Przez kawiarniane okno – 44

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich niespodziewanie wysoki i karykaturalnie szczupły człowiek. Szedł z dziwną powagą, powoli i miarowo. Gdy doszedł do latarni, przystanął i zaczął pluć na chodnik. Gdy cała jedna płyta chodnikowa była już mokra, delikatnym, wręcz eleganckim ruchem, wyjął z kieszeni chusteczkę, przykląkł i unurzał ją w plwocinach. W pewnym momencie uznał, że chustka jest już dostatecznie wilgotna, więc szybko powstał i zdecydowanym, żołnierskim krokiem ruszył w stronę kawiarni. Zatrzymał się równie zdecydowanie przed kawiarnianą witryną i mokro-brudną chustką napisał na szybie: „DWA LATA JESZCZE”. Gdy to uczynił, jakby posmutniał i z wolna się oddalił.

Autor: Allbeertt

Duży stół wystawiono – 11

Duży stół wystawiono na środek pokoju i nakryto białym obrusem. Położono na nim talerze, sztućce, szklaneczki i potrawy wigilijne w pięknych salaterkach. Na stole było więcej talerzy niż zwykle. Przyszykowano bowiem dodatkowe nakrycie – dla niespodziewanego gościa, który zwykł zjawiać się tuż po północy.

Tak było i tym razem – zegar wybił dwunastą, kilka zgromadzonych tam osób nadal śpiewało kolędy, a w ich głosach słychać było coraz większą zadumę.

Niepostrzeżenie do talerza zbliżyła się mrówka. Energicznie, ale bez pośpiechu, kręciła się po prawej stronie talerza, jakby sondując, co stanowi jego zawartość. W pewnym momencie rozpoczęła próbę wspinaczki na lśniącą krawędź talerza. Gdy tylko dotarła, jej czułki żywiołowo zaczęły badać przestrzeń.

Była chyba zadowolona z rejestrowanych sygnałów, lecz z dużą dozą nieśmiałości zaczęła zbliżać się do centrum talerza. W chwili, gdy wdepnęła w sos grzybowy, nie mogła się już oprzeć. Choć jej aparat gębowy na to nie pozwalał, wykrzywił się w coś w rodzaju uśmiechu. Chyba w tym samym momencie dało się zauważyć, że wokół talerza pojawiają się kolejne mrówki.

Gospodarz domu z aprobatą spojrzał na to mrówcze zamieszanie, a kątem oka dostrzegł, że z naroża pokoju w kierunku stołu maszeruje cała chmara mrówek – mrówek spragnionych wspólnego świętowania.

Autor: Allbeertt

Polną drogą – 50

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył konia. Koń, jaki jest, każdy wie.

Wędrowiec zadumał się nad tą oczywistością jego istoty. Poklepał go po szyi i ułożył swoje bagaże tuż przy jego kopytach. Cały dzień wsłuchiwał się w szelest majtnięć jego ogona i delikatne parsknięcia. Wieczorem koń użyczył mu swoich dużych, błyszczących oczu, aby w nich odbijały się gwiazdy.

Autor: Allbeertt