Roztańczona brzózka – 16

Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru.

Pewnego razu do brzózki przyfrunęła sikorka. Zaczęły rozmawiać i sikorka opowiedziała brzózce o innych ślicznych brzózkach i dorosłych, wielkich brzozach, które spotykała w swoim życiu.

Brzózka pomyślała: „Dobrze, że nie jestem sama na świecie. Miło mieć krewniaków”. I odtąd tańczyła z jeszcze większym wdziękiem, bo cieszyła się, że więcej brzózek i brzóz jest na świecie.

Nie wiedziała, że zachwycona nią sikorka również o niej rozpowiadała, a dzięki temu brzozowa rodzina dowiedziała się o jej istnieniu.

Autor: Ewa Damentka

Roztańczona brzózka – 12

Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru.

Pewnego razu zobaczyła ją malarka. Chciała ją namalować, ale zrezygnowała, gdyż uznała, że ani kredka, ani farba nie oddadzą tego cudownego wrażenia, które chciała uchwycić. Usiadła więc przed brzózką i spędziła kilka godzin, podziwiając jej piękną sylwetkę i wdzięczne ruchy.

Autor: Ewa Damentka

Na dnie szuflady – 54

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia…

Malarka uważnie przyjrzała się obrazowi, który stał na sztalugach. Poprawiła kilka detali i uznała, że jest już gotowy. Miał być prezentem imieninowym dla jej przyjaciółki. Ciekawa była, czy się jej spodoba.

Przyjaciółka często opowiadała, że śni się jej szuflada z paczuszką listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką, białym kamyczkiem, bukiecikiem zasuszonych fiołków i starą pożółkłą fotografią. We śnie wiedziała, że skrywają one słodką tajemnicę. Rano budziła się szczęśliwa i oczekiwała miłej niespodzianki, która po tym śnie zwykle się zdarzała.

Autor: Ewa Damentka

Księżyc wyszedł zza chmur – 32

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach…

Postać wyglądała co najmniej zaskakująco. Obserwator pewnie spodziewałby się człowieka lub zjawy. A tymczasem, po zamkowych murach dostojnie chodził bocian i uważnie rozglądał się po okolicy.

Bocian był bardzo stary i bardzo doświadczony. W swoim życiu przyniósł już wiele dzieci, które zostawiał u czekających na nie rodziców. Prawdę mówiąc, wszyscy mieszkańcy zamku i okolicznych wiosek byli jego podopiecznymi, od nowo narodzonych niemowląt po bezzębne staruszki.

Sędziwy bocian miał jedną zasadę, której trzymał się całe życie. Przynosił tylko te dzieci, które były chciane, wyczekiwane i kochane, zanim jeszcze pojawiły się na świecie. Teraz, spacerując po zamkowych murach, doglądał ich snu.

Przystanął i uważnie popatrzył na jeden z domów, leżących u podnóża zamku. Wyczuwał w nim coś niepokojącego. Chwilę nasłuchiwał uważnie i już wiedział – mężczyzna, pięćdziesiąt cztery lata, mąż, ojciec, porządny człowiek – męczył się we śnie. Bocian zrozumiał, że męczył się również w życiu. Mężczyzna ten zapomniał, że jest kochany. Zapomniał, że był wyczekiwanym dzieckiem, z miłością i radością powitanym przez swoich rodziców. Był altruistą i całe życie pomagał innym, zapominając o sobie samym. Teraz męczyły go troski, koszmary senne i poczucie samotności.

Bocian rozluźnił się i zaczął promieniować jasnym światłem – jakby zamienił się w słońce. Wysyłał mężczyźnie fale wszechogarniającej miłości i przesłanie: „Jesteś ważny. Jesteś potrzebny. Jesteś chciany i kochany. Ważne jest to, co robisz dla ludzi i świata”. I powtórnie: „Jesteś ważny – miłość cię chroni”.

Trwało to chwilę. Światło bociana zaczęło przygasać i świetlista chmura opadła na zamek i okoliczne wioski. Przesłanie dotarło do mężczyzny, którego oddech się wyrównał, a sen stał się lżejszy. Dotarło również do wszystkich pozostałych mieszkańców zamku i okolicy.

Następnej nocy stary bocian – strażnik ich snów – znowu pojawi się na zamkowych murach, tak jak to robi już od dwustu, a może nawet trzystu lat.

Autor: Ewa Damentka

Księżyc wyszedł zza chmur – 29

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach…

Kobieta cofnęła się kilka kroków i przymrużyła oczy, przyglądając się dekoracji. Jej mąż majstrował przy mechanizmie przesuwającym kukiełki. Chciał go obsługiwać za pomocą pilota.

Instalowali teatrzyk kukiełek po cichutku, żeby nie obudzić dzieci. Sprawdzili wszystkie elementy i zasłonili teatrzyk parawanem, przed którym ustawili stolik z kwiatkami. Jutro, gdy nadejdzie odpowiedni moment, odsłonią teatrzyk i opowiedzą dzieciom bajkę, zilustrowaną kukiełkami.

Żona szepnęła do męża – „Dziękuję, makieta zamku wyszła wspaniale”. „Nic takiego” – odpowiedział mąż, ale widać było, że komplement sprawił mu przyjemność.

Autor: Ewa Damentka

Roztańczona brzózka – 2

Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru.

Pewnego razu zawędrował pod nią jeż. Przyniósł ze sobą jabłko i zostawił je pod brzozą. Myślał, że się nim pożywi, ale zmienił zdanie, gdyż na łące znalazł bardzo dużo smacznych pędraków.

Jabłkiem, pozostawionym przez jeża, zainteresował się bezdomny chłopiec, który był sam na świecie, a przynajmniej tak mu się wydawało, gdy nieśmiało wyciągnął rączkę po jabłko.

Brzózka przyjaźnie szumiała i tańczyła na wietrze. Jeż jadł pędraki – spojrzał przelotnie na chłopczyka i wrócił do swego posiłku. Chłopczyk potrzymał chwilę jabłko w swoich rączkach i patrzył na nie z namysłem. Wreszcie zdecydował się – ugryzł kawałek. Nie był przygotowany na to, co zaczęło się wydarzać, gdy połknął pierwszy kęs jabłka.

Jego samotność zaczęła rozwiewać się, a razem z nią odszedł smutek i rozpacz. Chłopczyk przestał myśleć o ludziach, których utracił, choć może lepsze byłoby określenie, że przestał o nich myśleć tak jak dotąd. Zamiast rozpaczać, że ich utracił, zaczął przypominać sobie miłe chwile z nimi spędzane i poczuł wdzięczność, że ich spotkał i dane im było razem wędrować przez życie.

Wdzięczność rosła, była wszechogarniająca i przepełniała drobne ciałko chłopczyka. Razem z wdzięcznością przyszła miłość do świata, do ludzi i do siebie samego. Chwilę później chłopczyk zaczął odczuwać miłość, którą świat i inni ludzie mieli dla niego.

Przypomniały mu się twarze ludzi, którzy go lubili i cenili go. Poczuł ich życzliwość i troskę o niego. Zrozumiał, że nie jest sam i że ma dla kogo żyć. Bezwiednie odłożył jabłko na trawę i wrócił do domu.

Brzózka szumiała, a jeż znowu zainteresował się jabłkiem i przeniósł je w inne miejsce. Być może przyda się kolejnej istocie…

Autor: Ewa Damentka

Kiedyś dawno dawno temu – 48

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu rozmyślał o wspólnym życiu z żoną i pierworodnym synem. Marzył też o tym, że rodzina powiększy się i na świat przyjdą kolejne dzieci.

Los pokrzyżował te plany. Rodzina się rozdzieliła, a opieka nad synem przypadła mamie. Tata długo walczył o prawo do odwiedzin synka i do uczestniczenia w jego dorastaniu. Była żona i teściowa miały jednak inne plany.

Ojcu dziecka ciągle towarzyszy nadzieja, że to się zmieni, i że kiedyś swobodnie będzie kontaktował się z własnym synem. Może, kiedyś….

Autor: Ewa Damentka

Delikatna mgiełka – 50

Delikatna mgiełka unosiła się nad łąkami. Pierwsze promienie wschodzącego słońca łagodnie oświetlały rzekę, mgiełkę, łąki i drobniutką sylwetkę skowronka, którego poranny śpiew pieścił uszy i cieszył serca słuchaczy.

Na prastarym brzegu Wisły siedziała kobieta, która przyszła posłuchać śpiewu skowronka. Kiedyś uczyła się śpiewać i grać na różnych instrumentach. Nawet skończyła szkołę muzyczną. Jednak śpiew skowronka zawsze ją wzruszał i sądziła, że sama swoim śpiewem nigdy nie dorówna temu drobnemu wirtuozowi.

Zasłuchana, zapomniała o codziennych sprawach i całą sobą przeżywała ptasie trele. Każda komóreczka jej ciała wibrowała w rytmie śpiewu skowronka. Kobieta po raz pierwszy w życiu zapytała samą siebie, co może zrobić, by śpiew skowronka towarzyszył jej zawsze i wszędzie, bo jest bardzo piękny, a ona sama czuje się lepszą osobą, jakby było w niej więcej dobra i miłości, gdy słyszy śpiew skowronka. Gdy zadała sobie to pytanie, uświadomiła sobie, że pragnie, by ta chwila trwała wiecznie, a jednocześnie czuje żal, że jest to niemożliwe. Wtedy poruszyło się jej serce – przyjrzało się uważnie jej myślom i intencjom – i niespodziewanie zaczęło śpiewać. Skowronek to usłyszał i sam zaczął śpiewać jeszcze piękniej niż zwykle.

Kobieta poczuła, jak pieśń jej serca przeplata się z pieśnią skowronka. Jak tworzą razem symfonię, piękną i harmonijną. I tak to trwa do dziś. Jej serce ciągle śpiewa swoją pieśń, a kobieta często przychodzi, by usiąść na prastarym brzegu Wisły i posłuchać melodii, jaką jej serce śpiewa wspólnie ze skowronkiem, który daje z siebie wszystko, by dorównać pięknu pieśni kobiecego serca.

Autor: Ewa Damentka

Księżyc wyszedł zza chmur – 22

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach. Do pierwszej postaci dołączyły kolejne. Byli to miłośnicy dawnych czasów, którzy przebierali się w historyczne, własnoręcznie szyte stroje, i korzystali z różnych okazji do wspólnej zabawy.

Teraz, we współpracy z zaprzyjaźnionym muzeum, szykowali kolejną imprezę. Przy okazji zaplanowali nocną zabawę we własnym gronie. Wszyscy czekali na sygnał do do jej rozpoczęcia. W tym roku miała go dać Borówka, przebrana za średniowieczną uzdrowicielkę.

Borówka dała znak muzykom i zaczęła tańczyć w rytm ich średniowiecznej melodii. Do roztańczonej Borówki szybko dołączyły kolejne osoby. Zabawa rozkręciła się w najlepsze…

dla Magdy-Borówki napisała Ewa Damentka

Kwiat paproci rozkwitał – 38

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał czarne cienie, które otoczyły go i chciały stłamsić, zduszając jego światło. Na szczęście ich wysiłki były daremne. Światło kwiatu paproci pomału przebijało się przez czarne cienie, a przy okazji rozjaśniało ich czerń i przemieniało ją w światło. Wkrótce na polance było bardzo jasno, bo wszystkie dawne czarne cienie zamieniły się w świetliste obłoczki.

Autor: Ewa Damentka