Mała śnieżynka – 35

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr…

Śnieżynka powoli opadła na dół, aż zatrzymała się na wielkiej gałęzi starego kasztanowca. Choć konary miał zmarznięte, mogła się wtulić w jego chropowate zakamarki. Zapadła powoli w błogi sen – tulona szumem i kołysaniem. Nazajutrz obudziła się jako kropelka wewnątrz korzeni starego drzewa i popłynęła w górę, wraz z innymi kropelkami życiodajnych soków.

Autor: Ewa Majewska

Przez kawiarniane okno – 15

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich grupa harcerzy. Byli w mundurach, więc byli widoczną grupą. Dziecko nie utrzymało jednak długo wzroku na nich, choć w gronie harcerzy były też inne dzieci. Najatrakcyjniejsze było jednak to, co stało przed nim na stole, czyli pucharek z lodami i polewą. Towarzyszący mu rodzice pili kawę i jedli gorące ciasto – szarlotkę.

Był to dzień urodzin malucha. Stąd wizyta z kawiarni na Starym Mieście. Piękne zabytki i bardzo dobra kawa. Lody pewnie też były wyśmienite, bo dziecko prosiło już o drugą dokładkę.

Rodzice mieli dylemat. Ojciec był gotów wziąć jeszcze jedną porcję, a mama była temu przeciwna. Sytuacja rozwiązała się sama. Tego dnia była zmiana czasu i kelner oznajmił, że niedługo zamykają.

Autor: Adam

Przez kawiarniane okno – 14

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich były osoby, które mimo pośpiechu zauważały, że dookoła pachniało wiosną.

Ludzie odczuwali ją wszystkimi zmysłami, które coraz bardziej wyostrzały się na widok jej przejawów. Drzewa i krzewy rozwijały swoje listki. Kwiaty otwierały swe pąki. Świat piękniał… Otwierały się ludzkie serca wraz z nadchodzącą wiosną. Ludzie pięknieli z minuty na minutę. Ich chód stawał się lekki, swobodny. Rysy twarzy miękły. Twarzom towarzyszył uśmiech, radość i życzliwość do świata. Duzi, mali, starzy i młodzi rozmawiali ze sobą. Młodzi z ogromną ciekawością słuchali opowieści starszych, którzy byli chodzącą historią. Życzliwość i wdzięczność rosła w sercach ludzi i rozprzestrzeniała się na cały świat.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Mała śnieżynka – 34

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr…

Wiatr ucichł na chwilę, a śnieżynka opadła na płaszcz przechodnia. Uczepiwszy się go mocno, nastroszyła wszystkie części swoich płatków, bo bardzo chciała zobaczyć, co kryje się wewnątrz wielkich gmachów, do których śnieżynki nie docierają. One co najwyżej oglądają ziemię, a potem roztapiają się w kałużach, na chodnikach lub na ziemi. Teraz trafiła się okazja…

Wytężyła więc wszystkie siły i czekała, drżąc ze strachu, że spadnie i rozpuści się w najbliższej kałuży. Nie spadła i nie rozpuściła się. Przed właścicielem płaszcza rozsunęły się drzwi, otwierane przez automatycznego pilota i śnieżynka znalazła się wreszcie wewnątrz gmachu – w wielkiej chłodni, gdzie było mnóstwo innych śnieżynek, otulających ogromne zapasy mrożonek. Rozpoczęła nowe życie.

Autor: Ewa Majewska

Przez kawiarniane okno – 13

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich pewna niepozorna postać. Drobna kobieta śpieszyła się gdzieś. Szła szybko, ze spuszczoną głową, nie zwracając uwagi na tłum ludzi dookoła. W pewnej chwili przystanęła, bo zaświeciło czerwone światło. Zatrzymała się wraz z innymi ludźmi i czekała na światło zielone, żeby przejść na drugą stronę ulicy.

Jednak, o dziwo, światło nie zmieniało się. Ciągle świeciło czerwone. Trwało to długo: minutę, dwie, pięć, dziesięć, piętnaście minut… Ludzie zaczęli się niecierpliwić. Niektórzy wskakiwali na jezdnię, lawirując między jadącymi samochodami. Inni zawracali, by pójść inną drogą. Kobieta dalej czekała ze spuszczoną głową… Minęła prawie godzina, a światło nadal było czerwone. Po pewnym czasie kobieta podniosła głowę i rozejrzała się dookoła. Wyglądała, jakby przebudziła się z głębokiego snu. Zdziwiona przyglądała się ulicy, chodnikom, budynkom…, jakby po raz pierwszy widziała ten plac. Zmarszczyła brwi i się nad czymś zastanawiała… Potem zawróciła.

A czerwona światło jakby na to czekało. Zmieniło się na zielone. Kobieta tego nie widziała, bo poszła swoją drogą, starannie wybierając chodniki i ulice, przez które przechodziła. W tej nowej wędrówce towarzyszyły jej już same zielone światła…

Autor: Brzozowa Bajdulka

Przez kawiarniane okno – 12

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich zagubiony dobry duszek. Jego jasna postać wyraźnie odznaczała się na tle szarego tła. Zdawało się jednak, że nikt nie zauważa jego świetlistej osoby. Duszek natomiast wyglądał na zaskoczonego sytuacją, w której się znajdował.

Dziwiło go, że nie zwracano na niego uwagi. Był całkiem nie z tej bajki. Narastał w nim niepokój. Pobiegł przed siebie bez celu. Biegł do utraty tchu, aż dotarł do wyraźnej granicy świata. Po drugiej stronie zobaczył świetlistą rzeczywistość i smutnego, szarego duszka. Początkowo chciał zamienić się miejscami z szarym kolegą. Później przyszedł mu do głowy inny pomysł. Zaczął z całej siły pchać linię graniczną światów, niczym karuzelę. Światy zawirowały i zmieszały się ze sobą. I nagle było normalnie. To znaczy światło splotło się z szarością, jak złota nić z płótnem.

Rzeczywistość migotała i dawała schronienie. Oba duszki były zadowolone.

Autor: Wędrowny Grajek

Mała śnieżynka – 33

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr…

Zza okna kamienicy dochodziły dźwięki muzyki. Śnieżynki sprawiały wrażenie, jakby ta muzyka podrywała ich do tańca. Pragnęły jak najdłużej uniknąć zderzenia się z ziemią, wzbijać się w powietrze i tańczyć – niczym motyle, które raz dotknięte, natychmiast gasną.

Autor: Ewa Majewska

Przez kawiarniane okno – 11

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich piękna blondynka o bardzo długich nogach i promiennym uśmiechu. Skąd ja ją znam? Ach, to przecież moja faworytka w „Tańcu z Gwiazdami”, która zajęła drugie miejsce! Szła pewna siebie, przesyłając swój czarujący uśmiech przechodniom. Była szczęśliwa.

Autor: Danusia

Przez kawiarniane okno – 10

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich wesoło podskakując kroczył Błazen w cyrkowym stroju, takim z łatą na łacie, w ogromnych czarnych buciorach i z kulfoniastym, czerwonym nosem na twarzy. Miał wesołe oczy i podśpiewywał sobie skoczną melodyjkę.

Ludzie rozstępowali się przed nim z różnymi wyrazami twarzy. Niektórzy wesoło się do niego uśmiechali, inni pogardliwie spoglądali z góry, a jeszcze inni znacząco pukali się w czoło. Tylko mały chłopaczek, cały w piegach, spojrzał na niego wnikliwie, odwrócił i zaczął iść za nim śpiewając jego piosenkę. Dołączył jeszcze do nich mały kundelek, wesoło machając krótkim ogonkiem…

Autor: Ela S.

Mała śnieżynka – 32

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr…

Wstawał dzień i kolory świata zmieniały się z niebieskich w jasnożółte. Zima dopiero się zaczynała, więc lekki mróz i padający śnieg były pożądane. Pomimo krótkiego dnia stało się jaśniej. Początkowo padający śnieg tworzył na ulicach jakby dywan. Po kilku dniach zalegały już jego zaspy.

Piękne słońce zachęcało do wyjścia z domów, które trzeba było jednak odśnieżyć.

Niektóre dzieci obserwowały zimę przez okno. Wnuczka, pomagająca swojej babci w kuchni, w pewnym momencie jakby zapomniała o sporządzaniu domowego makaronu i wpatrywała się w okno. Babcia zbytnio nie protestowała. Po kilku minutach zadała małej Basi pytanie – „Co tam jest takiego interesującego?” A dziewczynka odpowiedziała, że z zainteresowaniem ogląda ślady na śniegu.

Autor: Adam