Kwiat paproci rozkwitał – 37

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał uwagę. Trudno go było nie zauważyć. Udało się to tylko pewnemu smutnemu spacerowiczowi, który, zajęty swoimi sprawami, potknął się o paproć i poszedł w swoją stronę.

Kwiat pohuśtał się trochę po potrąceniu przez przechodnia, a po chwili znów świecił jak gwiazda i przyciągał uwagę przytomnych spacerowiczów, wędrujących po lesie w tę czerwcową, sobótkową noc.

Autor: Ewa Damentka

Księżyc wyszedł zza chmur – 19

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach. Był to piękny kot. Spacerował majestatycznie, wyciągał się, mył sobie łapki… Wyglądał jak czarna wycinanka kociej sylwetki na tle rozgwieżdżonego nieba. I tylko jego zielone oczy świeciły jak gwiazdy.

Ewa Damentka

Księżyc wyszedł zza chmur – 15

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach. Był to stróż nocny. Zajęty swoimi obowiązkami, nawet nie zauważał, że niektórzy mieszkańcy okolicznych wiosek brali go za ducha, a inni regulowali zegarki, gdy pojawiał się na zamkowych murach.

Ewa Damentka

Delikatna mgiełka – 45

Delikatna mgiełka unosiła się nad łąkami. Pierwsze promienie wschodzącego słońca łagodnie oświetlały rzekę, mgiełkę, łąki i drobniutką sylwetkę skowronka, którego poranny śpiew pieścił uszy i cieszył serca słuchaczy.

Na prastarym brzegu Wisły rozsiadło się duże miasto. Zapuściło korzenie. Rozrosło się, a jego mieszkańcy zaczęli zapominać o poezji, naturze i wyciszeniu. Byli zajęci swoimi sprawami i intensywnym tempem życia.

Na szczęście przyszła moda na poranny jogging i coraz więcej ludzi pojawia się na nadwiślańskim bulwarze, by pobiegać. Niektórzy z nich przypatrują się drugiej stronie Wisły, z połaciami łąk, których miasto nie zdążyło jeszcze wchłonąć. Biegacze widzą delikatną mgiełkę, pierwsze promienie słońca… Dochodzi ich uszu śpiew skowronka i na nowo otwierają swoje serca na piękno i poezję.

Bogatsi o to doświadczenie wracają do swoich domów, swojej pracy, swojego życia. Część z nich przestaje tak gnać i coraz częściej przychodzą tu, nad Wisłę, by w ciszy i spokoju posłuchać śpiewu skowronka.

Autor: Ewa Damentka

Była sobie łąka – 62

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka.

W małym stawie, leżącym nieopodal domku, było pełno żab. Rechotały i kumkały tak głośno, że trudno było usłyszeć własne myśli.

Kumkanie żab miało w sobie coś kojącego, mimo że początkowo drażniło nowo przybyłych. Z czasem goście przebywający w domku oswajali się z żabim jazgotem, zauważali jego niuanse oraz ożywienie w dzień i uspokajająco-kołysankowy rytm w nocy.

Mały biały domek miał nawet swoją nazwę, ale mało kto o niej pamiętał. Zarówno jego gospodarze, jak i ich goście, mówili, że wypoczywają w „Żabim Zakątku”.

Autor: Ewa Damentka

Była sobie łąka – 61

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka.

W środku krzątała się kobieta. Szykowała obiad i pomagała jej w tym dwójka dzieci. Synek rozkładał na stole talerze i sztućce. Dziewczynka rozlewała kompot do szklanek.

Matka doprawiała sałatkę z pomidorów, z dumą patrzyła na swoje dzieci i wspominała drogę, jaką razem przeszli – konieczne decyzje, konsekwencję w działaniu i wiarę w sukces.

Teraz mieli swoje własne mieszkanie w wielkim mieście i ten domek, do którego przyjeżdżali, kiedy tylko mieli ochotę. Mogli tu spokojnie odpocząć od wielkiego miasta.

Dzisiejszy obiad będzie bardzo ważny, bo za chwilę w domku zjawi się jej ciocia z wujkiem i innymi gośćmi. Szykują się ciekawe wakacje.

Autor: Ewa Damentka

Kwiat paproci rozkwitał – 32

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał ćmy, które zleciały się z całego lasu i okolicznych wiosek. Szczelnie otoczyły kwiat, tworząc kulę, która zasłoniła jego blask.

Co chwila któraś ćma przysiadała na płatkach pięknego kwiatu. Jego światło było przyjazne i ćma nie spalała się, jak przy świeczce, tylko sama zaczynała się rozjaśniać. Jej skrzydełka świeciły i migotały, jakby rozjaśniane przez tysiące iskierek. Przemiana trwała chwilę, po czym ćma ulatywała w górę i zawisała w powietrzu, oświetlając tłum ciem, otaczających kwiat paproci.

Po pewnym czasie ćmie światło było tak jasne, że obserwatorzy widzieli las wyraźnie, jakby był to dzień, a nie środek nocy. Po jeszcze dłuższym czasie do światła ciem dołączyło światło kwiatu paproci, który zaczął być widoczny – w miarę, jak coraz więcej ciem wzlatywało w powietrze, świecąc i migocąc nowymi skrzydełkami. Ćmy były bardzo cierpliwe i czekały do końca przemiany. Gdy ostatnia z nich dokonała swojej transformacji, ćmy odleciały – każda w swoją stronę, roznosząc światło i radość. Rozgrzewały serca, dawały nadzieję i oświetlały każdy zakątek lasu, okolicznych łąk, domów i całych wiosek.

A kwiat paproci dalej rozkwitał i swoim blaskiem przyciągał kolejne stworzenia.

Autor: Ewa Damentka

Kwiat paproci rozkwitał – 31

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał wszystkie stworzenia znajdujące się w pobliżu. Przyciągnął również uwagę kosmitów, którzy chcieli podbić Ziemię. Obfotografowali kwiat, zrobili jego replikę i wyhodowali kolejne kwiaty. Mieli nadzieję, że z ich pomocą zniewolą ludzi, bo będą wpływać na ich emocje i dzięki temu ludzie będą posłuszni ich woli. Na szczęście kosmici nie znali tajemnicy kwiatu…

Nie wiedzieli, że kwiat paproci odmienia serca istot, które się z nim stykają – nawet istot, których serca są zatwardziałe. Bo któż, mający czujące serce, chciałby robić z innych niewolników? Kosmici, stykający się z kwiatem paproci, zaczęli zachowywać się trochę inaczej niż zwykle. Zaczęli kochać świat i cały wszechświat – jego piękno i harmonię. Ukrywali to sami przed sobą, bo myśleli, że to jakaś przejściowa słabość. Ta cecha okazała się zaraźliwa. Zwykły kontakt, nawet telefoniczny, sprawiał, że kolejni kosmici zmieniali się. W końcu rozmiar tych zmian był tak olbrzymi, że nazwano to epidemią miłości. Zaczęto szukać jej źródła. Gdy okazało się, że był nim kwiat paproci, było już za późno na podbój Ziemi i innych rejonów kosmosu. Wirus miłości i piękna zdążył się zadomowić w sercach kosmitów – zarówno na statkach kosmicznych, jak i we wszystkich zakamarkach wszechświata – również na ich rodzimej planecie. A ona zamieniła się w drugą Ziemię. Od naszej różniła się tym, że była pełna kwiatów paproci. Rosły wszędzie i ciągle kwitły nowe, niezależnie od pory roku.

Autor: Ewa Damentka

Księżyc wyszedł zza chmur – 7

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach. Był to hologram białej damy – jeden z elementów widowiska historycznego, które w sezonie letnim uatrakcyjniało wakacje przyjezdnym turystom i stałym mieszkańcom miasteczka.

Muzealnicy, organizujący ten pokaz, dziwili się, że tak prosta sztuczka jeszcze się nie znudziła ludziom, mimo że hologram białej damy wyświetlany jest od wielu lat.

Autor: Ewa Damentka

Ciemność zgęstniała – 47

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i opamiętanie.

Mężczyzna oprzytomniał, potrząsnął głową, jakby chciał wytrząsnąć z niej resztki koszmarnego snu i rozejrzał się dookoła. Zdziwiło go to, co zobaczył. Świat był inny niż pamiętał. On sam też wyglądał inaczej. Był dużo starszy niż mu się wydawało.

Z niedowierzaniem patrzył na swoje odbicie w lustrze. Spojrzał w swoje zmęczone, udręczone oczy i zrozumiał, że to jego własne skłonności – zaciekłość, sztywność poglądów, niektóre nawyki oraz stopniowo narastające przygnębienie – stworzyły wieloletnie więzienie, z którego istnienia nie zdawał sobie sprawy.

Zaczął przyglądać się światłu. Nie wiedział, skąd przyszło, ale to mu nie przeszkadzało. Widział, jak światło potężniało i rosło, mimo że ciemność próbowała mu przeszkodzić. Światło zwyciężało i zdobywało coraz więcej przestrzeni. Przeganiało ciemność z jego myśli, jego serca i jego życia.

Mężczyzna obiecał sobie, że będzie to światło pielęgnował i zrobi co może, by odtąd światło zawsze było obecne w jego życiu. Sam siebie postawił na straży, by pilnować się przed wejściem w stare, szkodliwe nawyki. Również sam siebie zaczął motywować do wypracowywania nowych przekonań i nowych działań – a w konsekwencji nowych, zdrowych nawyków.

Dzięki światłu odzyskał siebie samego, odzyskał też nadzieję, poczucie sensu życia, możliwość zdrowego korzystania ze swojego umysłu oraz możliwość wpływania na własne życie. Powiedział sam sobie, że przecież życie ma tylko jedno, więc właśnie dlatego chce przeżyć je najlepiej, jak się da. Wziął się za siebie i zaczął żyć od nowa. Stwarzał warunki swojego nowego życia i jednocześnie na nowo budował siebie samego.

Tymczasem światło dalej rosło, dawało mu siłę, motywację do działania, radość życia i zaczęło napawać otuchą również ludzi w otoczeniu wyzwolonego przez siebie mężczyzny.

dla Andrzeja napisała Ewa Damentka