Przez kawiarniane okno – 15

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich grupa harcerzy. Byli w mundurach, więc byli widoczną grupą. Dziecko nie utrzymało jednak długo wzroku na nich, choć w gronie harcerzy były też inne dzieci. Najatrakcyjniejsze było jednak to, co stało przed nim na stole, czyli pucharek z lodami i polewą. Towarzyszący mu rodzice pili kawę i jedli gorące ciasto – szarlotkę.

Był to dzień urodzin malucha. Stąd wizyta z kawiarni na Starym Mieście. Piękne zabytki i bardzo dobra kawa. Lody pewnie też były wyśmienite, bo dziecko prosiło już o drugą dokładkę.

Rodzice mieli dylemat. Ojciec był gotów wziąć jeszcze jedną porcję, a mama była temu przeciwna. Sytuacja rozwiązała się sama. Tego dnia była zmiana czasu i kelner oznajmił, że niedługo zamykają.

Autor: Adam