Była sobie łąka – 63

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka…

Był środek lata. Zamieszkujący ów dom ludzie byli nad wodą. Było ciepło, pachnąco i pięknie dookoła. Prawie jak w raju.

Latem czas jakby się rozciąga, dni są długie, a obowiązków jest mniej.

Można by się długo zachwycać, ale powszechnie wiadomo, że kontakt z przyrodą sprzyja dobremu zdrowiu.

Autor: Adam

Była sobie łąka – 62

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka.

W małym stawie, leżącym nieopodal domku, było pełno żab. Rechotały i kumkały tak głośno, że trudno było usłyszeć własne myśli.

Kumkanie żab miało w sobie coś kojącego, mimo że początkowo drażniło nowo przybyłych. Z czasem goście przebywający w domku oswajali się z żabim jazgotem, zauważali jego niuanse oraz ożywienie w dzień i uspokajająco-kołysankowy rytm w nocy.

Mały biały domek miał nawet swoją nazwę, ale mało kto o niej pamiętał. Zarówno jego gospodarze, jak i ich goście, mówili, że wypoczywają w „Żabim Zakątku”.

Autor: Ewa Damentka

Była sobie łąka – 61

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka.

W środku krzątała się kobieta. Szykowała obiad i pomagała jej w tym dwójka dzieci. Synek rozkładał na stole talerze i sztućce. Dziewczynka rozlewała kompot do szklanek.

Matka doprawiała sałatkę z pomidorów, z dumą patrzyła na swoje dzieci i wspominała drogę, jaką razem przeszli – konieczne decyzje, konsekwencję w działaniu i wiarę w sukces.

Teraz mieli swoje własne mieszkanie w wielkim mieście i ten domek, do którego przyjeżdżali, kiedy tylko mieli ochotę. Mogli tu spokojnie odpocząć od wielkiego miasta.

Dzisiejszy obiad będzie bardzo ważny, bo za chwilę w domku zjawi się jej ciocia z wujkiem i innymi gośćmi. Szykują się ciekawe wakacje.

Autor: Ewa Damentka

Była sobie łąka – 60

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka.

Kiedy robiło się zimno, firanka znikała. Na parapecie w domku pojawiał się piękny kwiat w doniczce. Gdy mróz malował wzory na szybie, kwiat jakby się kurczył. Czasem zdawało się, że obumrze. Pierwsze promyki słońca budziły go jednak na nowo do życia.

Kwiat czuł się nieswojo w doniczce. Któregoś dnia wiatr szarpnął firanką, doniczka spadła i stłukła się na drobne kawałki. Roślina leżała na rozsypanej ziemi, na dworze.

Ktoś z zewnątrz przechodził. Zdziwił się, kiedy to zobaczył. Kwiat bowiem był z rodzaju polnych i dziwnie wyglądał w tej sytuacji. Zabrał więc go i zasadził na zielonej łące nieopodal.

Kwiat odżył. Jego pyłek unosił się nad łąką, a pszczoły chętnie odwiedzały go. Był szczęśliwy. Miał przyjaciół, którzy otaczali go zewsząd.

Autor: Wędrowny Grajek

Była sobie łąka – 59

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka…

Kiedyś przyśnił mi się taki obrazek. Było w nim coś bardzo kojącego, bezpiecznego i swojskiego. Został we mnie, mimo że śnił mi się wiele lat temu.

Niedawno zauważyłam, że gdy jadę koleją lub samochodem, to uważniej niż kiedyś przyglądam się wszystkim mijanym po drodze białym domkom z czerwonymi dachami i uśmiecham się na ich widok.

Autor: Ewa Damentka

Była sobie łąka – 58

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka. A obok tego domku stał inny domek, bardzo podobny, ale okna w nim były zamknięte i firanka nie powiewała. W oknach były żaluzje.

W wielkim skrócie – jeden domek był tradycyjny, a drugi bardzo nowoczesny.

W tym pierwszym na stałe mieszkała bardzo liczna rodzina, a do drugiego przyjeżdżała dwójka właścicieli raz na jakiś czas. Ich domy pełniły różne funkcje, ale w obu przypadkach były azylem położonym w bardzo dobrym miejscu.

Autor: Adam

Była sobie łąka – 57

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka, a wokół okna latały motyle. Albo tylko tak to wyglądało. To w rzeczywistości były małe, kolorowe, latające wróżki.

Z wielką ciekawością zaglądały do okna. Wewnątrz pomieszczenia, na środku podłogi siedziała, otoczona świecami, szacowna trenerka magii wróżek, nazywana pieszczotliwie przez wróżki Borówką. Wykonywała właśnie rytuał przywoływania żywiołów. Na twarzy trenerki wróżek malował się spokój i rozbawienie zarazem. Czuła, że za oknem kłębią się maleńkie wróżki. Teraz jednak był dla niej czas. Czas na odnowę substancji żywiołów w organizmie. Stary, zapomniany rytuał. Dlatego małe wróżki muszą poczekać, co zresztą dobrze rozumiały. Ich trenerka musi mieć przecież wiele sił, aby nauczyć je trudnej magii. Po dłuższej chwili otwarła powoli oczy i spojrzała przez firankę na wpatrzone w nią małe istotki. Gestem przywołała je do siebie. Żadna z małych wróżek nie ociągała się. Wszystkie wkrótce siedziały u jej stóp.

Z otwartymi buziami przyglądały się swojej mistrzyni, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Borówka miała świetlistą skórę, roziskrzone radością oczy i promieniała zdrowiem i wewnętrzną siłą. Wróżki zaczęły radośnie klaskać w dłonie, kołysać się i podskakiwać. Borówka znów wykonała gest w powietrzu, rozpoczynający lekcję. Wróżki ucichły i uspokoiły się.

Borówka rozpoczęła wykład: „Praca dla ludzi, dbanie o ich zdrowie i szczęście, to niezwykle ważna sprawa. Jednak trzeba dbać zawsze więcej o siebie samego, bo tylko wtedy możemy siebie dać innym. Dziś obserwowałyście mnie przy rzadkim rytuale. Właśnie ten jest bardzo ważny. Dziś wszystkie nauczycie się go i codziennie, aż po kres waszych dni rytuał ten będziecie czynić. Podobnie jak ja, dzień po dniu…”

Dla kochanej Magdy napisał Marek Jasiński

Była sobie łąka – 56

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka. Jeszcze niedawno w środku pracowały skrzaty, elfy i małe aniołki. Szykowały lekarstwo dla Borówki.

– Czy zdążymy? Czy będzie dostarczone na czas? – głośno zapytał mały, zatroskany krasnoludek.

– Tak, oczywiście. Już jest dostarczane – odparł pucołowaty aniołek.

Drugi aniołek, też mały i pucołowaty, dodał – Chora dostaje je kropelka po kropelce.

– Kto je podaje? – dopytywał krasnoludek

– Anioły Światła uzdrawiają ją w imię Najwyższego.

Krasnoludek zamyślił się, zatroskał jeszcze bardziej i zapytał

– A czemu tyle istot jest w to zaangażowanych? Ludzie się modlą o jej wyzdrowienie, my pracujemy, Anioły leczą. Przecież Anioły mogą ją uleczyć same, bez naszej pomocy.

– A ty? Czemu z nami jesteś i szykujesz to lekarstwo? – zapytał jeden z aniołków.

– Bo lubię Borówkę i chcę czymś zająć myśli, żeby się o nią nie martwić. Wydaje mi się, że prędzej wyzdrowieje, jak będę pomagał w przyrządzaniu lekarstwa.

Aniołki uśmiechnęły się słodko, a pewien elf popatrzył z sympatią na krasnoludka i powiedział:

– Borówka jest ogólnie szanowaną i kochaną osobą. Każde z nas chce mieć udział w jej wyzdrowieniu.

– Będę się cieszyć, jak wyzdrowieje – powiedział smutny krasnoludek.

– Już teraz możesz to robić – odpowiedział jeden z aniołków – i to niezależnie od tego co się stanie. Borówka albo wyzdrowieje, albo pójdzie prosto do nieba. Być może Pan Bóg ma dla niej nowe zadania. W każdym wypadku nasza życzliwość i pomoc będą do niej docierać i wspierać ją w tym, co będzie robiła.

– Chciałbym, żebym wyzdrowiała.

– My też, ale nie znamy planów Najwyższego. Za to możemy mu być wdzięczni, że dane nam było poznać Borówkę. Pomyśl, jaką jest wspaniałą osobą, skoro tyle istot ją pokochało?

…A zielona łąka, domek, las i strumyk, które przysłuchiwały się tej rozmowie, również były przepełnione wdzięcznością, bo też zdążyły poznać i polubić Borówkę.

Dla Borówki napisała Kokoryczka

Była sobie łąka – 55

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka. W małym pokoju stała kobieta, okoliczni ludzie nazywali ją Borówką, a przyjaciele często nazywali ją żartobliwie Wiedźmą Borówką. Kobieta, tak naprawdę, miała na imię Magda.

Zaczęła pomału przechadzać się po pokoju, krążąc wokół ścian zastawionych regałami. Na regałach znajdowały się pamiątki, piękne zdjęcia, magiczne przedmioty i przede wszystkim wiedza, wiedza w postaci książek, albumów, skryptów…

Magda, przechodząc wokół pomieszczenia, przyglądała się uważnie przedmiotom. Przez całe swoje życie intensywnie studiowała i pracowała z wiedzą, którą przekazywał jej ojciec, przyjaciele, nauczyciel. Znowu przystanęła na środku pokoju i ogarniała wszystko wzrokiem.

Czuła się trochę słaba, ponieważ dużo pracowała z ludźmi tego dnia i wiele dni wcześniej. W tym czasie przyszło do niej bardzo wiele osób. Zdecydowana większość z nich cieszyła się z powrotu do zdrowia, z udzielonej im pomocy. Czasami niektórzy pacjenci sami nie byli przekonani, czy chcą wrócić do tego zdrowia, więc ich powrót nie zawsze był możliwy tak szybko, jakby tego może oczekiwali. Jednak Borówka nigdy odmawiała nikomu, nie pozostawiała nigdy żadnej osoby bez pomocy.

Teraz, patrząc na całą historię, która rozegrała się z jej udziałem, zyskała nowe spojrzenie na całość zagadnienia. Przecież, wszystkie te informacje, cała ta wiedza zawiera tylko jedną tajemnicę: „MOŻEMY”. Możemy wszystko. Możemy wypowiedzieć magiczne słowo, które leczy. Możemy wyobrazić sobie sytuację, kiedy leczy przedmiot magiczny i leczy energia, która wokół nas krąży.

Stojąc na środku pokoju, zamyślona, podniosła do góry oczy i pomyślała: „Przecież to nie ma znaczenia, czy jestem teraz zmęczona. To nie ma znaczenia, czy coś mnie boli. To nie ma znaczenia, czy jestem słaba. W każdym momencie mogę to zmienić”.

Złożyła dłonie przed sobą, właściwie zbliżyła je do siebie, przymknęła oczy, a wokół niej zaczęło delikatnie falować powietrze. Między dłońmi pojawiło się coś w rodzaju rozżarzonej mgiełki, strumieni falującego powietrza. Rozświetlona energia wzrastała wokół niej, falujące powietrze zaczęło jaśnieć, jaśnieć. Pomieszczenie wydawało się wypełniać niesamowitym zapachem, pięknym dźwiękiem przypominającym, jak gdyby dźwięczenie dzwoneczka, może dzwonków? Tak dzwonków, dzwonków tybetańskich, takich właśnie, jakich używa do leczenia pacjentów. Tak to ten dźwięk roztacza się wokół. Przestrzeń się rozświetliła, całe ciało otoczone zostało niewiarygodnie pięknym białym światłem, skrzącym się przebłyskami, energia otaczała ją z każdej strony dostarczając odżywczej i duchowej materii do każdej komórki ciała, do najdrobniejszej molekuły, zarazem transformując wszelkie toksyny, wszelkie trucizny, które były w organizmie, w otaczającym ciało fizyczne ciele eterycznym. Ciało leczyło się samo, działo się to dosyć szybko. Szybciej, niż mógł sobie to wyobrazić jakikolwiek człowiek, żyjący racjonalnością i myślący standardowymi zasadami, standardowym sposobem myślenia. Wszak to ważna zasada, że nie ogranicza nas żadna zasada, żadna fizyczna reguła, żadna racjonalność. To tylko poziom naszej wyobraźni kreuje nasz wszechświat…

Po pewnej chwili całe pomieszczenie falowało światłem, ciało Borówki samo z siebie zaczęło świecić. Wydawało się, że każdy, każdy najmniejszy nawet fragment ciała, najmniejszy skrawek skóry świeci.

Magda poruszyła się lekko, przycisnęła dłonie do siebie, potarła je, wykonała gest w powietrzu zamykający rytuał. Opuściła dłonie, powoli podniosła głowę, otworzyła oczy. Oczy lśniły siłą i radością, ciało stało się silne i energiczne, dawne zmęczenie znikło gdzieś w bezkresnej przepaści czasu. Borówka była przygotowana na to, żeby jutrzejszy dzień przeznaczyć przede wszystkim na regenerację sił, a przy okazji na dzielenie się swoją wiedzą z najbliższymi. Przygotowana na to, aby następny dzień poświęcić dalej na zgłębianie tajemnic, poświęcić dla swoich uczniów i przyjaciół. Przyjaciół, którzy byli jednocześnie uczniami. Nadchodzące dni jawiły się jako pełne radości, szczęścia i zdrowia.

Już nigdy nie będzie brakować ani sił, ani energii ani zdrowia. Magia jest w nas. Wystarczy tylko wyciągnąć dłoń…, tak jak uczyniła to Magda „Borówka” przez przyjaciół zwana „Wiedźmą Borówką”, przez pacjentów często „Panią od pleców”.

Opowieść ta jest dedykowana jest najdroższemu mojemu Nauczycielowi, ale również dedykuję je każdemu człowiekowi, który jest w potrzebie, aby skorzystał z własnej wewnętrznej magii.

Marek Jasiński

Była sobie łąka – 54

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka. Obok domku przebiegała droga, którą chodzili ludzie i konno przejeżdżali turyści. Droga była gruntowa, więc samochody przejeżdżały tędy bardzo rzadko.

Domek był ciekawie położony. Z jednej strony leśna głusza, z drugiej bliskość kilku większych miast, a jeszcze wcześniej wiejskie sklepy po drodze.

W związku z tym, wartość tej nieruchomości była bardzo duża.

Autor: Adam