Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że była małą dziewczynką i napsociła coś, a przynajmniej tak się jej wydawało.
Siedziała przy stole i sięgnęła po butelkę z sokiem, bo sama chciała nalać go do swojego kubeczka. Butelka wyślizgnęła się z jej rączek i spadła na podłogę. Roztrzaskała się, a lepki sok się z niej wylał. Przerażona chciała coś z tym zrobić, choć nie wiedziała, co powinna. Zeskoczyła ze swojego krzesełka i przy tej okazji strąciła ze stołu również swój kubeczek, który z głuchym stukotem spadł na podłogę i się wyszczerbił.
Przerażona i skamieniała patrzyła na rozlany sok, stłuczoną butelkę i wyszczerbiony kubeczek.
Mama wpadła do pokoju z okrzykiem: „Dziecko, coś ty zrobiła?!” i zaczęła zbierać szkło z podłogi. Babcia weszła tuż za mamą. Rozejrzała się po pokoju, jakby chciała wydedukować, co tu się zdarzyło.
Dziewczynka stała i trzęsła się jak galareta. Babcia przytuliła ją i powiedziała: „Kochanie to nie twoja wina. Jesteś malutka i jeszcze nie potrafisz utrzymać butelki w swoich rączkach. TO NIE JEST TWOJA WINA! Chodźmy na spacer, do parku”. Mówiła to swoim ciepłym, spokojnym głosem.
Dziewczynka rozluźniła się i poszła z babcią na spacer. Po powrocie z parku babcia zaproponowała jej zabawę – uczyły się, jak podnosić i trzymać butelkę, żeby nie wyślizgiwała się z rączek dziewczynki.
Autor: Brzozowa Bajdulka