Przez kawiarniane okno – 44

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich niespodziewanie wysoki i karykaturalnie szczupły człowiek. Szedł z dziwną powagą, powoli i miarowo. Gdy doszedł do latarni, przystanął i zaczął pluć na chodnik. Gdy cała jedna płyta chodnikowa była już mokra, delikatnym, wręcz eleganckim ruchem, wyjął z kieszeni chusteczkę, przykląkł i unurzał ją w plwocinach. W pewnym momencie uznał, że chustka jest już dostatecznie wilgotna, więc szybko powstał i zdecydowanym, żołnierskim krokiem ruszył w stronę kawiarni. Zatrzymał się równie zdecydowanie przed kawiarnianą witryną i mokro-brudną chustką napisał na szybie: „DWA LATA JESZCZE”. Gdy to uczynił, jakby posmutniał i z wolna się oddalił.

Autor: Allbeertt