Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich zagubiony dobry duszek. Jego jasna postać wyraźnie odznaczała się na tle szarego tła. Zdawało się jednak, że nikt nie zauważa jego świetlistej osoby. Duszek natomiast wyglądał na zaskoczonego sytuacją, w której się znajdował.
Dziwiło go, że nie zwracano na niego uwagi. Był całkiem nie z tej bajki. Narastał w nim niepokój. Pobiegł przed siebie bez celu. Biegł do utraty tchu, aż dotarł do wyraźnej granicy świata. Po drugiej stronie zobaczył świetlistą rzeczywistość i smutnego, szarego duszka. Początkowo chciał zamienić się miejscami z szarym kolegą. Później przyszedł mu do głowy inny pomysł. Zaczął z całej siły pchać linię graniczną światów, niczym karuzelę. Światy zawirowały i zmieszały się ze sobą. I nagle było normalnie. To znaczy światło splotło się z szarością, jak złota nić z płótnem.
Rzeczywistość migotała i dawała schronienie. Oba duszki były zadowolone.
Autor: Wędrowny Grajek