Była malutka – 2

Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć dobrze wiedziała, co zobaczy – uciekający mrok i jaśniejących ludzi. Ich coraz bardziej promienne spojrzenia i sylwetki oraz rosnącą lekkość w chodzeniu i działaniu.

Zawsze tak było, gdy się budziła lub gdy była wysyłana ze specjalną misją w nowe miejsca.

– Nadziejo, możemy już przyjść do ciebie? – zapytały jej siostry.

Nadzieja znowu urosła i rozejrzała się jeszcze raz. Uznała, że zrobiła swoje. Teraz jej rodzeństwo będzie miało okazję do wykazania się.

– Tak, chodźcie. Już jest bezpiecznie. Droga wolna – odpowiedziała.

Najpierw weszły Miłość i Wiara. Świeciły, rozjaśniając każdy zakamarek przestrzeni i wzmacniały ludzkie serca, budując w nich spokojną siłę i przywracając sens istnienia. Zaraz za nimi weszły Ciekawość i Radość. Szybko zjawili się kolejni kuzyni – Rozum, Celowość, Zaradność i Poczucie Własnej Wartości.

Razem z Nadzieją pomagali ludziom, którzy chcieli uzdrowić swój świat i polepszyć życie własne oraz swoich bliskich. Wielu z nich próbowało samodzielnie – nie zawsze się udawało. Teraz, z Nadzieją, było dużo łatwiej. A jej rodzeństwo i dalsi kuzyni chętnie pomagali ludziom, bo czuli się potrzebni.

Może nie tylko oni tak mają? Być może każdy potrzebuje czuć się przydatny, jak sądzisz?

Autor: Brzozowa Bajdulka

Duży stół wystawiono – 26

Duży stół wystawiono na środek pokoju i nakryto białym obrusem. Położono na nim talerze, sztućce, szklaneczki i potrawy wigilijne w pięknych salaterkach. Na stole było więcej talerzy niż zwykle. Przyszykowano bowiem dodatkowe nakrycie – dla niespodziewanego gościa, który zawsze mógł przyjść.

W tym przyjaznym domu często zjawiali się niespodziewani goście i zawsze byli miło witani. Gospodarze promienieli, gdy ich odwiedzano, gościom miło było w trakcie wizyt i promienieli, gdy wracali do swoich domów.

Mieszkanie też promieniało, bo od lat mieszkali w nim ludzie, którzy kochali całym sercem – siebie nawzajem, rodzinę, znajomych… Życzliwością obdarzali i obdarzają cały świat.

Dobrze, że tacy ludzie są na świecie i że można ich spotkać. Zdarza się, że mieszkają tuż za ścianą.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Przez kawiarniane okno – 46

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich szła Nadzieja.

Rozglądała się ciekawie, bo była nowa w tym dużym mieście. Przyglądała się ulicom, budynkom i… ludziom. Najbardziej interesowali ją właśnie oni: duzi i mali, starzy i młodzi, kobiety, mężczyźni i dzieci.

Ciekawa była, jacy są? Czy ją polubią? Czy pozwolą jej zamieszkać w ich mieście? Czy pozwolą, żeby sprowadziła tu swoją rodzinę? Rodziców? Dzieci? Siostry i braci?

Na chwilę posmutniała, ale przypomniała sobie, że przecież jest Nadzieją…, a to zobowiązuje. Rozjaśniła się, rozluźniła i zaczęła się wlewać w serca ludzi. Pomyślała: „Może jednak pozwolą mi zostać ze sobą”…

A ludzie poczuli ją i dotychczas szare miasto w ich oczach zaczęło przybierać piękne, kolorowe barwy.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Przy pięknej starej toaletce – 49

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że była małą dziewczynką i napsociła coś, a przynajmniej tak się jej wydawało.

Siedziała przy stole i sięgnęła po butelkę z sokiem, bo sama chciała nalać go do swojego kubeczka. Butelka wyślizgnęła się z jej rączek i spadła na podłogę. Roztrzaskała się, a lepki sok się z niej wylał. Przerażona chciała coś z tym zrobić, choć nie wiedziała, co powinna. Zeskoczyła ze swojego krzesełka i przy tej okazji strąciła ze stołu również swój kubeczek, który z głuchym stukotem spadł na podłogę i się wyszczerbił.

Przerażona i skamieniała patrzyła na rozlany sok, stłuczoną butelkę i wyszczerbiony kubeczek.

Mama wpadła do pokoju z okrzykiem: „Dziecko, coś ty zrobiła?!” i zaczęła zbierać szkło z podłogi. Babcia weszła tuż za mamą. Rozejrzała się po pokoju, jakby chciała wydedukować, co tu się zdarzyło.

Dziewczynka stała i trzęsła się jak galareta. Babcia przytuliła ją i powiedziała: „Kochanie to nie twoja wina. Jesteś malutka i jeszcze nie potrafisz utrzymać butelki w swoich rączkach. TO NIE JEST TWOJA WINA! Chodźmy na spacer, do parku”. Mówiła to swoim ciepłym, spokojnym głosem.

Dziewczynka rozluźniła się i poszła z babcią na spacer. Po powrocie z parku babcia zaproponowała jej zabawę – uczyły się, jak podnosić i trzymać butelkę, żeby nie wyślizgiwała się z rączek dziewczynki.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Kustosz z zainteresowaniem – 5

Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.

Otworzył ją i zobaczył, że w środku była kryształowa kula. Obok niej znajdowała się kartka z napisem „Podarunek z Baśniowej Krainy” oraz króciutki liścik, w którym napisano, że mieszkańcy „Krainy Bajek” proszą, by ludzie znów w nich uwierzyli i znowu zaczęli ich odwiedzać. „Trochę smutno tu bez was. Zostaliśmy przecież stworzeni dla was, Ludzi. Przyjeżdżajcie. Czekamy” – brzmiało ostatnie zdanie.

Kustosz popatrzył zdziwiony na przesyłkę i zastanowił się, który z kolegów wymyślił ten dowcip. Schował kulę do szafki i czasami wyjmował ją, kiedy miał trochę wolnego czasu. Jeszcze nie odkrył, kto przysłał mu tę kulę, ale coraz częściej uśmiechał się, gdy brał ją do ręki.

A w Baśniowej Krainie mieszkańcom żyło się trochę lepiej, bo mieli nadzieję, że kustosz znowu uwierzy w bajki, baśniowe postacie i przypomni sobie własną Baśniową Krainę ze swojego dzieciństwa.

Autor: Brzozowa Bajdulka

W dolinie – 19

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, latała ćma. Próbowała dostać się do żarówki, ale klosz bronił dostępu. Ćma próbowała z różnych stron, jednak nieskutecznie.

– Na szczęście nieskutecznie – powiedziała mama do swojego dziecka, które nie mogło zasnąć, więc ona siedziała przy nim i opowiadała mu bajki.

– Wiesz, kochanie – mówiła dalej mama – miewamy w życiu różne pragnienia, które chcemy zrealizować. Niektóre z nich są dla nas dobre, inne nie. Czasami ludzie – jak ta ćma – ciągną do fałszywego słońca. Myślą, że przyciąga ich coś dobrego, życiodajnego, a spalają się w jego płomieniu, gdy znajdą się zbyt blisko. Więc nie martw się, że nie udaje ci się osiągnąć jakiegoś marzenia. Może to jest najlepsze, co może ci się przytrafić. Zatrzymaj się wtedy na chwilę i wsłuchaj w głos twojego serca. Musisz się wyciszyć, bo ten głos jest bardzo cichutki. Kiedy wyciszysz się tak bardzo, że usłyszysz głos własnego serca – wtedy zapytaj. Co masz robić? Posłuchaj odpowiedzi, bo jej sens będzie jasny – kontynuować to, co robisz, czy odpuścić. Twoje serce zawsze odróżni prawdziwe słońce od fałszywego.

Dziecko zasnęło, a ćma przestała trzepotać skrzydełkami, tylko wróciła na firankę. „Ciekawe, czy zrozumiała moją bajkę?” – pomyślała mama. Uśmiechnęła się do dziecka, potem do ćmy, następnie zgasiła światło i wyszła z pokoju. Była bardzo senna. Wiedziała jednak, że jej matczyne serce zawsze obudzi ją, jeśli dziecko będzie jej potrzebowało.

dla Adasia napisała Brzozowa Bajdulka

W dolinie – 6

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, spała Borówka. Nie zdążyła zgasić światła, gdyż zmorzył ją sen.

Książka, którą czytała przed zaśnięciem, wysunęła się jej z rąk i z głuchym stukotem opadła na podłogę. Był to sygnał, na który czekały elfy i inne uzdrawiające duszki, które przed chwilą wysyłały Borówce senne fale. Teraz unosiły się w powietrzu wokół niej i patrzyły na nią z wielką sympatią i uwagą. Szeptem naradzały się, co robić. Szybko ustaliły zakres obowiązków i wkrótce każde z nich zajęło się tym, co przypadło mu w udziale.

Niektóre z nich rozpylały czarodziejski pyłek, który osiadał na Borówce, jej łóżku, ścianach, podłodze i wszystkich przedmiotach, znajdujących się w pokoju. Inne rozpylały drobniutki pyłek, który unosił się w powietrzu. Trzecia grupa rozpylała kolejny, jeszcze drobniejszy pyłek, który przenikał do ciała Borówki i wnikał wewnątrz mebli, książek, podłóg, ścian – wszystkiego, co napotkał. Każdy z tych pyłków miał uzdrawiające własności i każdy robił co innego, działał w swoim zakresie.

Część uzdrowicieli wytworzyła pole siłowe wokół Borówki i jej łóżka. Dzięki temu chronili ją i kołysali do snu. Inna grupa elfów-uzdrowicieli pracowała nad każdym organem i każdą komóreczką ciała Borówki, uzdrawiając je i harmonizując ich działanie.

– „Borówko, zdrowiej, jesteś nam potrzebna. Świat, ludzie i zwierzęta też cię potrzebują” – szeptały małe elfiątka, które z racji młodego wieku jeszcze nie dostały innego przydziału.

Twarz Borówki rozjaśniała się. Jej ciało zaczęło się rozluźniać. Ból zniknął, a oddech stał się głębszy. Zasnęła regenerującym snem.

Elf zarządca zgasił lampkę nocną, której nie zdążyła wyłączyć Borówka i zapalił malutkie latarenki, które elfy przyniosły ze sobą – a może to nie były latarenki, tylko świetliki? Tego nie wiem…

Elfy dbały o Borówkę i często do niej przychodziły. Po ich nocnych uzdrowicielskich i opiekuńczych zabiegach Borówka budziła się zwykle rześka, wypoczęta i z radością rozpoczynała nowy dzień.

dla Magdy-Borówki napisała Brzozowa Bajdulka

Gromadka dzieci – 55

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o schronisku górskim, które troszczyło się o swoich gości.

Leżało ono z dala od autostrad i szos. Nie można było do niego dopłynąć łódką, ani dojechać samochodem, wozem konnym lub rowerem. Trzeba było do niego dojść pieszo i samemu nieść własny plecak. Nawet, jeśli ktoś chciał dolecieć samolotem, to musiał lądować na odległej łączce.

Okolica była cicha i spokojna, szemrały strumyki, szeleściły drzewa… Zwierzęta ciekawie popatrywały na nielicznych turystów, którzy tu docierali.

Wieczorem wszyscy goście zbierali się we wspólnej sali. Czasami były to dwie osoby, czasem, pięć, sześć, osiem lub nawet kilkanaście. Bywało gwarno i wesoło. Ogień wesoło płonął na kominku, a ludziom rozwiązywały się języki. Opowiadali, opowiadali, opowiadali… Gawęda szła za gawędą, i w jakiś dziwny sposób, każdy z gości był uważnie wysłuchiwany, gdy dzielił się swoją opowieścią.

Rano większość wracała do swoich domów. Inni zostawali, by odbyć krótkie wycieczki po okolicy, i wieczór znów spędzić we wspólnej sali, w miłym towarzystwie.

Mimo, że każdy z gości wyruszał w powrotną drogę z tym samym plecakiem, z którym przybył, to większości ludzi wydawało się, że ich plecaki stały się dużo lżejsze.

Większość też wraca, by ponownie poczuć atmosferę schroniska i wspólnych rozmów. W końcu warto pamiętać o przyjaciołach, a schronisko troszczy się o wszystkich. Jest przyjacielem każdego ze swoich gości. I coraz więcej ludzi do niego zagląda.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Kobieta leniwie przeciągnęła się – 37

Kobieta leniwie przeciągnęła się w łóżku, była rozmarzona. Przed chwilą wybudziła się z pięknego snu. Była na balu, wokół niej pełno było ładnie ubranych ludzi, słyszała gwar przyciszonych rozmów i muzykantów szykujących swoje instrumenty. Nagle zapadła pełna oczekiwania cisza. Na salę wszedł król, a wszyscy ukłonili się i z szacunkiem pochylili głowy. „Witajcie” – rozległ się głęboki, dźwięczny królewski głos. Ludzie wyprostowali się i podnieśli głowy. Ona również to zrobiła. Spojrzała na króla i zobaczyła, że ten przygląda się jej z zainteresowaniem. Zobaczyła też, że w ręku trzyma książkę „Czego potrzebują kobiety”. Król pochwycił jej spojrzenie i pokazał jej kartki – puste kartki tej książki. Przekartkował całą książkę – były tam same puste strony! Przynajmniej tak jej się wydawało. Przyglądała się tej książce z zaciekawieniem, bo po co komu książka z czystymi, niezapisanymi kartkami?

Zauważyła jednak, że gdy król przystawał przy jakiejś kobiecie, to kartki książki zaczynały się zapełniać – najczęściej drobnym drukiem. Kobieta przyglądała się temu zdziwiona. Król podszedł do niej i powiedział:

– Kochana, ta książka jest zaczarowana i pokazuje to, czego potrzebuje konkretna kobieta. Każda z was jest niepowtarzalna i potrzeby też macie różne…

Przyjrzał się kobiecie i zapytał:

– Chcesz dowiedzieć się, czego ty potrzebujesz?

Skinęła głową na potwierdzenie i… zobaczyła, że na otwartej stronie wydrukowane zostało tylko jedno słowo. Po przekartkowaniu całej książki okazało się, że to słowo jest wydrukowane na każdej stronie. Król uśmiechnął się do niej i powiedział:

– Jesteś wymarzoną kandydatką na żonę dla większości znanych mi mężczyzn. Nie masz wygórowanych marzeń i łatwo cię zadowolić, bo potrzebujesz jedynie BEZPIECZEŃSTWA. Pomyśl o tym, co jest dla ciebie bezpieczne, czego chcesz i wyobraź sobie, że już to masz…

Kobieta nawet nie zauważyła, że król i sala balowa zniknęli. Rozmyli się w powietrzu. Leżała w swoim łóżku i wyobrażała sobie, że jest bezpieczna…

Obudziła się wypoczęta i w dobrym humorze.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Mała ławeczka – 36

Mała ławeczka stała w parku od bardzo dawna. Płacząca wierzba, pod którą ją postawiono, zdążyła urosnąć i teraz jej gałęzie chroniły ławeczkę przed ciekawskimi spojrzeniami spacerowiczów.

Bardzo często siadali tam tata i jego synek. Chronieni przez gęste gałęzie wierzby bawili się w kolejkę, w chowanego, w Indian… Udawali, że ławeczka jest statkiem kosmicznym i podróżują nią po całym wszechświecie.

Okoliczne wróble zlatywały się, żeby przyglądać się tym zabawom i czasem też brały w nich udział. Siadały na ławeczce, na ramionach i rękach obydwu podróżników. Udawały, że robią tak, bo chcą i że nie mają z tym nic wspólnego okruszki, sypane przez chłopca i jego tatę.

Chłopczyk bardzo się cieszył, gdy wróble wyjadały okruszki z jego ręki. Ojciec patrzył w roześmiane oczy malca i cieszył się razem z nim.

Autor: Brzozowa Bajdulka