Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich dostrzegłam jedną fajną babkę. Szła uśmiechnięta, w słomkowym kapeluszu na głowie, nucąc jakąś wesołą melodię. Jej krok był pewny, dziarski i zdecydowany. Szła, trzymając się za ręce z wysokim, uśmiechniętym mężczyzną, który powtarzał jej czule: „jesteś cudowna”. Cała sytuacja nie byłaby wcale jakaś osobliwa, gdyby nie fakt, że oboje mieli na plecach plecaki, z których wystawały cztery wesołe, dziecinne główki – po dwie z każdego plecaka. Od czasu do czasu zamieniali się plecakami, wywołując przy tym radość i pisk dzieci. W pewnym momencie doszli do plaży, którą widać było z kawiarnianego okna. „Trzeba nabrać sił przed dalszą podróżą” – stwierdzili oboje. Fajna babka przekazała swój plecak mężowi, a sama rozpoczęła taniec na plaży.
– Twoje cudowne ruchy uspokajają nie tylko Ciebie, ale i mnie. Mógłbym tak patrzeć bez końca – powiedział mąż.
– I my też – krzyknęły radośnie dzieci.
Autor: Hania