Przez kawiarniane okno – 4

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich prawdziwa Czarodziejka. Pozornie niczym się nie wyróżniała z tłumu – miała na sobie lekki płaszcz, torbę i parasolkę. Mijając przechodniów uśmiechała się do nich życzliwie. Bardzo często uśmiech ten był prawie niewidoczny, ale i tak każdy, kto złapał choć na chwilę z nią kontakt – czuł, że przepływa do niego fala życzliwości i ciepła. Kiedy ją poczuł, mógł przekazać ją potem dalej, o ile zachował choć odrobinę wrażliwości.

Autor: Ewa Majewska