Była malutka – 3

Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć miała wrażenie, że robi to bardzo szybko i nerwowo. Kuliła się w środku, choć na zewnątrz robiła wrażenie wyluzowanej i spokojnej. Patrzyła z zainteresowaniem na dziecięce ciuszki, choć była wielka jak niedźwiedzica.

Kwilącym głosem zapytała przechodnia o drogę, ale nie dostała odpowiedzi, bo on skulił się ze strachu i ze zdziwieniem popatrzył w niebo. „Skąd się wziął ten grzmot, skoro nie ma burzy” – pomyślał sobie i na wszelki wypadek przyspieszył kroku, bo chciał zdążyć do domu przed ewentualnym deszczem.

Zrobiło się jej bardzo przykro, skuliła się w sobie i zaczęła płakać. Przerażeni ludzie umykali z chodników do bram budynków. Zamykali okna i zdziwieni patrzyli, jak olbrzymie krople żrącego deszczu spadają na ich miasto. „Skąd się to wzięło, skoro na niebie nie ma żadnej chmury?” – pytali się nawzajem.

Zanosiła się od płaczu – a wicher hulał po ulicach, przewracał budki i przechodniów, wyrywał drzewa, przenosił samochody…

– Niech mnie ktoś usłyszy – jęczała, myśląc, że jest maluteńką kruszynką.

Wyczerpana przestała płakać, zamilkła i kiwała się w przód i w tył, patrząc przed siebie tępym wzrokiem.

– Widzę cię – usłyszała przy uchu cichutki głosik. Zdziwiona popatrzyła na staruszka, który siedział na latającym dywanie

– Jak się nazywasz? – zapytał staruszek.

– Kruszynka – odpowiedziała.

– Na pewno Kruszynka?

– Tak.

– A kim jesteś?

– Kruszynką.

Staruszek w zamyślaniu zmierzył wzrokiem olbrzymią postać. Uznał, że nie warto wyprowadzać jej z błędu.

– Czego potrzebujesz? – zapytał z troską.

– Chcę ciepła, przytulenia i sympatii.

– A gdzie mieszkasz?

– Nie wiem. Chciałabym tu, ale nikt, poza tobą, mnie ty nie zauważa.

– Ludzie się ciebie boją.

– Jak to?

– Boją się twojego głosu i twoich łez. Boją się ciebie zobaczyć bo jesteś potężna i wielka.

– Chcę być jedną z nich – zdenerwowała się.

– Na początek, załóż ten płaszcz – zaproponował staruszek i podał jej duże, męskie okrycie.

Zamyślona przypatrzyła się płaszczowi. Potem próbowała go założyć. Nie dała rady wsunąć ręki do rękawa. Był tak ciasny, że nawet najmniejszy palec się w niego nie zmieścił.

– Widzisz, Kruszynko – w zamyśleniu powiedział staruszek – chyba mamy kłopot.

– Jaki?

– Myślisz, że jesteś człowiekiem, a ludzie się ciebie boją, bo ciebie nie widzą. Ty też się boisz, a myśląc, że jesteś człowiekiem, nie widzisz lub nie chcesz zobaczyć, kim jesteś naprawdę.

– Jestem człowiekiem. Dziewczynką, dzieckiem. Przecież jestem malutka – zaprotestowała.

– Kiedy się urodziłaś? Gdzie?

– Tutaj, przed chwilą. Nie było mnie i nagle się pojawiłam. Potrzebuję, żeby ktoś się mną zaopiekował i przytulił mnie. Tak bardzo chcę, żeby ktoś mnie przytulił!!!!!

– Czy mogę dotknąć twojej ręki? – zapytał staruszek.

– Tak.

– Czujesz mój dotyk, ciepło mojej dłoni?

– Nie.

– Znowu mamy kłopot. Jesteś tak duża, że ani ja, ani nikt z ludzi nie może ciebie objąć, przytulić, ukołysać do snu. Koniecznie musimy się dowiedzieć, kim jesteś i kim są twoi rodzice lub opiekunowie. Potrzebujesz pomocy, a ludzie nie mogą ci jej zapewnić.

Patrzyła na niego oszołomiona. Nie wiedziała, co powiedzieć.

– Przypomnij sobie, co się działo, zanim zjawiłaś się w mieście.

– Coś zakołysało i gdzieś leciałam. Może spadłam.

Rozżalona zaczęła płakać. Łzy kapały na ulice, a sztorm znów zaczął szarpać miastem. Staruszek wyciągnął z kieszeni fujarkę i zaczął grać. Przestała płakać i zapytała:

– Co to jest?

– Kołysanka. Chyba rzeczywiście jesteś malutka. Musimy znaleźć twoich rodziców.

Staruszek grał, a ona zasnęła. Zwinęła się w kłębek i spokojnie oddychała.

– Dobra robota, Merlinie – odezwała się stara kobieta, siedząca na wyściełanej, wygodnej miotle.

– Jaga, zapraszam na dywan – uśmiechnął się Merlin.

– Nie, dziękuję, poszukam jej rodziców. Jak myślisz, kim oni mogą być?

– Poszukaj najpierw w Krainie Emocji.

– Ona ma wielką siłę, z której nie zdaje sobie sprawy – zamyśliła się Babcia Jaga – może prowadzi ją Zawiedziona Nadzieja?

– To moja córka – rozległ się grzmiący głos.

– Witaj Gniewie – z ulgą uśmiechnął się Merlin – Jak nazywa się twoja córeczka? I jak do nas trafiła?

– To Potęga. Jej matką jej Miłość, która chce by nasza mała, jak dorośnie służyła ludziom. Ja chciałem, żeby została z nami. Pokłóciliśmy się z Miłością. Trzasnąłem drzwiami, przywołałem piorun i roztrzaskałem nasz dom na drobne kawałki. Kiedy zacząłem dusić Miłość, kołyska przechyliła się, a Potęga spadła do waszego świata. Minęło trochę czasu, zanim ochłonąłem na tyle, żeby zobaczyć, że jej nie ma. Skrępowałem i zakneblowałem Miłość, żeby mi nie przeszkadzała i przyszedłem po moją córkę. Ma być Potęgą Gniewu, a nie Miłości.

– Myślę Gniewie, że nasza córka sama zdecyduje, kim zostanie w przyszłości, co będzie robić i gdzie będzie żyć – rozległ się słodki głos.

Staruszek-Merlin i Babcia Jaga z szacunkiem patrzyli na świetlistą postać, spływającą z góry.

– Jednak nie da się ciebie skutecznie związać i zakneblować – mruknął pod nosem Gniew.

– Kochany, tyle razy już próbowałeś – uśmiechnęła się Miłość i z czułością spojrzała na śpiąca Potęgę, jakby rzeczywiście była malutką Kruszynką. Otuliła córeczkę swoim ciepłem i delikatnie zaczęła kołysać.

W mieście rozkwitły kwiaty, a uśmiechnięci ludzie wyszli na ulice i zaczęli sprzątać pozostałości po niedawnym huraganie.

Miłość i Gniew ze swoją Kruszynką – córeczką Potęgą – wzlatywali w górę.

– Wracamy do siebie – powiedział Gniew.

– Myślę, że ona wróci do was, jak trochę podrośnie – dodała Miłość.

Merlin gestem dłoni zaprosił Babcię Jagę na swój dywan. Oni też wrócili do swojego domu – do Szkoły Czarowania.

Autor: Archiwista SC

Ciemność zgęstniała – 53

– Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i pewność wygranej. Światło zwyciężyło i rozjaśniło cały świat – tak opowiadał Krasnoludek gromadce zapatrzonych w niego uczniów.

Spojrzał na Marysię, Braciszka i Siostrzyczkę, którzy siedzieli w pierwszym rzędzie. Widział ich buzie, na których jeszcze widoczne było przerażenie. Dalej mówił cichym, spokojnym głosem:

– Kochani, wiecie, że na razie ciemność wypełniła dużą część naszego świata. Pamiętajcie, że światło na pewno zwycięży. Zawsze zwyciężało, zwycięża teraz i będzie zwyciężać w przyszłości. Ciemność sama w sobie nie istnieje, ona jest tylko brakiem – jest brakiem światła. Występuje wtedy, gdy światło gaśnie w sercach i umysłach, wtedy gdy ludzie, wróżki i czarodzieje odcinają się od światła Stwórcy. Jeśli zawsze będziemy pamiętać, że ciemność jest tylko brakiem światła, to przestaniemy się jej bać. Łatwiej będzie wtedy pielęgnować w sobie światło. Otworzyć się szeroko na Boże Światło i pielęgnować we własnych sercach światło nadziei, wiary i miłości. Po prostu róbmy tylko tyle – pielęgnujmy światło, a świat stanie się wtedy milszy, weselszy i bardziej kolorowy.

Zadźwięczał dzwonek, Krasnoludek uśmiechnął się do słuchaczy i powiedział:

– Teraz przerwa obiadowa. Zajęcia popołudniowe poprowadzi Brzozowa Bajdulka.

Patrzył, jak sala powoli pustoszeje. Zauważył, że Zyta, jakby zwlekała z wyjściem. Podszedł do niej i zobaczył jej załzawione oczy. Pogładził delikatnie jej dłoń. Zyta powiedziała zduszonym głosem:

– Wiesz, ten brak światła jest bardzo materialny… i bardzo bolesny…

– Wiem, Zyto. Właśnie dlatego musimy pamiętać o świetle i go pielęgnować.

– Ale ludzie zachowują się, jakby chcieli pielęgnować ciemność.

– Nie tylko ludzie tak robią. Niektórzy Czarodzieje również.

– Czy naprawdę wystarczy, jeśli będę pamiętać o świetle?

– Każdy odpowiada za siebie. Jeśli coraz więcej istot będzie o nim pamiętać i go pielęgnować, to światło zwycięży. Zawsze tak było.

– Skąd to wiesz?

– Żyję już wiele lat i parokrotnie widziałem tę walkę. Światło zawsze zwyciężało.

– Ale ciemność znowu narastała.

– I zawsze była zwyciężana. W trudnych chwilach ludzie się jednoczą. Pojawia się solidarność, współpraca. Wróżki i Czarodzieje również to robią. Gdy niebezpieczeństwo znika – znowu pojawiają się różnice i niektóre istoty odcinają się od światła, bo własne interesy przedkładają nad światłość – myślę, że również nad Stwórcę.

– Przecież to grzech – ze grozą szepnęła Zyta.

– Nie mnie oceniać. Kiedyś odpowiedzą za to.

– Kiedy?

– Zyto, kochanie, to ich życie i ich decyzje. My mamy reagować tylko wtedy, gdy zagrażają światu i innym istotom, tak jak teraz. Okazuje się, że modlitwa i pielęgnowanie światła pomagają zaprowadzić pokój i ład. Mamy pielęgnować światło, tylko tyle.

– Trudno mi zapomnieć o tym, co widziałam, słyszałam i czułam.

– Wiem…

– Mówisz, że pielęgnowanie światła wystarczy?

– Tak.

– A jak to robić?

– Pomyśl o jakiejś osobie którą lubisz.

– OK.

– A teraz przypomnij sobie piękny widok.

– Mhhh…

– i piękną melodię.

– Mam.

– Co teraz czujesz?

– Wzruszenie i wdzięczność

– Utrzymuj ten stan i wzmacniaj go…

– Dobrze.

Krasnoludek z sympatią przyglądał się Zycie. Miękko powiedział:

– Na początek wystarczy…, pielęgnuj to wzruszenie i tę wdzięczność.

Zyta kiwnęła głową i wyszła z sali lekcyjnej.

– Są bardzo pokiereszowani – odezwał się Głos.

– Tak – mruknął krasnoludek – mam nadzieję, że zdążymy im pomóc.

– Zobaczymy. Robimy, co możemy, a to jest w tej chwili najważniejsze – odpowiedział Głos.

Autor: Archiwista SC

Mała ławeczka – 39

Mała ławeczka stała w parku od bardzo dawna. Płacząca wierzba, pod którą ją postawiono, zdążyła urosnąć i teraz jej gałęzie chroniły ławeczkę przed ciekawskimi spojrzeniami spacerowiczów.

Bardzo często wierzba i ławeczka rozmawiały ze sobą o mijającym dniu, o pogodzie i o gościach, którzy je odwiedzali. O dziwo, rzadko mówiły o ludziach. Bardziej interesowały je sroki, sikorki i wszędobylskie wróble.

Najbardziej cieszyły się z odwiedzin motyli, które przysiadały na ławeczce lub gałązkach wierzby i rozpościerały swoje przepiękne, kolorowe skrzydła. Wierzba wtedy szczelnie zasłaniała ławeczkę, pragnąc, by te chwile trwały jak najdłużej.

Kiedy na ławeczce siadał jakiś człowiek, wierzba i ławeczka milkły, bo nie chciały, by ludzie dowiedzieli się, że potrafią rozmawiać. Bardzo pilnowały tej tajemnicy.

Czasami tylko, gdy przychodził do nich pewien starszy pan, to rozmawiały z nim swobodnie. Ale to nic dziwnego. Większość istot na świecie lubi rozmawiać z Merlinem.

Autor: Archiwista SC

Na dnie szuflady – 56

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia. Starsza pani, która do niej zajrzała, uśmiechnęła się ze wzruszeniem na widok tych pamiątek. Przypominały jej one o pewnym nieporozumieniu, które przerodziło się w przyjaźń.

Kiedyś, pewien młody mężczyzna, któremu pomogła, błędnie zrozumiał jej intencje i wypowiedział jej wojnę, opowiadając na prawo i lewo, jaką jest ona okropną osobą. Staruszka długo o tym nie wiedziała, jednak z czasem echa jego opowieści zaczęły do niej docierać, a sama zauważyła, że mężczyzna zaczął się wobec niej zachowywać inaczej niż przedtem – z rezerwą, a nawet z ledwo skrywaną wrogością.

Kiedy zrozumiała, co się dzieje, zaczęła przypominać sobie sytuację, z której zrodziło się owo nieporozumienie. Długo analizowała swoje zachowania i uznała, że gdyby ta sytuacja się powtórzyła, zrobiłaby powtórnie to samo, co wtedy. Kiedy to zrozumiała, zaczęła przyglądać się temu wydarzeniu tak, jakby była tym młodym mężczyzną i uznała, że rzeczywiście mógł jej nie zrozumieć, bo był w bardzo silnych emocjach, które mogły zniekształcić zarówno jej intencje, jak i słowa, jakie wtedy wypowiedziała.

Zatroskała się. Wypowiedziane wówczas słowa odniosły swój skutek. Wtedy były odpowiednie i pomogły mężczyźnie przeprowadzić zmianę, jakiej potrzebował. Teraz jednak, już po dokonanej zmianie, słowa zostały i zatruwały. Wracały rykoszetem i raniły ich oboje.

Zaczęła rozmyślać, co może zrobić, żeby uzdrowić tę sytuację. Przychodziły jej do głowy kolejne pomysły, które wdrażała w życie. Pielęgnowała w sobie życzliwość wobec tego mężczyzny oraz wobec samej siebie, z nadzieją, że znajdzie dobre rozwiązanie. Wkrótce okazało się, że ów mężczyzna, niezależnie od niej, robił dokładnie to samo. Spotkali się w połowie drogi i długo rozmawiali. Wyjaśnili sobie dawne nieporozumienie i wysłuchali siebie nawzajem. Oczyścili swoją relację, swoje emocje i swoją sytuację towarzyską i zawodową.

Ich znajomość wzniosła się na wyższy poziom – empatii, zrozumienia i życzliwości. Mężczyzna wyjechał, realizując swoje marzenia i przysyłał jej listy i drobne upominki. Rozwinął skrzydła i inspirował kolejnych młodych ludzi do pracy nad sobą i swoim rozwojem. Z kolei ona z bardzo skutecznej, ale jędzowatej Baby Jagi, przemieniła się w równe skuteczną, ale sympatyczną Babcię Jagę.

Teraz, przeglądając dawne pamiątki, Babcia Jaga pomyślała, że gdyby nie ów mężczyzna, to nie zmieniłaby się, a wobec tego prawdopodobnie nie założyłaby Szkoły Czarowania. „Może on powinien zostać patronem szkoły?” – pomyślała i uznała, że wróci do tego pomysłu, jeśli szkoła będzie działała tak długo, że da przykład i zainspiruje inne wróżki i innych czarodziejów. Wtedy patron może być potrzebny, by odróżnić jej szkołę od innych Szkół Czarowania, które prawdopodobnie powstaną.

Autor: Archiwista SC

Przy pięknej starej toaletce – 45

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że jej pokój, jakimś zaczarowanym sposobem, został przeniesiony do innego świata, w innych wymiar czasoprzestrzeni, nazywany „Pomiędzy” – w miejsce i czas, w którym kształtowała się Szkoła Czarowania, skupiająca uczniów i nauczycieli z różnych wymiarów i różnych czasów. Dziewczynie śniło się, że kiedy wychodziła z domu do pracy, to otworzyła drzwi swojego pokoju i znalazła się w tym czarodziejskim świecie, w Szkole Czarowania.

Szkoła była prowadzona przez Babcię Jagę, której pomagali Głos, Merlin, wróżka Jenczy oraz czarodziejki Jagoda i Jęczydusza. Czasami szkołę odwiedzała wiedźma Borówka, gdy szła w odwiedziny do Ciotki z Kanapy, która mieszkała w kuchennym skrzydle Szkoły.

To właśnie wiedźma Borówka pierwsza ją zobaczyła. Przechodziła właśnie korytarzem, gdy młoda kobieta otworzyła drzwi do swojego pokoju.

– Jestem Borówka, a ty jak się nazywasz? – zapytała.

– Ja, eeeee – zaskoczona dziewczyna nie potrafiła wydobyć z siebie głosu.

– Wyglądasz jak Kokoryczka.

– Ale…

– Ci…. – przerwała jej Borówka i dodała – Niebezpiecznie jest podawać swoje Prawdziwe Imię. Zwłaszcza tutaj, gdzie wróżki i czarodzieje mogliby je poznać.

– A gdzie jesteśmy?

– W Szkole Czarowania – odpowiedziała Borówka i zaczęła snuć opowieść o szkole.

Dziewczyna słuchała uważnie, a jednocześnie przypatrywała się szkolnemu korytarzowi.

Zza zakrętu wyłoniła się staruszka, która szybko do ich podeszła, a raczej podpłynęła.

– Ooo… nowa uczennica. Skąd przybywasz kochanie?

– Z Ziemi.

Staruszka patrzyła na nią z zastanowieniem.

– To prawda Babciu Jago – wtrąciła się Borówka.

– Jak się tu znalazłaś? – zapytała starsza pani, nazywana Babcią Jagą.

– Przez drzwi mojego pokoju. Byłam przekonana, ze wychodzę do pracy.

– Możesz nam pokazać swój pokój? – zapytała staruszka.

– Tak, oczywiście…

Zawróciły i przeszły korytarzem do nadal otwartych drzwi. Weszły do środka i zobaczyły zasłane łóżko, toaletkę, biurko z komputerem i regały z książkami.

Borówka i Babcia Jaga starały się nie okazać po sobie, jak bardzo interesujące są dla nich książki, których było bardzo dużo w tym pokoju…

– Wpadnę później na pogawędkę, teraz zaopiekuje się tobą Borówka – powiedziała po chwili Babcia Jaga. Potem przyjrzała się uważnie dziewczynie i zapytała:

– Czy masz już imię, które będziesz używała w naszej szkole?

– Ko…., Kokoryczka.

– Dobrze, Kokoryczko. Na razie pamiętaj, żeby zostawiać otwarte drzwi, kiedy wychodzisz na szkolny korytarz. Zamykaj je tylko wtedy, gdy będziesz sama w pokoju. Ten pokój jest jedynym łącznikiem z twoim światem. Gdybyś zamknęła drzwi, jak będziesz przebywać na terenie szkoły, to on może zniknąć, a ty nie będziesz miała możliwości powrotu. Jeśli będziesz w nim sama, to być może pokój z powrotem przeniesie cię do twojego świata. Nie musisz się obawiać, że wejdzie tu ktoś bez twojej wiedzy. Głos utworzy barierę ochronną, która będzie przepuszczała tylko ciebie i gości, których sama zaprosisz – i tylko na czas zaproszenia.

Kokoryczka stała oszołomiona nadmiarem wrażeń. Babcia Jaga spojrzała na nią z sympatią i dodała:

– Borówka oprowadzi cię po szkole.

Tak też się stało. Dzięki życzliwości Borówki, Kokoryczka poznała ogólnie dostępne pomieszczenia. Były puste, gdyż uczniowie i nauczyciele spali – w Szkole Czarowania był środek nocy. Borówka zaprowadziła dziewczynę do Ciotki z Kanapy, na pyszną herbatę. Kokoryczka polubiła Ciotkę, która zaproponowała jej, że może zostać jej mentorką i nauczycielką, gdyby zechciała uczyć się czarowania. Borówka przysłuchiwała się ich rozmowie, uśmiechając się życzliwie i tajemniczo, jakby wiedziała, że obydwie panie przypadną sobie do gustu.

Kokoryczka poczuła senność i zmęczenie, więc grzecznie pożegnała Ciotkę z Kanapy oraz Borówkę i wróciła do siebie, by się chwilkę zdrzemnąć.

Weszła do swojego pokoju i starannie zamknęła drzwi.

Rano obudziła się wypoczęta, pełna energii i radości. Siedząc przy pięknej starej toaletce rozczesywała swoje gęste, piękne włosy i wspominała swój sen. Następnie poszła do pracy…

* * *

Minęło kilkadziesiąt lat. Starsza już pani zasiadła przy pięknej toaletce i rozczesywała swoje nadal piękne i gęste, choć już trochę przyprószone siwizną, włosy. Przypomniał się jej sen sprzed wielu lat. Był tak wyraźny, jakby dopiero co się przyśnił… Leniwie pomyślała, że może ciekawie byłoby spędzić trochę czasu w Szkole Czarowania. Rozbawiona uśmiechnęła się do swojego odbicia w lustrze, gdyż pomysł wydał się jej niedorzeczny. Dokończyła rozczesywanie włosów i wstała, by pójść do kuchni i zrobić sobie filiżankę mocnej herbaty.

Otworzyła drzwi do pokoju i oniemiała. Przed sobą zobaczyła, poznany we śnie, korytarz Szkoły Czarowania. Znowu przechodziła nim Borówka, która przystanęła na widok kobiety w szlafroku i powiedziała:

– Dzień dobry Kokoryczko, Miło cię znowu widzieć…

Kokoryczka odruchowo cofnęła się i rozejrzała po dobrze znanym sobie pokoju. Podeszła do okna, żeby go otworzyć i odetchnąć świeżym powietrzem. Nie mogła tego zrobić, gdyż okna nie było! Zamiast niego, na ścianie była tapeta z widokiem, jaki zwykle widziała.

Usłyszała pukanie do drzwi.

– Proszę – powiedziała odruchowo.

Drzwi uchyliły się szerzej i stanęła w nich Borówka.

– Kokoryczko, zapraszam na śniadanie. Zaczekam na ciebie na korytarzu.

Kobieta westchnęła, szybko się ubrała i wyszła na szkolny korytarz…

Autor: Archiwista SC

Na ekranie – 8

Na ekranie zaczęły pojawiać się, przesuwać i znikać cyfry, litery i kropeczki. W pewnej chwili ich chaotyczny ruch ustał. Ekran zgasł. Potem rozjaśnił się na nowo i wyświetlił wyraźny napis: „Próba kontaktu odrzucona. Przejdź na sterowanie ręczne”.

Napis ten wyświetlił się jednocześnie na wszystkich ekranach w Szkole Czarowania. Towarzyszył mu przenikliwy dźwięk. Z megafonów odezwał się Głos: „Babciu Jago, Merlinie, przyjdźcie do Sterowni. Sprawa pilna. Komunikat dla pozostałych osób – wróćcie do swoich zajęć, ale przebywajcie blisko ekranów i megafonów. Możliwe, że ktoś z was będzie potrzebny”.

Gdy uczniowie i nauczyciele wrócili do klas, Babcia Jaga i Merlin skorzystali z sekretnego przejścia i bardzo szybko znaleźli się w Sterowni. Wielki ekran migotał. Głos dwoił się i troił wpisując sekwencje kodów, wciskając przyciski i przesuwając różne dźwignie. Po chwili trzeszczenie ustało, obraz ustabilizował się, a na ekranie zobaczyli twarz Jenczy. Spojrzała na nich i powiedziała:

– Dzień dobry Głosie. Babciu Jago, Merlinie, miło was poznać. Kontaktuję się z wami, bo tracimy połączenie z naszym wysłannikiem.

– Jenczy, przecież znamy się od wielu miesięcy – powiedział zdziwiony Merlin.

– Jest z wami mój hologram. Tracimy z nią kontakt. Poza tym zaniepokoiły mnie ostatnie sygnały, jakie dostałam od Duszki.

– Nadal nie rozumiem – mruknął Merlin.

Babcia Jaga zmarszczyła brwi i uważnie przyglądała się Jenczy.

– Myślałam, że sama przeszłaś – powiedziała z namysłem.

– Nasz Głos uznał, że to naruszy równowagę. Nie można mieszać światów. Wasz Głos się z nim zgodził.

– To prawda – odezwał się Głos – przejście do nas prawdziwej Jenczy byłoby zbyt ryzykowne dla obydwu światów.

– Duszka też jest hologramem? – spytała Babcia Jaga.

– Nie, Duszka pochodzi z waszego świata. Nie wiem, co się z nią dzieje, zaczyna gasnąć.

Głos z namysłem odpowiedział:

– Merlinek ją zastraszył i od tego czasu Duszka ciemnieje, gdy w jej pobliżu znajduje się kilka osób lub choć jedna z nich. Mam na myśli Merlinka, Jęczyduszkę, Altruistkę, Jęczyduszę i Złotą Rybkę.

– Mam dla niej lekarstwo. Nasz Głos powiedział, że jest bezpieczne. Głosie, sprawdź proszę, czy dla twojego świata to również będzie dobre rozwiązanie.

– Już się z nim łączę – powiedział Głos i zamilkł. Znieruchomiał i zapatrzył się w dal.

– Łączy się telepatycznie – mruknął Merlin – Nie wiedziałem, że to działa między światami.

– Jak widać dla Głosu nie ma granic. Dla Brzozowej Bajdulki również. Zaraz was odwiedzi – skomentowała Jenczy, po czym spojrzała poważnie na Babcię Jagę i dodała:

– Mój hologram przestał się ze mną łączyć i przestał pobierać ode mnie energię. Może to oznaczać, że się psuje i trzeba go naprawić. Ale też może oznaczać, że spełnił swoją misję i zniknie lub zamieni się w żywego człowieka. To by oznaczało, że Jęczydusza zdrowieje. Wtedy nasze światy się znowu rozdzielą. Chciałabym zobaczyć waszą Jenczy i z nią porozmawiać, żeby ustalić, co konkretnie się dzieje.

– Dobrze, zaraz ją zawołam – Głos ocknął się z letargu i dodał:

– Powiedziałem jej, żeby sprowadziła ze sobą również Duszkę, Jęczyduszę, Jęczyduszkę i Merlinka.

– Wyjdę po nich – powiedział Merlin.

Babcia Jaga i Jenczy przyglądały się sobie z zaciekawieniem i sympatią. Jenczy westchnęła i powiedziała:

– Brakuje nam ciebie, Babciu Jago. W moim świecie to ja zarządzam Szkołą Czarowania. Nasza Jagoda bardzo cierpi, a Baba Jaga szaleje i niszczy, nie patrząc – sojusznik, czy przyjaciel. Zapiekła się w swojej złości.

Głos dodał:

– Jago, wspólnie z moim kolegą ze świata Jenczy uważamy, że na razie nie możesz ich odwiedzić. Nawet wysłanie twojego hologramu byłoby teraz zbyt niebezpieczne.

– Trudno, poczekamy – z żalem westchnęła Babcia Jaga.

– Mam nadzieję, że kiedyś to będzie możliwe – zgodził się Głos. Potem znieruchomiał, jakby się w coś wsłuchiwał. Po chwili powiedział:

– Przygotujcie się, Merlin i nasi goście już się zbliżają.

Autor: Archiwista SC

Księżyc wyszedł zza chmur – 11

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach.

Był to Merlinek, który udawał ducha i chciał nastraszyć małą Jadzię i Duszkę. Miał nadzieję, że przestraszą się również Marysia oraz Braciszek i Siostrzyczka, bo starsi mieszkańcy Szkoły Czarowania już nie nabierali się na jego sztuczki.

Autor: Archiwista SC

Czerwcowa noc – 44

Czerwcowa noc pachniała liliami. Rozjaśniały ją pływające światełka, doczepione do wianków, spuszczanych na wodę przez roześmianych ludzi. Sobótka, najkrótsza noc roku. Wiele osób wybrało się na wieczorne imprezy. Również podmiejski las wypełniony był rozradowanymi ludźmi. Nikt nie zauważył Jagódki, która przeniknęła tu przez czarodziejski portal, z nadzieją na znalezienie kwiatu paproci. Wiedziała, że kwiat spełnia życzenia. Słyszała, że ludzie szukają go, bo marzą o dobrobycie. Ona chciała go znaleźć w innym celu. Zamierzała poprosić o zdrowie dla Borówki.

Wszyscy w Szkole Czarowania niepokoili się o Borówkę. Widzieli, jak niszczy ją straszna choroba, a światło jej życia stopniowo gaśnie… Jęczyduszka z Merlinkiem wyruszyli na poszukiwanie Wody Życia. Babcia Jaga z Jęczyduszą wertowały czarodziejskie księgi. Merlin zaszył się w laboratorium i pracował nad uzdrawiającą miksturą… Każdy jak mógł, szukał lekarstwa, które uleczyłoby Borówkę.

Jagódka nie mówiła nikomu o swoim planie, żeby nie zapeszyć. Teraz rozglądała się po podmiejskim lesie, pełnym rozchichotanych dziewczyn, pijących mężczyzn, śpiewających i rozgadanych ludzi. Zastanawiała się, czemu portal przeniósł ją właśnie tutaj, w środek gwarnego tłumu.

– To nie jest błąd portalu, właśnie tu możesz znaleźć kwiat – usłyszała Głos w swoich myślach.

– Ale… – zaskoczona chciała się spierać, gdy Głos dodał – Wiem, po co tu przyszłaś. Wysłałem twoim śladem Młodego Adepta. Razem macie większą szansę na znalezienie kwiatu. Udawajcie zakochanych, dzięki temu nie będziecie się wyróżniać w tym tłumie.

Jagódka poczuła, że ktoś przy niej stanął. Był to Młody Adept. Objął ją ramieniem i szeptem opowiedział, jakie instrukcje otrzymał od Głosu. Chwilę się naradzali. Następnie, trzymając się za ręce, spacerowali po lesie i rozglądali się za kwiatem paproci.

Znaleźli go zupełnie nieoczekiwanie, na skraju dużej polany. Nie przyciągnął go do niego ani jego blask, ani zapach. Ku ich zdziwieniu, kwiat nie pachniał i nie świecił. On po prostu… śpiewał. Śpiewał cichutko i bez słów.

Usłyszeli go, gdy stracili już nadzieję na jego znalezienie i zatrzymali się na chwilę, żeby się spokojnie zastanowić, co robić dalej. Wyciszyli swoje myśli, by w stanie wewnętrznej pustki usłyszeć głos intuicji. I właśnie wtedy usłyszeli kwiat paproci. Najbliższy kwiat paproci…, bo wkrótce usłyszeli ich więcej – cały koncert wykonywany przez kwiaty paproci, które zakwitły tej nocy w podmiejskim lesie.

– Pomóżcie Borówce, przywróćcie jej zdrowie – poprosili Jagódka i Młody Adept.

– Żądacie niemożliwego. Jej nie ma tu z wami, a my możemy spełnić tylko po jednym życzeniu dotyczącym każdego, z którym rozmawiamy.

Młody Adept spojrzał na Jagódkę, uśmiechnął się i powiedział:

– Moim życzeniem jest, byście podarowali mi jeden kwiat. Wezmę go ze sobą do Szkoły Czarowania i dam go Borówce.

– A ja proszę – dodała Jagódka – żeby ten kwiat spełnił życzenie Borówki. Niech ona sama zadecyduje, jak wykorzystać jego moc.

– Dobrze – zaszemrały kwiaty paproci – damy wam kwiat, który spełni życzenie Borówki.

– Już otworzyłem portal – odezwał się Głos.

Jagódka z Młodym Adeptem, objęli się, jak zakochani na spacerze, i wyciągnęli przed siebie wolne ręce, by utworzyć przestrzeń, do której zaprosili obiecany im kwiat paproci. Jeden z kwiatów przyjął to zaproszenie i podfrunął do nich. Oboje z wielką starannością i uwagą przekroczyli portal, chroniąc drogocennego pomocnika.

Stanęli przy łóżku Borówki i usłyszeli, jak kwiat śpiewa. Usłyszeli również polecenie Głosu:

– Zostawcie ją teraz, niech zdecyduje w spokoju.

Wyszli na korytarz i przyjrzeli się sobie uważnie, jakby zobaczyli się pierwszy raz w życiu. „Dobrze się nam współpracuje” – pomyślało każde z nich. I jednocześnie u każdego pojawiła się kolejna myśl – „Co z Borówką?”.

– Czas pokaże – odpowiedział im Głos.

Autor: Archiwista SC

Przez kawiarniane okno – 30

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich Braciszek i Siostrzyczka. Wypadli ze swojej bajki, bo któryś z nieuważnych czytelników zrzucił ze stołu książkę, w której mieszkali. Kiedy zauważyli, że wypadli ze swojej opowieści, starali się do niej wrócić, ale im się to nie udało. Sami nie potrafili tego zrobić, a czytelnicy i bibliotekarze nie mogli im pomóc, bo ich po prostu nie widzieli…

Braciszek i Siostrzyczka wyszli więc z czytelni dużej biblioteki na ulicę, a potem na plac, w nadziei, że inni ludzi ich zobaczą i pomogą im. Jednak wyglądało na to, że inni ludzie też ich nie widzieli. Na szczęście Braciszek zauważył, że przygląda się im starszy pan z siwą brodą, który kogoś mu przypominał. Pociągnął Siostrzyczkę za rękaw i pokazał jej siwego pana.

– To chyba Merlin, czarodziej – szepnęła Siostrzyczka.

Razem podeszli do starszego pana.

– Jesteś Merlinem? Pomożesz nam wrócić do naszej bajki?

– Tak, jestem. Niestety, wasz powrót jest teraz niemożliwy. Zabiorę was w inne miejsce. Będziecie mile widziani w Szkole Czarowania Babci Jagi.

– Gdzie jest ta szkoła? – spytała Siostrzyczka

– Boję się Baby Jagi – jednocześnie krzyknął Braciszek i przytulił się do Siostrzyczki, jakby szukał u niej ratunku.

– Szkoła mieści się pomiędzy światami i znajdują tam schronienie wróżki, czarodzieje i różne bajeczne postacie, które wypadły ze swoich bajek lub zostały z nich wypchnięte. I nie ma tam żadnej Baby Jagi – jest tylko dobra wróżka Babcia Jaga. Zaraz ją zobaczycie. O, już jest!

Merlin pokazał ręką na portal, który uformował się tuż przed nimi. Widać w nim było Babcię Jagę i za nią szkolny korytarz.

Babcia Jaga uśmiechnęła się do dzieci, a na widok tego uśmiechu ich strach stopniał. Bez wahania weszły do szkoły. Tuż za nimi wszedł Merlin, który wcześniej z niepokojem przyjrzał się dziwnie zachmurzonemu niebu. Przekraczając portal westchnął z ulgą – „Najwyższy czas”.

Przejście zamknęło się natychmiast, gdy Merlin przekroczył jego próg. Dzieci więc nie widziały, że Zło zaatakowało portal tuż po tym, jak one przez niego przeszły. Wiedzieli o tym tylko Merlin, Babcia Jaga i Głos. Babcia Jaga przesłała obu drżącą myśl – „Udało się, na szczęście”. Sama zachwiała się, a Merlin przytulił ją i podtrzymał, by nie osunęła się na podłogę. Oboje patrzyli, jak Braciszkiem i Siostrzyczką zaopiekowały się Jagódka i Jęczyduszka.

– Zdążyliśmy w samą porę – Głos przesłał im telepatycznie wiadomość i dodał – Jaga, idź do swojej sypialni, odpocznij, ja skanuję, kto jeszcze może potrzebować naszej pomocy. Zawiadomię ciebie i Merlina, jak będzie potrzebni.

– Muszę sprawdzić… – zaczęła protestować Babcia Jaga.

– Wszystkim się zajmiemy – uspokoił ją Merlin – teraz odpocznij, jesteś nam bardzo potrzebna.

– Merlin ma rację, jak będziesz się upierać, to położymy cię w szpitalu, a wiesz, że lekarz nie wypuści ciebie stamtąd tak szybko, jakbyś chciała…

– Dobrze – szepnęła Babcia Jaga – przekonaliście mnie. Merlinie nie musisz mnie odprowadzać, sama dojdę. Przypilnuj Merlinka, miał dziwną minę, gdy zobaczył naszych nowych podopiecznych.

– Tak, zauważyłem – westchnął Merlin i ruszył w kierunku uczniów zebranych wokół Braciszka i Siostrzyczki.

Tymczasem Głos obserwował przez kamery plac widoczny z kawiarnianego okna. Zło, nie mogąc przejść przez portal, bardzo się rozeźliło i wywołało straszliwą burzę z piorunami. Rozzłościło się jeszcze bardziej, gdy okazało się, że ludzie go nie widzieli. Zamiast się bać – rozłożyli parasolki, żeby uchronić się przed deszczem i przyśpieszyli kroku, by znaleźć schronienie w domach, sklepach, kawiarniach lub chociaż w tramwajach i autobusach.

„Zdążyliśmy” – pomyślał Głos – „coś dziwnego dzieje się w tym świecie, trzeba tam posłać Ratowników, Obserwatorów, Słuchaczy i może jeszcze inne służby pomocnicze”. Jak pomyślał, tak zrobił. Nad placem przejaśniało i pojawiły się zwiewne świetliste sylwetki. Ludzie ich również nie widzieli, ale jakoś zrobiło się im lżej. Zwolnili kroku, głębiej oddychali i częściej uśmiechali się do siebie nawzajem.

„Dobra robota” – pomyślał Głos i zabrał się za obserwację innych kamer.

Autor: Archiwista SC

Mała śnieżynka – 31

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr…

– Ładny obraz – odezwał się Merlin, który niepostrzeżenie wszedł do pracowni i przystanął za plecami Kokoryczki.

Z uznaniem przyjrzał się niedokończonemu obrazowi, stojącemu na sztalugach i dodał:

– Śnieżynki wyglądają, jakby się rzeczywiście poruszały. Jesteś pewna, że nie jesteś czarodziejką?

– Oczywiście, że nie! Już sprawdzaliście – ze śmiechem odpowiedziała Kokoryczka, wytarła ścierką zabrudzone przy malowaniu ręce i przywitała się z Merlinem, a ten zapytał:

– Jak to robisz, że obraz wygląda jak żywy?

– Nie wiem. Teraz, przy tym malunku tak się skupiłam, że zapomniałam o całym świecie. Nawet nie usłyszałam, że nadchodzisz i nie poczułam, że stanąłeś za mną…

– Tak… – mruknął Merlin i dalej mówił, jakby sam do siebie – uczucie… piękno… wzruszenie… To może być to, co sprawia, że obraz jest taki niecodzienny… Chciałoby się do niego wejść…

– Przyszedłeś, żeby podziwiać moje obrazy? – z miłym uśmiechem zapytała Kokoryczka.

– Nie, choć są piękne. Mam do ciebie prośbę, a właściwie mamy, bo Babcia Jaga i Głos też są zainteresowani, żebyś zajęła się bajkami.

Kokoryczka poparzyła uważnie na Merlina, a mówił dalej:

– Oczywiście, zależy nam, żebyś dalej prowadziła lekcje NLP dla wróżek i czarodziejów, bo są ważne i potrzebne… Kiedy na ostatnich zajęciach wytłumaczyłaś nam, jak ważne jest rozpoznawanie struktury naszych zachowań, pomyśleliśmy sobie, że mogłabyś nam pomóc w rozpoznawaniu struktury bajek i baśniowych lekcji. Bajki, baśnie, legendy są prastarą formą uczenia wróżek i czarodziejów. Możesz nam pomóc je zrozumieć i zobaczyć wielopiętrowość ich przekazu. Przy okazji nauczymy się świadomie tworzyć nowe baśnie. Jagódka i Jęczyduszka pomogą ci spisywać ludzkie bajki, żebyśmy mieli ich własne wersje. Przydadzą się, jeśli znowu znikniesz z naszej szkoły. Niedługo dołączy do nas Brzozowa Bajdulka, która sama tworzy baśnie.

– Skąd wiecie, że lubię bajki?

– Masz ich bardzo dużo w swojej bibliotece. Od nich zresztą zaczniemy, bo część z nich jest bardzo podobna do bajek z naszego świata.

– Kiedy mam zacząć?

– Jak będziesz gotowa.

– Dobrze – powiedziała Kokoryczka i uśmiechnęła się do Merlina myśląc, że czeka ją ciekawa przygoda. Ciekawa była też Brzozowej Bajdulki, bo bardzo się jej podobały jej opowiastki nazywane bajdulkami, które były przechowywane w szkolnej bibliotece.

Autor: Archiwista SC