Na dnie szuflady – 55

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia…

Zaglądanie do tej szuflady zwykle wywoływało refleksje. Zdjęcie przedstawiało dwoje młodych ludzi na wycieczce rowerowej, obok rzeki.

Zawiązane wyblakłą wstążeczką listy były listami mężczyzny ze zdjęcia do kobiety ze zdjęcia.

Dzisiaj ta para ma już własne dzieci i wnuki. Specyficzne jest, że ojciec i dziadek nie zagląda do tej szuflady, tylko bawi się z wnukami i rozmawia z synami. Kobieta natomiast regularnie przegląda pamiątki z szuflady.

Autor: Adam

Nitki babiego lata – 39

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią, napływającą znad pobliskiej rzeczki, oraz wilgocią pozostałą po padającym deszczu.

Nie da się ukryć, że woda krąży w przyrodzie. Niektórzy lubią deszcz, a inni nie.

Dziecko, wędrujące z rodziną w tym pięknym letnim dniu, doszło do zaskakującego wniosku:

Deszcz jest albo zimny, albo ciepły. I wtedy, gdy jest ciepły, jest przyjemnie wystawić się na pokropienie i zmoknięcie.

Dodatkowo, zimowy deszcz nie jest nudny, bo to przecież śnieg, którzy nie przecieka tak mocno przez ubrania.

Autor: Adam

Kiedyś dawno dawno temu – 50

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu.

Wielkie aspiracje nie dawały ojcu spokoju. Cud narodzin już nastąpił – teraz czas na to, aby dziecko stawało się wielkim człowiekiem.

Gdy ojciec powiedział o tym żonie, ta popatrzyła na niego jak na helikopter i zapytała, czy nie za wcześnie na takie działania. Właśnie teraz dziecko wymaga przewinięcia, a potem nakarmienia. „I to teraz wystarczy” – mówiła.

Dziecko skutecznie przerwało dyskusję rodziców, bo zaczęło płakać. Dla mamy był to sygnał, że dziecko jest głodne. Ojciec natomiast był bardzo dumny i zadowolony z siły dziecka, reprezentowanej przez bardzo głośny płacz.

Autor: Adam

Roztańczona brzózka – 11

Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru.

Pewnego razu na polanę przybyły krasnale. To, że zwierzęta leśne widziały krasnale razem, nie oznaczało, że krasnale się znają. Znalazły się tam w jednakowym czasie, przy pomocy działania dobrej energii. Tak więc krasnale musiały się poznać. Każdy z krasnali miał przy sobie inną zabawkę i jeden z nich wpadł na pomysł, aby każdy przyjął pseudonim wzięty od swojej zabawki.

Z racji tego, że byli już grupą, a świeciło piękne słońce, okrzyknęli się grupą słonecznych krasnali. Wiadomo jednak, że czasami też pada deszcz. Pierwsze obrady krasnali poświęcone były temu, jak ogrzać zimny deszcz, jeśli się taki przytrafi. Krasnale wybrały kierownika zgromadzenia i wszyscy mieli możliwość wypowiedzenia się. W wyniku obrad uzgodniono, że trudno jest podgrzać cała chmurę, ale pojedyncze krople będzie już łatwiej. Zgromadzenie uznało, że spotkają się następnego dnia, żeby uzgodnić, jak to zrobić.

Autor: Adam

Lekkie krople deszczu – 47

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było długi pas startowy. Okno wieży kontroli lotów było lekko pokropelkowane. W przylotach i odlotach samolotów panował jednak porządek. Samoloty startowały i lądowały o określonych porach, a nad wszystkim czuwała nowoczesna technika i doświadczone osoby.

Autor: Adam

Roztańczona brzózka – 7

Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru.

Pewnego razu przyszła wiosna, później lato. Dzień był długi i był czas na obserwacje. Na polanę przyszedł starszy pan z wnukiem. Wnuk dowiedział się, że jeszcze kilka lat temu owa brzoza była małą roślinką, która dzięki sprzyjającym warunkom pięknie urosła.

– To drzewa nie są od razu duże? – zapytał malec.

– No nie – odparł dziadek – drzewa, podobnie jak ludzie, najpierw są małe a potem duże

– Dziadku!!! Więc ty też kiedyś byłeś mały!

Autor: Adam

Polną drogą – 47

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył dwie łąki, oddzielone od siebie pasem drzew. Na jednej łące pasły się krowy. Druga natomiast była pusta. Widok zastanowił wędrowca, ale pomyślał on sobie, że pewnie tak musi być.

Ów człowiek, korzystając z wolnej łąki, postanowił po niej pochodzić, z nadzieją odkrycia miejscowych prawidłowości. Po tym, jak zrobił obchód pustej łąki, podszedł do zwierząt, by w marszu, ale z pewnej odległości je obserwować. Zwierzęta były oswojone, więc turysta nie zrobił na nich żadnego wrażenia. Z punktu widzenia Wędrowca rzecz miała się zupełnie inaczej. Podczas bliskiej obserwacji zwierząt dostrzegł ich piękno, majestat i wielkość. Zauważył, że zachowanie zwierząt na łące nie jest przypadkowe, ale zgodne z rytmem przyrody.

Autor: Adam

Księżyc wyszedł zza chmur – 30

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach…

Do owej postaci postanowiła dołączyć grupa studentów. Zrobili to jednak nie dosłownie, a korzystając z nocnej atmosfery zamku. Postanowili na oświetlonym księżycem dziedzińcu ustawić długi stół, tak aby wszyscy mogli przy nim usiąść.

Aby stół nie był pusty, zdecydowano się na wodę w dużych kuflach. Podczas nocnych emocji prawdopodobnie trudno by było coś zjeść, ale woda mogłaby się przydać.

Gdy byli już na miejscu, okazało się, że atmosfera wcale nie jest tajemnicza. Natomiast miejsce ma bardzo dużo dobrej energii.

Autor: Adam

Roztańczona brzózka – 4

Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru.

Pewnego razu wiatr się nasilił. Listki były tym bardzo zdziwione i zmęczone. Nigdy dotąd nie musiały włożyć tyle energii, żeby walczyć z wiatrem.

Wieczorem natomiast wiatr zupełnie ustał. Listki i gałęzie zastanawiały się, co będzie w przyszłości, czy często będą silne wiatry i czy będzie dużo czasu, żeby potem odpocząć.

Małe ptaszki, które siedziały na gałęziach brzózki miały podobne wątpliwości.

Większe ptaki wyczuły rozterkę młodych i oznajmiły im, że wszystko w przyrodzie rośnie i w czasem staje się większe i silniejsze.

Autor: Adam

Kiedyś dawno dawno temu – 49

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu.

Przyszedł czas, by nadać dziecku imię. Ojciec był człowiekiem bardzo tradycyjnym i proponował piękne, staropolskie imiona. Mama była bardzo oczytaną i nowoczesną kobietą, zatem proponowała imiona zaczerpnięte z języka angielskiego.

W pewnym momencie dziecko zaczęło płakać i mama zajęła się jego karmieniem. Ojciec w tym czasie wziął ciepły prysznic i bardzo się odprężył. Gdy wyszedł z łazienki, dziecko i żona już spali. Było wiadomo, że do tematu trzeba wrócić dnia następnego.

Tegoż dnia rodzinę odwiedził dziadek maluszka. Rodzice z dumą pokazali chłopca i opowiedzieli o perypetiach z nadaniem mu imienia. Dziadek przypomniał, iż oczekiwał syna, którego chciał nazwać Janem, a urodziła się córka Marysia – mama chłopczyka. W związku z tym zaproponował, aby tak długo czekające w kolejce imię nadano wnukowi.

Autor: Adam