Polną drogą – 49

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył duży ekran. Olbrzymi ekran. Wędrowiec nie rozpoznał filmu, który właśnie był wyświetlany. „Nic dziwnego” – pomyślał – „nie przepadam za filmami. Wolę piłkę nożną”. Jak na zamówienie, na ekranie pokazały się sceny z meczu piłkarskiego. Wędrowiec rozpoznał mecz, w którym jego rodak strzelił pięć goli w ciągu dziewięciu minut. Scenki z trafionymi golami powtarzały się raz za razem.

– „Co się dzieje” – pomyślał zdziwiony wędrowiec.

Na ekranie wyświetliła się wiadomość: „Myślisz – masz”

– „Co to znaczy?”

Ekran odpowiedział nowym komunikatem: „Twoje życie wygląda tak, jak kształtują się twoje myśli – zmień swoje myślenie, a zmienisz swoje życie”.

– „Kto wyświetla te napisy?” – pomyślał rozzłoszczony mężczyzna.

– „A jak myślisz?” – ukazała się kolejna odpowiedź.

– To bzdury – głośno skomentował Wędrowiec.

– „Myślisz – masz” – napis wyświetlił się ponownie. Był widoczny przez kilka może kilkanaście sekund, po czym zaczął blednąć i rozmywać się. Po chwili zniknął również ekran.

Wędrowiec postał jeszcze chwilę przed nieistniejących już ekranem. Stracił ochotę na dalszą wędrówkę. „Myślisz – masz” – te słowa brzęczały w jego głowie jak refren. Zawrócił i poszedł polną drogą do domu. Uznał, że musi się zastanowić, a w domu myśli mu się najlepiej…

Autor: Ewa Damentka

Kustosz z zainteresowaniem – 29

Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.

Otworzył ją i zobaczył, że w środku były dyski. Zwyczajne zewnętrzne dyski, jakie można podpiąć do każdego komputera. Poza dyskami, w paczce znajdowała się duża koperta i mała odręczna karteczka, napisana przez jednego z jego kolegów – muzealnika z drugiego końca świata.

Kolega napisał prośbę do zaprzyjaźnionej muzealnej braci, by wspólnie poczynili starania na rzecz dodatkowego zabezpieczenia swoich zbiorów – a raczej pamięci o nich. Proponował, by, w trosce o wspólne światowe dziedzictwo, najpierw skopiować zawartość dysków z paczki, a następnie na jeden z dysków wgrać własne zeskanowane dokumenty oraz zdjęcia zarówno eksponatów, jak i zabytków znajdujących się w muzealnych magazynach. Prosił, by w razie potrzeby dołożyć do paczki kolejny dysk. Sugerował również, by do koperty włożyć opis nagranych materiałów i całość przesłać dalej do zaufanego człowieka w zaufanym muzeum.

Wyjaśniał, że gdy paczka dotrze do niego z powrotem – to sam zarchiwizuje wszystkie materiały z dysków. Na kolejny dysk nagra nową porcję własnej dokumentacji i puści paczkę w dalszą podróż… List zakończony był życzeniem, by ta akcja była tylko działaniem profilaktycznym i żeby wszystkie zabytki i ich opiekunowie byli bezpieczni…

Kustosz pokiwał głową w zadumie i zaczął podłączać dyski do komputera. Ich zawartość była była imponująca. Wiele muzeów przyłączyło się do akcji, zapoczątkowanej przez jego kolegę.

Uznał, że szybko przekaże ów niezwykły list dyrekcji, by zdecydowała, co zrobić z zawartością paczki. Miał nadzieję, że jego muzeum dołączy do tego niezwykłego łańcuszka…

Autor: Ewa Damentka

Duży stół wystawiono – 3

Duży stół wystawiono na środek pokoju i nakryto białym obrusem. Położono na nim talerze, sztućce, szklaneczki i potrawy wigilijne w pięknych salaterkach. Na stole było więcej talerzy niż zwykle. Przyszykowano bowiem dodatkowe nakrycie – dla niespodziewanego gościa, który czasami przychodził, oczywiście niespodziewanie.

Gdy rodzina zasiadała już do kolacji wigilijnej, rozległ się dzwonek – ktoś czekał na dworze. Był to kurier, który wręczył zaskoczonym domownikom olbrzymią paczkę z prezentami. Za chwilę pojawił się kolejny kurier, potem jeszcze jeden.

Dzieci patrzyły błagalnie na Mamę i widząc przyzwolenie w jej oczach, rzuciły się do paczek. Pierwsza była nadana w Stanach Zjednoczonych. Druga pochodziła ze Skandynawii, a trzecia przyszła z Indii.

Gdy dzieci, przy pomocy dorosłych, zaczęły otwierać paczki – zjawili się kolejni kurierzy, z paczkami z Japonii, Chin, Afryki, Niemiec i Dubaju.

Żaden z kurierów nie skorzystał z zaproszenia, by siąść przy stole Wigilijnym, ale każdy z nich z uśmiechem przyglądał się dzieciom, które piszczały z radości, gdy otwierały kolejne paczki.

W paczkach były prezenty dla wszystkich osób, zasiadających przy Wigilijnej Kolacji – zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Mama z przyjemnością patrzyła na radość dzieci i na zaskoczenie, oraz olbrzymią przyjemność malującą się na twarzach cioci i wujka, którzy odwiedzili ją ze swoją rodziną.

Po kolacji schowała się w małym pokoiku i wysłała swoim zagranicznym przyjaciołom SMS-y z podziękowaniami. „Pewnie się wcześniej namówili” – pomyślała – „świetnie to zaplanowali i zsynchronizowali”.

Autor: Ewa Damentka

Duży stół wystawiono – 1

Duży stół wystawiono na środek pokoju i nakryto białym obrusem. Położono na nim talerze, sztućce, szklaneczki i potrawy wigilijne w pięknych salaterkach. Na stole było więcej talerzy niż zwykle. Przyszykowano bowiem dodatkowe nakrycie – dla niespodziewanego gościa, który może przyjść. To stara tradycja, która jest pielęgnowana w mojej rodzinie od bardzo dawna. Ciekawa jestem tego gościa. Bo mam nadzieję, że kiedyś wreszcie przyjdzie. Czekamy na niego od dawna.

Autor: Ewa Damentka

Kustosz z zainteresowaniem – 21

Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.

Otworzył ją i zobaczył, że w środku umieszczono grzechotkę, wykonaną z wydrążonej tykwy. Do grzechotki dołączono list. Nadawca informował, że jest szamanem w pewnej wiosce i ostatnio przyśniły mu się duchy przodków, które kazały mu wysłać tę grzechotkę do jakiegoś muzeum, bo będzie komuś potrzebna.

Znakiem rozpoznawczym będzie to, czy osoba, która otworzy paczkę, spodziewa się własnego dziecka lub czy dziecka spodziewa się ktoś z jej rodziny.

Szaman prosi więc, żeby adresat, który nie spełnia tego warunku, posłał paczkę dalej – do kolejnego muzeum. Grzechotka zapewni dobry poród oraz przyniesie zdrowie i szczęście nowo narodzonemu dziecku.

Do tego listu dołączone były króciutkie liściki od kolegów muzealników, którzy przesyłali dalej tę niezwykłą paczkę.

Kustosz ze zdziwieniem i wzruszeniem ponownie przeczytał list szamana. Zaledwie wczoraj wieczorem dowiedział się, że zostanie ojcem, a już dziś przyszedł prezent dla jego jeszcze nienarodzonego dziecka…

Autor: Ewa Damentka

Kustosz z zainteresowaniem – 17

Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.

Otworzył ją i zobaczył, że w środku znajduje się druga paczka. W niej znajdowała się kolejna, a w tej jeszcze następna. Zaintrygowany kustosz wyjmował i otwierał paczkę za paczką. Wkrótce w całym pokoju pełno było otwartych paczek dużych i małych.

Kustosz nawet nie zauważył tego bałaganu. Był bardzo ciekawy, co znajdzie w środku. Zaś w środku, w najmniejszej paczuszce, znajdowało się małe puzderko, a w nim… pierścionek. Nawet nie był zabytkowy – zwykły, tandetny pierścionek, jaki można kupić na większości bazarów świata.

„Skąd się tu wziął? Czemu trafił do muzeum? Co jest w nim cennego?” – zastanawiał się kustosz. Przyjrzał się pierścionkowi, a potem obejrzał puzderko, mając nadzieję, że znajdzie jakąś wskazówkę – wyjaśnienie lub podpowiedź. Nic nie znalazł. Ze wszystkich stron obejrzał każde pudełko. I znowu nic… Każda paczka była obklejona naklejkami i znaczkami. Każda miała przybite pieczątki, ale nie miała niczego, co pomogłoby mu rozwiązać tajemnicę pierścionka.

Usiadł wygodnie przy biurku, żeby pomyśleć, jak rozwiązać tę zagadkę. I tak przesiedział dwa dni. Trzeciego dnia odebrał telefon od zaprzyjaźnionego kolegi, który pracował w muzeum, na innym kontynencie.

– Co robisz? – zapytał kolega.

– Myślę – automatycznie odpowiedział kustosz.

– A długo już myślisz? – zainteresował się kolega.

– Czemu pytasz? I dlaczego się śmiejesz? – zapytał podejrzliwie kustosz.

– Ja też myślałem dwa dni. I też nie znalazłem odpowiedzi, za to umysł mi się zresetował i teraz jest czysty i świeżutki jak skowronek.

Kustosz zacisnął zęby i siłą woli powstrzymał wypowiedzenie przekleństwa, które cisnęło mu się na usta. Milczał długą chwilę. Kolega uprzejmie czekał…

– Jak myślisz, kto wymyślił ten dowcip? – odezwał się wreszcie kustosz.

– Nie wiem, ale błogosławię go. Odpocząłem, i wymyśliłem projekt nowej wystawy. Mam jeszcze kilka innych pomysłów i usprawnień, które już wdrażam.

Dalsza rozmowa niezbyt się kleiła, więc się rozłączyli, a kustosz układał w myślach listę kolegów-muzealników z całego świata. Który z nich jest teraz najbardziej zapracowany?

Włożył pierścionek do puzderka, puzderko do najmniejszego pudełeczka, które zakleił i włożył to do trochę większego… i tak po kolei oklejał i wkładał do kolejnych pudełek. Największe pudełko włożył do nowego, jeszcze większego, które miał w szafie. Okleił go paroma muzealnymi naklejkami. I z dziką satysfakcją wpisał adres jednego ze swoich kolegów. Poszedł na pocztę i nadał paczkę.

Gdy wracał do muzeum, pojawiła się myśl, że może to właśnie ten kolega wymyślił zabawę z paczkami. Jednak niezbyt się tym przejął. W głowie zaczęły pojawiać się nowe, świeże, ciekawe pomysły. Przyspieszył kroku, żeby jak najszybciej dotrzeć do pracy. Rozpierała go chęć działania, a umysł rzeczywiście miał czysty i klarowny.

Autor: Ewa Damentka

Kustosz z zainteresowaniem – 13

Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.

Otworzył ją i zobaczył kryształową kulę. Obok niej była karteczka z napisem „Kula szczęścia – używać ostrożnie!!! Trzymana w kieszeni lub wystawiona na widok publiczny wpływa na przestrzeń i żywe istoty w promieniu dziesięciu metrów. Grozi polepszeniem samopoczucia i polubownym rozwiązywaniem konfliktów”.

Kustosz pomyślał, że ktoś robi mu głupi żart. Postanowił jednak wypróbować kulę, a raczej kulkę, bo była malutka. Schował ją do kieszeni i poszedł na służbowe spotkanie. Cotygodniowe zebrania całego zespołu muzealników były zwykle męczące i pełne napięcia…

Tego dnia, o dziwo, spotkanie przebiegło w dobrej atmosferze, a dyrektor zaczął dziękować personelowi. Pracownicy z kolei dziękowali jemu. Zwykle zmartwiona koleżanka z działu teraz była uśmiechnięta, wyluzowana i wyglądała młodziej o jakieś dwadzieścia lat.

Kustosz pomyślał, że to może być zbieg okoliczności. Uznał, że za tydzień znowu weźmie kulkę szczęścia na spotkanie zespołu. I potem zdecyduje, co z nią zrobić – schować do magazynu, czy wystawić na widok publiczny…

Autor: Ewa Damentka

W dolinie – 31

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, młoda kobieta szykowała się do ślubu. Nie mogła zasnąć, to już jutro…

Ponieważ sen nie przychodził, wyskoczyła z łóżka i zaczęła szykować konieczne drobiazgi – wstążki, podwiązkę, grzebień, halkę… Przyjrzała się uważnie sukni ślubnej, wiszącej na wieszaku… Sprawdziła, czy jest dobrze wyprasowana. Obejrzała welon, zerknęła na buty… Pogładziła suknię i wyobraziła sobie jutrzejszą ceremonię…

„To będzie dobry dzień” – pomyślała – „I dobre małżeństwo”.

Zobaczyła twarz ukochanego mężczyzny – „Ciekawe czy on teraz śpi?”

Zadzwonił telefon.

– Kochanie, przepraszam, że tak późno, nie mogę zasnąć – usłyszała w słuchawce.

– Ja również – odpowiedziała i spytała – co robisz?

– Sprawdzam, czy garnitur jest dobrze wyprasowany – usłyszała w odpowiedzi – to już jutro…

– Tak, już jutro, a właściwie, to nawet dzisiaj.. – odpowiedziała.

Księżyc świecił, a gwiazdy porozumiewawczo migotały. Widziały już przygotowania do niejednego ślubu. „Uda się im” – szemrały – „na pewno się uda”.

Autor: Ewa Damentka

Na ekranie – 35

Na ekranie zaczęły pojawiać się, przesuwać i znikać cyfry, litery i kropeczki. W pewnej chwili ich chaotyczny ruch ustał. Ekran zgasł. Potem rozjaśnił się na nowo i wyświetlił wyraźny napis:

„Bądź konsekwentny. Realizuj cele, które sobie wyznaczasz. Po kolei, jeden po drugim”

Mężczyzna zamrugał oczami i jeszcze raz spojrzał na ekran. Narzeczona przytuliła się do niego i powiedziała:

– To prawda, kochanie.

– O co ci chodzi? – zapytał podejrzliwie.

– Oświadczyłeś mi się sześć lat temu i nadal nie masz czasu na ślub.

– Bo muszę wyremontować nasz dom. Przecież musimy gdzieś mieszkać.

– Robisz to już od pięciu lat.

– Bo muszę najpierw doprowadzić samochód do porządku.

– To robisz od czterech lat…

– Bo najpierw muszę odwiedzić dentystę i wyleczyć zęby.

– Od trzech lat obiecujesz, że to zrobisz.

– Nie mogę, bo potrzebuję pomóc mamie wymalować jej mieszkanie.

– Od roku się za to zabierasz.

– Bo…

W tym momencie mężczyzna obudził się. Przeciągnął się i zamrugał oczami, by otrząsnąć się z sennego rozleniwienia, ale wciąż wyraźnie pamiętał ten dziwny sen.

Autor: Ewa Damentka

Kustosz z zainteresowaniem – 7

Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.

Otworzył ją i zobaczył, że w środku, w malutkim przenośnym łóżeczku, śpi niemowlę.

Zaskoczony zamknął paczkę, zamknął oczy i zaczął głęboko oddychać. Ponownie otworzył paczkę. Niemowlę było w niej nadal.

Kustosz przyjrzał się paczce i zobaczył, że wycięto w niej wiele drobnych otworków. „Co to jest? Kto to jest? Pocztą chyba tego nie nadali?” – myślał kustosz i zaintrygowany przyglądał się niemowlęciu, które zaczęło się budzić. Przeciągnęło się, poruszyło rączkami, nóżkami i otworzyło oczy. Teraz to niemowlę zaczęło przyglądać się kustoszowi. Patrzyło tak uważnie, jakby chciało wessać w siebie jego obraz.

Kustosz sięgnął po telefon, by zadzwonić do żony. Zaczął wybierać numer, gdy usłyszał jej stłumiony chichot za drzwiami swojego gabinetu. Otworzył więc drzwi i zobaczył swoją żonę w towarzystwie zaprzyjaźnionego małżeństwa, którego nie widział od wielu miesięcy. Kolega poklepał kustosza po ramieniu i zapytał:

– Spodobał ci się nasz syn?

Kustosz znowu wziął głęboki oddech. Ulżyło mu, gdy zrozumiał, że padł ofiarą przyjacielskiego żartu. Zupełnie się rozluźnił i w związku z tym kompletnie zaskoczyło go pytanie, zadane przez żonę kolegi, która spoglądając to na niego, to na jego żonę wypaliła:

– A kiedy urodzi się wasze dziecko?

Żona się uśmiechnęła, a kustosz znowu zaczął ciężko oddychać. Patrzył zdziwiony na żonę przyjaciela, która kontynuowała wesoło:

– Jak najszybciej postarajcie się o waszego maluszka. Wy z Józkiem poznaliście się już w przedszkolu. Warto, żeby nasze dzieci też się zaprzyjaźniły.

Autor: Ewa Damentka