Mała ławeczka – 12

Mała ławeczka stała w parku od bardzo dawna. Płacząca wierzba, pod którą ją postawiono, zdążyła urosnąć i teraz jej gałęzie chroniły ławeczkę przed ciekawskimi spojrzeniami spacerowiczów.

Bardzo często siadywał na niej młody chłopiec. Rozsiadał się wygodnie, rozglądał się, czy nie ma znajomych i kiedy uznawał, że jest bezpieczny, to wyciągał z kieszeni tomik poezji i oddawał się lekturze. Uwielbiał wiersze i sam też próbował je pisać. Gdy czytał poezję, to odlatywał w cudowny świat piękna, rytmu i harmonii. Było to bardzo osobiste przeżycie, więc wybierał tę ławeczkę, bo razem z wierzbą chroniły jego prywatność.

Autor: Ewa Damentka

Była sobie łąka – 53

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka… Dmuchawy dobrze pracowały, więc firanka powiewała bardzo malowniczo – wręcz tańczyła w powietrzu. Wewnątrz domu rekwizytorzy rozstawiali ostatnie przedmioty. Operator sprawdzał ustawienie kamer, jego pomocnik podłączał kable. Reżyser przeglądał scenariusz, a aktorzy byli właśnie charakteryzowani. Producent z kolei przeglął swoje notatki. Za chwilę rozpoczną się zdjęcia do kolejnego filmu.

Ciekawe, jakie filmy można nakręcić z tą łąką, domkiem i białą powiewającą firanką?

Autor: Ewa Damentka

Mała ławeczka – 1

Mała ławeczka stała w parku od bardzo dawna. Płacząca wierzba, pod którą ją postawiono, zdążyła urosnąć i teraz jej gałęzie chroniły ławeczkę przed ciekawskimi spojrzeniami spacerowiczów.

Bardzo często siadywał na niej starszy pan, który przychodził do parku z dużą papierową torbą, pełną okruszków.

Siadał na ławeczce, wyciągał kilka okruszków i czekał na wróble, które zjawiały się bardzo szybko. Wyjadały mu okruszki z dłoni. Kiedy wróbli było już bardzo dużo, rozsypywał okruszki na ziemi przed ławeczką. Po zjedzeniu tych okruszków wróble jeszcze długo towarzyszyły starszemu panu. Siadały na jego głowie, ramionach i kolanach, siadały też na ławeczce i na ziemi. Czasem któryś podfruwał, by po chwili znów przysiąść. Ćwierkały, ćwirkały, czyrczyrikały, a starszy pan przysłuchiwał się tak, jakby rozumiał, o czym ćwierkają jego zaprzyjaźnione wróble.

Autor: Ewa Damentka

Przez kawiarniane okno – 27

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich przemieszczał się słup ogłoszeniowy. Dziwnie wyglądał, gdy podczas chodzenia pokazywał ciemne półbuty, czarne skarpetki i ciemne nogawki spodni. Potem – gdy przystawał – już nie wzbudzał sensacji. Po prostu, słup jak słup. Ludzie podchodzili do niego, by czytać ogłoszenia, jakie były na nim naklejone.

„Fajny pomysł na biznes” – pomyślałam i zaczęłam się zastanawiać, na jaki pomysł sama mogłabym wpaść.

Tymczasem słup podszedł bardzo blisko kawiarnianego okna i znowu zamarł. Spojrzałam na niego i zobaczyłam ogłoszenie. Wielkimi literami napisano w nim: „Zrób to, o czym marzysz. Zrealizuj marzenia swojego serca”.

Autor: Ewa Damentka

Przez kawiarniane okno – 9

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich jamnik razem ze swoją właścicielką – małą dziewczynką, która w jednej rączce trzymała smycz, a drugą schowała w dużej dłoni dziadka, ubranego w szary płaszcz.

Pies miał na sobie jasnoniebieski kubraczek, a dziewczynka była w różowym paltociku. Wyglądali prześlicznie – tworzyli dwie kolorowe plamy na tle szarego placu i szarobrunatnych ubrań przechodniów. Uśmiech sam wypływał na usta, a serce się grzało na widok różowej dziewczynki i jej niebieskiego jamnika.

Autor: Ewa Damentka

Przez kawiarniane okno – 8

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich ja.

Szłam zajęta swoimi sprawami i nawet nie pomyślałam, że ktoś może mi się przyglądać. Zdziwiłam się, gdy zadzwonił telefon i koleżanka powiedziała, że siedzi w kawiarni i zaprasza na kawę. Miło spędziłyśmy ten czas.

Autor: Ewa Damentka

Przez kawiarniane okno – 1

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich mały piesek, który szukał swojego domu. Zgubił się, a może zgubiono jego. Teraz błąkał się, szukając znajomych zapachów i obrazów. Było dość zimno i bardzo dygotał…

Zauważyły go dzieci, który szły ze swoimi rodzicami. Pokazały im pieska i pytająco-prosząco patrzyły na mamę i tatę. Ci, oczywiście, natychmiast zrozumieli, o co chodzi ich pociechom. Spojrzeli po sobie, uśmiechnęli się i podeszli do pieska. Chcieli sprawdzić, czy ma jakieś dane identyfikacyjne na plakietce przyczepionej do obroży. Okazało się, że nie miał ani plakietki, ani nawet obroży, więc wzięli go ze sobą.

Piesek zyskał nowy dom, dzieci – przyjaciela, a ich rodzice zadowolenie, gdy widzieli, z jakim oddaniem ich dzieci opiekują się pieskiem. Często całą rodziną – wspólnie z psem, który też już do rodziny należał – chodzili na spacery – również na plac, na którym spotkali się po raz pierwszy.

Autor: Ewa Damentka

Mała śnieżynka – 26

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr… Dołączały do swoich sióstr, które wcześniej wyruszyły na Ziemię. Spadające śnieżynki zobaczyły ogrom pracy, wykonanej przez ich starsze siostry. Cała ziemia otulona była białym płaszczem śniegu. Drzewa przyozdabiała biała koronka, która osiadła na gałązkach, gałązeczkach i nielicznych listkach. Delikatna koronka traw i zarośli dopełniała wrażenia. Śnieżynki wciskały się w każdy zakamarek. Przyozdabiały również dachy, parapety, latarnie, ogrodzenia i poręcze ławek…

„Dobra robota” – pomyślały spadające śnieżynki i każda z nich wypatrywała, gdzie ma osiąść, które miejsce będzie najlepsze, aby zimowy pejzaż był jeszcze ładniejszy.

Autor: Ewa Damentka

Lekkie krople deszczu – 43

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było dobrze mi znany miejski pejzaż…

Wtedy pierwszy raz pomyślałam, że życie trochę przypomina mi deszcz, a może raczej, że dni przemijają jeden po drugim, tak jak krople deszczu spadają kropelka po kropelce. Każdy jest taki sam, a jednocześnie bardzo się różnią. Jest ich bardzo dużo, ale nie trwają bez końca, bo życie kiedyś przeminie, a deszcz kiedyś się skończy. Może więc warto doceniać każdą kropelkę deszczu i każdy dzień, który został nam dany?

Autor: Ewa Damentka

Mała śnieżynka – 23

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr. Przyglądał się im mały kundelek. Pierwszy raz widział spadający śnieg. Próbował łapać śnieżynki, szczekał na nie, w końcu położył się na ganku, pod daszkiem, i szeroko otwartymi oczyma chłonął widok spadających śnieżynek i ich taniec w świetle latarni.

Gdy napadało już sporo śniegu, pobiegł, żeby się w nim wytarzać.

Potem wesołym szczekaniem powitał swoją panią, która wróciła z pracy. Piesek wiedział, że za chwilę dostanie ciepły posiłek, więc szczekał radośnie, a śnieżynki dalej spadały, wirując w powietrzu.

Autor: Ewa Damentka