Polną drogą – 46

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył króla, który siedział na przydrożnym kamieniu i wyciągał do wędrowca żebraczą miseczkę, mamrocząc, że prosi o wsparcie.

Wędrowiec aż przystanął zdumiony. Król miał na sobie paradny królewski strój, płaszcz obszyty gronostajami i koronę na głowie.

Otaczali go dworzanie, którzy próbowali zwrócić na siebie jego uwagę. Król ich ignorował. Gdy zaciągnęli go do karety, król wysiadł z niej drugimi drzwiami i znowu podszedł do wędrowca z prośbą o wsparcie.

Wędrowiec nie mógł uwierzyć własnym oczom. Zamknął je więc i mocno zacisnął powieki. Gdy otworzył oczy, król nadal żebrał. Wędrowiec znowu zamknął oczy. Kiedy otworzył je ponownie, zaskoczony zobaczył, że zniknął król, a razem z nim kareta i dworzanie. Miał przed sobą tylko polną drogę, sielski pejzaż… Usłyszał cykanie świerszczy i kumkanie żab. Poczuł wilgoć rzeczki płynącej nieopodal…

Trochę zmieszany Wędrowiec usiadł na przydrożnym kamieniu i zaczął się zastanawiać, co dla niego znaczy obraz, który przed chwilą zobaczył?

Autor: Ewa Damentka