Przez kawiarniane okno – 21

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich szedł mały, zgarbiony, czarniawy człowiek z wielkim plecakiem. Nogi miał cienkie, owłosione i wielkie, zakurzone buty, z których wystawały podarte skarpety. Szedł szybko, mijał wszystkich. Dokąd się śpieszył? Kim był? Ja go zobaczyłam, a on czy zauważył kogokolwiek wokół siebie…

Autor: Meidi