Mała śnieżynka – 41

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr… „Okna uszczelnione. Dach naprawiony. Zapasy drewna na opał zgromadzone. Zima może więc przychodzić!” – rzekł do siebie siwy staruszek, wpatrując się w śnieżynki za oknem.

Autor: Ewa Majewska

Kustosz z zainteresowaniem – 27

Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.

Otworzył ją i zobaczył, że w środku jest pamiętnik. Kilka grubych brulionów, ponumerowanych i opatrzonych wspólnym tytułem: „Moja walka i moje zwycięstwa”. Do pamiętnika dołączono list, o niezwykłej treści:

Być może zdziwią się Państwo, że do Waszego Muzeum Martyrologii pamiętnik przesyła osoba, która nigdy nie była wywieziona na Sybir, ani internowana w czasie stanu wojennego. Nie brała udziału w walkach wojennych, powstaniach, misjach wojskowych. Osoba, która nie doświadczyła represji i prześladowań wojennych i powojennych. Te dotknęły moją rodzinę – dziadków, ich rodzeństwo oraz moich rodziców, którzy byli wtedy małymi dziećmi.

Okazało się jednak, że ja, żyjąc w dobrych warunkach – najlepszych, jakie mogli zapewnić mi rodzice i dziadkowie – przesiąknąłem ich poglądami, nawykami i obawami. Bezwiednie przyswoiłem sobie też obawy i programowanie społeczne – w szkole, na podwórku, oglądając telewizję, słuchając radia i rozmów sąsiadów, o prasie już nie wspominając.

Nauczyłem się, że wypada mieć kłopoty, mało zarabiać i ubierać się gorzej, niż mnie na to stać. Że wypada narzekać i mieć za złe.

Jednak, kiedy dorastałem, zmieniał się również świat i gdy stałem się dorosły – wypadało już być dobrze ubranym i jeździć dobrym samochodem. Postanowiłem zostać przedsiębiorcą, ale interesy szły mi kiepsko. Po pewnym czasie zrozumiałem, że przeszkodą są moje nawyki i sposób myślenia. Podjąłem więc pracę nad sobą – z różnymi efektami. Prawdziwą zmianę uzyskałem dopiero wtedy, gdy zrozumiałem, że to nie jest zwykła praca, tylko walka o siebie, o swoje lepsze jutro i pojutrze. Gdy zrozumiałem, że to walka, odzyskałem swoją zaradność i siłę, a wraz z nimi również przemyślenia, rozpoznanie, planowanie, taktykę, wytrwałość i miłość.

Zmieniłem siebie. Moja walka o mnie już jest zakończona. Teraz podtrzymuję i rozwijam stan pokoju i spokoju. Przysyłam do Państwa mój pamiętnik, bo być może przyda się komuś. Listu i pamiętnika nie podpisuję, bo myślę, że jestem typowym reprezentantem mojego pokolenia. Taki list i taki pamiętnik mogłoby napisać wiele, wiele osób.

Pozdrawiam i życzę powodzenia w waszych walkach. Życzę Wam, żebyście zawsze zwyciężali w walce o siebie samych.

Trochę zdziwiony kustosz usiadł wygodnie i zaczął przeglądać ten dziwny pamiętnik…

Autor: Jenczy

Przy pięknej starej toaletce – 50

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że uśmiecha się do innych ludzi. We śnie widziała siebie z góry – jakby obserwowała film.

Niektórzy przechodnie patrzyli na nią dziwnie, nawet niepewnie. W większości tylko dzieci odpowiadały uśmiechem. W pracy było już bardziej naturalnie. Na uśmiech odpowiadała większość współpracowników.

Autor: Adam

Przy pięknej starej toaletce – 49

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że była małą dziewczynką i napsociła coś, a przynajmniej tak się jej wydawało.

Siedziała przy stole i sięgnęła po butelkę z sokiem, bo sama chciała nalać go do swojego kubeczka. Butelka wyślizgnęła się z jej rączek i spadła na podłogę. Roztrzaskała się, a lepki sok się z niej wylał. Przerażona chciała coś z tym zrobić, choć nie wiedziała, co powinna. Zeskoczyła ze swojego krzesełka i przy tej okazji strąciła ze stołu również swój kubeczek, który z głuchym stukotem spadł na podłogę i się wyszczerbił.

Przerażona i skamieniała patrzyła na rozlany sok, stłuczoną butelkę i wyszczerbiony kubeczek.

Mama wpadła do pokoju z okrzykiem: „Dziecko, coś ty zrobiła?!” i zaczęła zbierać szkło z podłogi. Babcia weszła tuż za mamą. Rozejrzała się po pokoju, jakby chciała wydedukować, co tu się zdarzyło.

Dziewczynka stała i trzęsła się jak galareta. Babcia przytuliła ją i powiedziała: „Kochanie to nie twoja wina. Jesteś malutka i jeszcze nie potrafisz utrzymać butelki w swoich rączkach. TO NIE JEST TWOJA WINA! Chodźmy na spacer, do parku”. Mówiła to swoim ciepłym, spokojnym głosem.

Dziewczynka rozluźniła się i poszła z babcią na spacer. Po powrocie z parku babcia zaproponowała jej zabawę – uczyły się, jak podnosić i trzymać butelkę, żeby nie wyślizgiwała się z rączek dziewczynki.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Kustosz z zainteresowaniem – 26

Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.

Otworzył ją i zobaczył, że w środku znajdują się materiały, które trzeba opisać i wystawić w muzeum. Mężczyzna nie zastanawiał się długo i wziął się do pracy. Po jej zakończeniu zadał sobie pytanie o to, czy uwielbia oglądać eksponaty już wystawione w muzeum, czy też bardziej fascynuje go proces przygotowawczy.

Autor: Adam

Ciemność zgęstniała – 54

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i skruchę. Będąc pysznym, można zajść nie tam, gdzie trzeba. Pycha powoduje, że świat gęstnieje. Umyka to, co ważne. Gdy człowiek się ocknie, widzi, że trzeba się odrodzić. Światło mądrości oświetla dobrą przestrzeń.

Autor: Adam

Kustosz z zainteresowaniem – 25

Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.

Otworzył ją i zobaczył, że w środku są albumy ze zdjęciami. Każdy z albumów zawierał jakąś historię, bo zdjęcia w albumach były poukładane chronologicznie. Jeden z albumów dotyczył historii grubej Hanki, która po zjedzeniu wielu, wielu misek ryżu i wielu, wielu misek gotowanych marchewek oraz po wypiciu hektolitrów gorzkich ziół, stała się całkiem fajną babką. Ostatnie jej zdjęcie w sukience zdaje się to potwierdzać.

Był tam również album pięknej dziewczyny, która uwikłała się w dziwny uczuciowy związek z mężczyzną, który zamiast ją uskrzydlać, zdawał się ją dołować. Pierwsze zdjęcia jeszcze z okresu przedmałżeńskiego, wcale nie ukazują szczęśliwych, młodych zakochanych. Potem przez wiele stronic albumu przeplata się smutek, a czasem i rozpacz. Kustosz ze zdziwieniem odwracał kolejne stronice. Myślał, że to koniec związku, ale kolejne zdjęcia pokazały, że to tylko przełom.

Potem było już coraz weselej. Zdjęcia młodej dziewczyny zdawały się promieniować. Mężczyzna obok niej wydawał się coraz bardziej zaradny i odważny. Na ostatnich zdjęciach widać dom z czerwonej cegły, z pokojami na poddaszu i piękny ogród. W ogrodzie, w dużej altanie, dojrzała pani przytula się do przystojnego, wydoroślałego męża. Obok staruszkowie – pewnie ich rodzice – też uśmiechnięci i spokojni.

„Fajnie, że w muzeum będzie taka historia, która dobrze się kończy” – pomyślał kustosz i położył albumy w widocznym miejscu, na centralnej półce w muzeum.

Autor: Hania

Nitki babiego lata – 44

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią, napływającą znad pobliskiej rzeczki. Z pobliskich zabudowań dochodził gwar. Auto dowiozło kosze i pojemniki. Sadownicy zbierali jabłka. Praca była ciężka, ale widok zbiorów robił budujące wrażenie. Duża ilość pięknych jabłek wywoływała radość.

Autor: Adam

Kustosz z zainteresowaniem – 24

Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.

Otworzył ją i zobaczył, że w środku jest wieczne pióro. „Chciałbym mieć takie w swojej kolekcji. OK, ale jest ono przecież już własnością muzeum. Na szczęście, dzięki mojej pracy, mogę, gdy zechcę, oglądać codziennie to pióro, nie będąc jego właścicielem.”

Autor: Adam

Ciemność zgęstniała – 53

– Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i pewność wygranej. Światło zwyciężyło i rozjaśniło cały świat – tak opowiadał Krasnoludek gromadce zapatrzonych w niego uczniów.

Spojrzał na Marysię, Braciszka i Siostrzyczkę, którzy siedzieli w pierwszym rzędzie. Widział ich buzie, na których jeszcze widoczne było przerażenie. Dalej mówił cichym, spokojnym głosem:

– Kochani, wiecie, że na razie ciemność wypełniła dużą część naszego świata. Pamiętajcie, że światło na pewno zwycięży. Zawsze zwyciężało, zwycięża teraz i będzie zwyciężać w przyszłości. Ciemność sama w sobie nie istnieje, ona jest tylko brakiem – jest brakiem światła. Występuje wtedy, gdy światło gaśnie w sercach i umysłach, wtedy gdy ludzie, wróżki i czarodzieje odcinają się od światła Stwórcy. Jeśli zawsze będziemy pamiętać, że ciemność jest tylko brakiem światła, to przestaniemy się jej bać. Łatwiej będzie wtedy pielęgnować w sobie światło. Otworzyć się szeroko na Boże Światło i pielęgnować we własnych sercach światło nadziei, wiary i miłości. Po prostu róbmy tylko tyle – pielęgnujmy światło, a świat stanie się wtedy milszy, weselszy i bardziej kolorowy.

Zadźwięczał dzwonek, Krasnoludek uśmiechnął się do słuchaczy i powiedział:

– Teraz przerwa obiadowa. Zajęcia popołudniowe poprowadzi Brzozowa Bajdulka.

Patrzył, jak sala powoli pustoszeje. Zauważył, że Zyta, jakby zwlekała z wyjściem. Podszedł do niej i zobaczył jej załzawione oczy. Pogładził delikatnie jej dłoń. Zyta powiedziała zduszonym głosem:

– Wiesz, ten brak światła jest bardzo materialny… i bardzo bolesny…

– Wiem, Zyto. Właśnie dlatego musimy pamiętać o świetle i go pielęgnować.

– Ale ludzie zachowują się, jakby chcieli pielęgnować ciemność.

– Nie tylko ludzie tak robią. Niektórzy Czarodzieje również.

– Czy naprawdę wystarczy, jeśli będę pamiętać o świetle?

– Każdy odpowiada za siebie. Jeśli coraz więcej istot będzie o nim pamiętać i go pielęgnować, to światło zwycięży. Zawsze tak było.

– Skąd to wiesz?

– Żyję już wiele lat i parokrotnie widziałem tę walkę. Światło zawsze zwyciężało.

– Ale ciemność znowu narastała.

– I zawsze była zwyciężana. W trudnych chwilach ludzie się jednoczą. Pojawia się solidarność, współpraca. Wróżki i Czarodzieje również to robią. Gdy niebezpieczeństwo znika – znowu pojawiają się różnice i niektóre istoty odcinają się od światła, bo własne interesy przedkładają nad światłość – myślę, że również nad Stwórcę.

– Przecież to grzech – ze grozą szepnęła Zyta.

– Nie mnie oceniać. Kiedyś odpowiedzą za to.

– Kiedy?

– Zyto, kochanie, to ich życie i ich decyzje. My mamy reagować tylko wtedy, gdy zagrażają światu i innym istotom, tak jak teraz. Okazuje się, że modlitwa i pielęgnowanie światła pomagają zaprowadzić pokój i ład. Mamy pielęgnować światło, tylko tyle.

– Trudno mi zapomnieć o tym, co widziałam, słyszałam i czułam.

– Wiem…

– Mówisz, że pielęgnowanie światła wystarczy?

– Tak.

– A jak to robić?

– Pomyśl o jakiejś osobie którą lubisz.

– OK.

– A teraz przypomnij sobie piękny widok.

– Mhhh…

– i piękną melodię.

– Mam.

– Co teraz czujesz?

– Wzruszenie i wdzięczność

– Utrzymuj ten stan i wzmacniaj go…

– Dobrze.

Krasnoludek z sympatią przyglądał się Zycie. Miękko powiedział:

– Na początek wystarczy…, pielęgnuj to wzruszenie i tę wdzięczność.

Zyta kiwnęła głową i wyszła z sali lekcyjnej.

– Są bardzo pokiereszowani – odezwał się Głos.

– Tak – mruknął krasnoludek – mam nadzieję, że zdążymy im pomóc.

– Zobaczymy. Robimy, co możemy, a to jest w tej chwili najważniejsze – odpowiedział Głos.

Autor: Archiwista SC