Przez kawiarniane okno – 25

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich wysoki mężczyzna z długą brodą. Na ramionach miał długi płaszcz, a w ręku trzymał złożony parasol, niezwykle długi.

Tłum zmierzał w kierunku estrady, jakby z desek. Na podium stało trzech mężczyzn, jeden związany, drugi – ubrany na czarno i w peruce oraz atletyczny typ z kapturem na głowie i toporem.

Osobnik w peruce odczytał parę zdań z rozwiniętego rulonu. Następnie atletyczny typ pociągnął związanego mężczyznę w stronę pieńka i podniósł topór. Wtedy wysoki mężczyzna w tłumie wyciągnął parasol i wysunął z niego trzonek, który okazał się laską z błyszczącym końcem. Uderzył nią w bruk, na co związany mężczyzna na estradzie zniknął z głośnym trzaskiem, a zaraz po nim – właściciel laski.

Autor: Marek