz jazdy rowerem?”.

Autor: Adam

Morskie fale – 11

Morskie fale leniwie obmywały piaszczystą, białą plażę rajskiej wyspy, leżącej na środku wielkiego oceanu. Na tej właśnie plaży leżały jakieś stare, porozrzucane części elektroniczne. Leżały już długo. Ktoś je musiał tutaj przywieźć i pozostawić. Ale też ktoś później znalazł te części i pozbierał, i wywiózł z wyspy. Wyspa na tym skorzystała. Zrobiło się na niej naturalnie i czysto. Czy człowiek, który odwiedził wyspę i posprzątał, też na tym skorzystał? Jeżeli tak, to dlaczego i w jaki sposób? Odpowiedź daje przyroda. Zdarzają się chwile wzburzenia i nieładu, ale jak oglądam świat, to wydaje mi się, że przyroda dąży do stanu uporządkowania.

Autor: Adam

Gromadka dzieci – 45

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o duchach ich rodzinnego lasu.

Pokój był pełen ruchu. Dochodziły do stołu nowe osoby – sąsiedzi, goście z miasta. Czworonogi lizały ich po rękach, łasząc się i przymilając…

Dom tętnił życiem, opowieściami, napełniany był ciepłem. Czy potrzeba czegoś więcej?

Autor: Ewa Majewska

Morskie fale – 10

Morskie fale leniwie obmywały piaszczystą, białą plażę rajskiej wyspy, leżącej na środku wielkiego oceanu. Na tej właśnie plaży spotkaliśmy się wszyscy – goście i bywalcy warszawskiego Klubu Ludzi Sukcesu im. Małego Tadzia „Pod Gruszą”. Spotkaliśmy się, żeby świętować nasze przywiązanie do KLS, naszą chęć spotykania się w Klubie, naszą ciekawość – co uczestnicy spotkań przedstawią w swoich mowach programowych, albo jaki trafi się temat w łańcuszku mówców. Pewnie wszyscy mieliśmy motyle w brzuchu, jak pierwszy raz mówiliśmy. A teraz, na plaży, możemy podziwiać prawdziwe motyle, piękne i delikatne, tak piękne, jak piękna jest idea mówienia wspierającej recenzji, którą pielęgnujemy w naszym klubie.

Autor: Felek

Mała ławeczka – 32

Mała ławeczka stała w parku od bardzo dawna. Płacząca wierzba, pod którą ją postawiono, zdążyła urosnąć i teraz jej gałęzie chroniły ławeczkę przed ciekawskimi spojrzeniami spacerowiczów.

Bardzo często zaglądał tu, a nawet zostawał na dłużej MAJSTER BIEDA. Ze swoim nieodłącznym tobołkiem, gitarą i długą, siwiejącą brodą. Kiedy robiło się już ciepło – w kierunku wierzby i ławeczki ciągnęli ludzie. Lubili jak grał te swoje ballady. To była oczywista oczywistość, nieodłączna część pięknego parku, brakujący element w rutynie codzienności, przejaw łagodności w nadmiarze agresywności, ulotne wrażenie w teatrze ulicznym jednego aktora.

Autor: Ewa Majewska