Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich starszy pan. Dużo myślał o tym, że zbliżają się Święta, Choinka, że tyle ludzi go zaprasza, wiedząc, że mieszka sam, a rodzina albo jest daleko, albo już odeszła na zawsze. Chciał i nie chciał być razem z nimi. Chciał, bo czuł, że byłoby mu łatwo i miło, a nie chciał, bo wydawało mu się, że będzie pożyczał sobie czyjeś życie, wchodził w radości, które wypracował ktoś inny. W końcu zdecydował, że wyjedzie do schroniska w górach, wyjdzie do lasu z workiem jabłek. Wtedy będzie Mikołajem dla jeleni i zajęcy. I tak zrobił.
Autor: Borówka