Przez kawiarniane okno – 18

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich kobieta, która nie zdawała sobie sprawy z własnej atrakcyjności. Szła powoli ze spuszczoną głową i nie widziała zachwyconych spojrzeń, jakimi obdarzali ją przechodnie. Dopiero kiedy usłyszała szepty – zaczęła się rozglądać i szybko zauważyła, że większość przechodniów się jej przygląda. Pomyślała, że może ma plamę na spódnicy, podarte rajstopy albo fryzura przestała ładnie wyglądać. Przystanęła więc przy wielkim oknie wystawowym, żeby się sobie przyjrzeć. Szybka lustracja uspokoiła ją – spódnica była czysta, rajstopy całe, a fryzura też była w najlepszym porządku. Ponieważ zatrzymała się przy sklepie z odzieżą – zaczęła przyglądać się pięknym sukienkom, w które ubrane były manekiny na wystawie. Ludzie też przystawali, ich sylwetki odbijały się w oknie wystawowym. Widziała więc manekiny o nienagannych figurach, sylwetki ludzi i swoją postać. Zauważyła, że ludzie nie patrzą na manekiny i sukienki na nich leżące, tylko na nią. Nie wiedziała, czemu tak się dzieje… Zaczęła uważnie przyglądać się swojemu odbiciu w oknie wystawowym. Patrzyła, tak jakby widziała się po raz pierwszy w życiu. Po dłuższej chwili pomyślała – „nie wyglądam najgorzej”. Przyjrzała się sobie ponownie i uznała – „no, ostatecznie może być”. Ta myśl sprawiła jej przyjemność. Zadowolona odwróciła się od wystawy, żeby dalej pójść swoją drogą. Lecz teraz, zamiast patrzeć na chodnik, przyglądała się mijanym po drodze ludziom. Odwzajemniała ich uśmiechy i zauważyła, że są bardzo atrakcyjni. Więc dalej szła – zadowolona z siebie i podziwiająca innych… I tak już jej zostało…

Autor: Brzozowa Bajdulka