Lekkie krople deszczu – 54

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było postać kobiety ubranej w płaszcz przeciwdeszczowy i kalosze. Szła pod parasolem, w kierunku pobliskiego lasu, i prowadziła na smyczy psa. Lubiła chodzić na spacery w dżdżyste dni ze swoim czworonogim przyjacielem. Darzyli się wzajemną sympatią. Powietrze było wspaniałe, świeże, o zapachu żywicy. Jej serce, płuca i umysł dotleniały się i oczyszczały. Oddychała głęboko i pozostawiała w lesie swoje zmartwienia i troski. Las dawał ukojenie. Drzewa sosnowe tańczyły w rytm wiatru, lekko i spokojnie. Patrzyła na przepiękny taniec lasu i w sercu odczuwała lekkość, a promienie słońca wyłaniające się zza chmur ogrzewały jej ciało. Pies spojrzał na swoją towarzyszkę radośnie kręcąc ogonem. Tak, masz rację, wracamy do domu.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Lekkie krople deszczu – 53

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było boisko z piękną murawą.

Nie było na nim piłkarzy, ale ktoś jeździł rowerem. Nie było to dobre dla trawy. Gdy już zaświeciło słońce, wyraźnie widać było „szlaki” rowerzysty.

Można powiedzieć, że robiąc to samo w różnych miejscach możemy być widoczni lub nie.

Autor: Adam

Lekkie krople deszczu – 52

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było dwie postacie rozmawiające w parkowej alejce. Jedna z nich mocno gestykulowała, krzyczała, a nawet tupała. Druga postać stała nieporuszona i spokojnie przyglądała się pierwszej. Trwało to dłuższą chwilę. Krzyki trochę ucichły i gwałtowne gesty też straciły na zamaszystości.

Druga postać, patrząc pierwszej prosto w oczy, powiedziała:

– Żegnaj. Już cię nie potrzebuję. Spełniłaś swoje zadanie.

– Ale jestem ci potrzebna!

– Już nie.

– Pozwól mi sobie pomóc.

– Twoja pomoc teraz przynosi mi więcej kłopotów niż korzyści. Coraz więcej kłopotów…

– Jestem z tobą większość twojego życia…

– Dlatego, jeśli teraz odejdziesz, zachowam w sercu wdzięczność dla ciebie.

– A jeśli nie zechcę?

– Nie dajesz mi wyboru

– Więc zostanę.

– Nie uda ci się.

– Grozisz mi? To wojna!

– Nie. Już nie chcę walczyć.

– Ale potrzeba…

– Nie potrzeba.

– Przecież jestem twoją…

– … Złością, nienawiścią do świata i innych ludzi.

– Daję ci napęd. Wiesz, że jestem ci potrzebna.

– Już w ciebie nie wierzę. Nie wierzę, że złością i nienawiścią można cokolwiek zbudować. To prowadzi tylko do wojny i cierpienia, a ja wolę pokój.

– A gdzie go znajdziesz? – zapytała drwiąco pierwsza postać.

– Już znalazłam. W swoim sercu. Wystarczyło, że ciebie stamtąd usunęłam.

– Ale…

– Przykro mi. Już w ciebie nie wierzę.

– Ale…

– Żegnaj. Już cię nie potrzebuję. Nie wierzę w ciebie. Nie wierzę również w twoje istnienie. Po prostu już ciebie nie ma. Byłaś tylko złudzeniem. Nie istniejesz!

Pierwsza postać zaczęła się trząść i kurczyć. Znowu krzyczała, ale coraz ciszej. Druga postać stała nieruchomo i spokojnie patrzyła, jak pierwsza postać szarzeje, kurczy się, zanika i rozpuszcza w kroplach deszczu. Gdy rozpuściła się zupełnie, druga postać wróciła do swojego mieszkania, w którym krople deszczu nadal stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie, a przez lekko zamglone okno widać było park.

„Jak tu spokojnie” – pomyślała kobieta, zdziwiona trochę, że wystarczyło zrezygnować z własnej złości, by docenić piękno codziennych widoków. Zrobiła sobie herbatę. Usiadła przy oknie i popijając małymi łyczkami ciepły płyn, zaczęła kontemplować widok zamglonego, deszczowego parku.

Autor: Jenczy

Lekkie krople deszczu – 51

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było mały staw i żabę, która trzęsła się ze strachu, a jednocześnie kurczowo trzymała się trzciny. Gdy trzcina przechylała się pod wpływem wiatru, żaba jeszcze mocniej zaciskała na niej łapki.

Inne żaby wystawiały łebki z wody i kumkały: „Skacz do nas”. Żabka przecząco kręciła główką i wdrapywała się jeszcze wyżej na trzcinę.

Dwie ropuchy przyglądały się tej scenie.

– Patrz pani, co za dziwna żaba – kumkały, obgadując małą żabkę.

– Kto to jest? – zapytała trzecia ropucha.

– To ta mała żabka, która myśli, że pływanie jest przestępstwem i nocą budzi się ze strachu, gdy śni się jej, że pływa z przyjemnością – kumkała jedna z ropuch.

– A skąd się jej to wzięło?

– Nie wiemy – zakumkała druga ropucha i po chwili namysłu dodała – Ale czasem to się zdarza.

Lekkie krople deszczu nadal stukały o parapet. Inne krople deszczu spływały po szybie, przez którą wyglądała mała smutna dziewczynka. Ona z kolei bała się uśmiechnąć, bo myślała, że to niegrzeczne, straszne i niewłaściwe.

Teraz, widząc małą żabkę trzymającą się trzciny, i słysząc rozmowę trzech ropuch, dziewczynka roześmiała się głośno. Tak głośno, że mała żabka z wrażenia puściła trzcinę i spadła do stawu. Odruchowo zaczęła machać łapkami. Oczywiście, dzięki temu zaczęła pływać. O dziwo, sprawiło jej to olbrzymią przyjemność.

Dziewczynka przestała się śmiać i przyglądała się temu zaskoczona. Czy roześmieje się znowu? Zobaczymy…

Autor: Ewa Damentka

Lekkie krople deszczu – 50

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było postać, która przyglądała się strużkom deszczu. Śledziła trasę ich wędrówki. Beznamiętnie obserwowała, jak dotykają dolnej krawędzi ramy okiennej i znikają.

W którymś momencie okno otworzyło się i jakaś kobieta wychyliła się mocno przez nie. Deszcz powoli docierał do wszystkich suchych miejsc na jej głowie. Potem zniknęła z okna. Otworzyły się drzwi i kobieta wyszła na zewnątrz, wystawiając się na strugi deszczu. Stała tak, podnosząc głowę do góry i czuła, jakby woda przenikała jej ciało, oczyszczając ją od środka. Była boso.

Kiedyś pomyślałaby, że to raczej niewłaściwe zachowanie, a jej dzieci pomyślą, że oszalała. W związku z tym, dalej obserwowałaby tylko spływające po szybie krople deszczu.

Dziś napawała się deszczem i miała wrażenie, że czuje każdą jego kropelkę na swoim ciele. Uśmiechała się do siebie i do deszczu. Zamknęła oczy. Deszcz nieco ustał, wyszło słońce, a na niebie pojawiła się piękna tęcza.

Autor: Wędrowny Grajek

Lekkie krople deszczu – 49

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było samotną postać, siedzącą na pomoście nad rzeką.

Rybak, bo to on był tą postacią, zarzucił wędkę do wody i czekał na pierwszą rybę. Jeszcze nigdy nie łowił w czasie deszczu i postanowił spróbować.

Coś drgnęło, linka się napięła, a rybak chwilę później wyciągnął małego okonia. Skrzywił się na jego widok. Delikatnie odczepił z haczyka i wrzucił do rzeki ze słowami; „Wróć, jak urośniesz. A na razie przyślij tu swoich starszych i większych kuzynów”.

Drugi rybak, siedzący pod pomostem, patrzył na to z zazdrością, bo jak dotąd nie złowił żadnej ryby. Wyciągał z wody tylko pojedyncze kalosze i dziurawe opony.

Autor: Ewa Damentka

Lekkie krople deszczu – 48

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było kąpiące się w kałuży wróble. Dokładnie dwa. Obserwując, można było mieć wątpliwości, co do sensu zabiegu, bo krople wody spływały po skrzydełkach, jak po wosku. Wróble kąpały się przez krótki czas i odleciały. Później przyleciały dwa następne.

Autor: Adam

Lekkie krople deszczu – 47

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było długi pas startowy. Okno wieży kontroli lotów było lekko pokropelkowane. W przylotach i odlotach samolotów panował jednak porządek. Samoloty startowały i lądowały o określonych porach, a nad wszystkim czuwała nowoczesna technika i doświadczone osoby.

Autor: Adam

Lekkie krople deszczu – 46

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było, jak z kropel układają się kształty drzew, ludzi, domów, zwierząt. Zatrzymywały się tak przez chwilę, po czym spływały po szybie dalej w dół, po drodze tworząc kolejne układy geometryczne, w których każdy mógł dojrzeć to, co akurat chciał.

Autor: Ewa Majewska