Przez kawiarniane okno – 2

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich mały chłopczyk. Wyglądał tak, jakby kogoś szukał. Szedł podskakując, a jednocześnie się rozglądał. W pewnym momencie pojawił się uśmiech na pucołowatej buzi i wyraźnie przyśpieszył, kierując się w stronę drobnej, uśmiechniętej staruszki. Podbiegł, przytulił się i dalej szli już razem, trzymając się za ręce.

Autor: Andrzej B.

Przez kawiarniane okno – 1

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich mały piesek, który szukał swojego domu. Zgubił się, a może zgubiono jego. Teraz błąkał się, szukając znajomych zapachów i obrazów. Było dość zimno i bardzo dygotał…

Zauważyły go dzieci, który szły ze swoimi rodzicami. Pokazały im pieska i pytająco-prosząco patrzyły na mamę i tatę. Ci, oczywiście, natychmiast zrozumieli, o co chodzi ich pociechom. Spojrzeli po sobie, uśmiechnęli się i podeszli do pieska. Chcieli sprawdzić, czy ma jakieś dane identyfikacyjne na plakietce przyczepionej do obroży. Okazało się, że nie miał ani plakietki, ani nawet obroży, więc wzięli go ze sobą.

Piesek zyskał nowy dom, dzieci – przyjaciela, a ich rodzice zadowolenie, gdy widzieli, z jakim oddaniem ich dzieci opiekują się pieskiem. Często całą rodziną – wspólnie z psem, który też już do rodziny należał – chodzili na spacery – również na plac, na którym spotkali się po raz pierwszy.

Autor: Ewa Damentka

Mała śnieżynka – 28

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr… Podobały mi się. Było ich dużo. Tańczyłam z nimi, a one spadały na moje ręce. I potem moje rękawiczki zrobiły się białe, bo śnieżynki na nich siadały. Chyba je polubiły. Ja też je lubię.

Autor: Duszka

Gromadka dzieci – 44

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o… sadzy.

Bajka musiała być wymyślana na poczekaniu, gdyż dzieci mogły non-stop, nawet przez trzy godziny, słuchać jej opowieści. Oczywiście dzieci już się zorientowały, że babcia urozmaicała znane im wątki po to, żeby się nie nudziły.

Babcia mieszkała na wsi, a dzieci przyjechały teraz z dużego miasta. Wiejska chata babci posiadała nie tylko kominek, ale też piece kaflowe i płytę na drewno, do pieczenia i gotowania. To był prawdziwy klimat domu. W pewnych odstępach czasu piece wymagają czyszczenia. Główną bohaterką tych prac jest sadza.

W opowieściach babci sadza została ożywiona, a bajka przedstawiała etapy: gromadzenia drewna, rozpalania w piecu i czyszczenia tego pożytecznego urządzenia.

Autor: Adam

Mała śnieżynka – 27

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr…

Tą małą śnieżynką byłam ja. Lubię, gdy wokół mnie wznoszą się lub opadają inne śnieżynki. Wtedy jest wesoło.

Co by to było, gdybym była tylko ja – jedna śnieżynka, która choć opada wolniutko, to i tak spadnie na ziemię i zniknie. A gdy jest nas dużo, to ja opadnę na inne. Drugie i trzecie śnieżynki opadną na mnie i powstaje gruba, biała, śnieżna kołdra, którą tak lubią dzieci i jeszcze więksi ich rodzice.

Autor: Meidi

Mała śnieżynka – 26

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr… Dołączały do swoich sióstr, które wcześniej wyruszyły na Ziemię. Spadające śnieżynki zobaczyły ogrom pracy, wykonanej przez ich starsze siostry. Cała ziemia otulona była białym płaszczem śniegu. Drzewa przyozdabiała biała koronka, która osiadła na gałązkach, gałązeczkach i nielicznych listkach. Delikatna koronka traw i zarośli dopełniała wrażenia. Śnieżynki wciskały się w każdy zakamarek. Przyozdabiały również dachy, parapety, latarnie, ogrodzenia i poręcze ławek…

„Dobra robota” – pomyślały spadające śnieżynki i każda z nich wypatrywała, gdzie ma osiąść, które miejsce będzie najlepsze, aby zimowy pejzaż był jeszcze ładniejszy.

Autor: Ewa Damentka

Gromadka dzieci – 43

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o ludziach lasu. Były to osoby zżyte z lasem i na stałe w nim mieszkające. Mieszkanie tam miało dla nich raczej same plusy, a ewentualne trudności były już opanowane. Musieli co prawda być czujni, przewidujący i pracowici, ale to było do zaakceptowania.

Babcia tak prowadziła opowieść, by wartości opisane wyżej wydały się dzieciom bardzo ważne.

Autor: Adam

Mała śnieżynka – 25

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr. Lecz małej śnieżynce było smutno, bo te duże, podwiewane, ponownie wznosiły się i unoszone wiatrem, mogły wirować długo. To była cała frajda.

Autor: Staszek

Mała śnieżynka – 24

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr…

Mała Marysia, siedząc w fotelu, przyglądała się im. Wyobrażała sobie koleżanki i kolegów, bawiących się w śniegu – jak lepią bałwana, przyprawiają mu nos z marchewki, szyję obwiązują szalikiem. Inne dzieci zjeżdżają na sankach z pobliskiej górki, rzucają śnieżkami. Jakiś chłopiec rzuca piłkę psu, który ją w podskokach aportuje.

Marysia sama ma nadzieję, że niedługo poczuje się lepiej, choroba minie i mamusia pozwoli jej brać udział w zabawie.

Autor: Monisia

Lekkie krople deszczu – 43

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było dobrze mi znany miejski pejzaż…

Wtedy pierwszy raz pomyślałam, że życie trochę przypomina mi deszcz, a może raczej, że dni przemijają jeden po drugim, tak jak krople deszczu spadają kropelka po kropelce. Każdy jest taki sam, a jednocześnie bardzo się różnią. Jest ich bardzo dużo, ale nie trwają bez końca, bo życie kiedyś przeminie, a deszcz kiedyś się skończy. Może więc warto doceniać każdą kropelkę deszczu i każdy dzień, który został nam dany?

Autor: Ewa Damentka