Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich mały chłopczyk. Wyglądał tak, jakby kogoś szukał. Szedł podskakując, a jednocześnie się rozglądał. W pewnym momencie pojawił się uśmiech na pucołowatej buzi i wyraźnie przyśpieszył, kierując się w stronę drobnej, uśmiechniętej staruszki. Podbiegł, przytulił się i dalej szli już razem, trzymając się za ręce.
Autor: Andrzej B.