Przez kawiarniane okno – 31

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich… po założeniu czarodziejskich okularów, dotrzeć można było iskierkę – czerwono-żółtą – maleńką, błyskającą i znikającą. Przeskakiwała od ramienia do ramienia. Potem do dłoni i do czubka butów. Z czubków butów błyskawicznie odbijała się w pionie – wprost do kapeluszy i ramion, po czym, jak bumerang wracała na dłonie przechodniów. I opadała na chodnik. Czasem dostawała się to teczek i torebek, znikając na moment w ich wnętrzach. Ci mali przechodnie mogli ją nawet wyczuć, bo nieraz już odnajdywały się w ich tornistrach dawno zagubione ulubione drobiazgi.

Autor: Ewa Majewska

Mała ławeczka – 3

Mała ławeczka stała w parku od bardzo dawna. Płacząca wierzba, pod którą ją postawiono, zdążyła urosnąć i teraz jej gałęzie chroniły ławeczkę przed ciekawskimi spojrzeniami spacerowiczów.

Bardzo często siadali na niej zakochani mali uciekinierzy z pobliskiej szkoły – w ramach wiosennych wagarów. Wierzba pokryta wówczas była świeżą zieloną mgiełką – pachniała ziemia, a obok przechadzał się, wydając co jakiś czas donośny odgłos, łazienkowy paw.

Ciekawe, czy wy też znacie podobną wierzbę lub tę, która rośnie w warszawskich Łazienkach?

Jak nie znacie – koniecznie poszukajcie – nawet jak nie jesteście zakochani, a wasz czas wagarów minął bezpowrotnie…

Autor: Ewa Majewska

Na dnie szuflady – 51

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia. Mimo nawet długiego wpatrywania się w nią – nic nie dało się już na niej zobaczyć. Kiepski film, wywoływacz albo fotograf… Można było snuć domysły. Sądząc po pozostałych przedmiotach, zdjęcie to mogło się łączyć z historią miłości spełnionej lub nieszczęśliwej… Albo z zupełnie inną – nieoczywistą i trudniejszą do wymyślenia…

Autor: Ewa Majewska

Delikatna mgiełka – 44

Delikatna mgiełka unosiła się nad łąkami. Pierwsze promienie wschodzącego słońca łagodnie oświetlały rzekę, mgiełkę, łąki i drobniutką sylwetkę skowronka, którego poranny śpiew pieścił uszy i cieszył serca słuchaczy.

Na prastarym brzegu Wisły, między konarami wielkich starych drzew i wśród szuwarów – jak każdego roku ptaki zakładały gniazda i wysiadywały je oczekując potomstwa. Gdy tylko wykluły się z gniazd, ich śpiew i świergot wtórowały głosom skowronka, ożywiając okolicę. W tym ptasim hałasie na prastarym brzegu Wisły panowała harmonia i spontaniczna radość, które miały cechę niewyczerpywalności.

Autor: Ewa Majewska

Przez kawiarniane okno – 22

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich pewien roztargniony pisarz ze stertą papierów pod pachą. Właśnie uciekał przed deszczem, bo jak zwykle zapomniał parasola i w popłochu szukał suchego miejsca do schronienia. Jego wzrok zatrzymał się na oknie kawiarni. Wszedł do niej przez drzwi, otrzepał włosy i ubranie z deszczu – i z rozmachem usiadł przy stoliku, odetchnąwszy głęboko. Lekko zmoczone papiery, z zapiskami robionymi ołówkiem, rozłożył obok siebie. Zamówił mocną kawę i… zatonął w swoich rozmyślaniach.

Autor: Ewa Majewska

Wiosenny las – 41

Wiosenny las przyciągał spacerowiczów delikatną zielenią drzew, świeżą młodziutką trawą i orzeźwiającym zapachem. Aż chciało się wziąć głębszy oddech…

Leśną dróżką szedł młody mężczyzna i gwizdał sobie cicho z zadowolenia. Właśnie szedł wypróbować swojego nowego drona i z lotu ptaka porobić zdjęcia do wiosennej galerii…

Autor: Ewa Majewska

Mała śnieżynka – 37

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr… A było ich tak dużo, że zabieliły cały świat. Nawet takie dalekie miejsca na ziemi, które nigdy nie gościły w swoich stronach białych śnieżynek.

Jednym przysporzyły dużo radości, innym kłopotów, jeszcze inni byli przerażeni, bo zupełnie nie wiedzieli, jak poruszać się w nowej rzeczywistości… Co mądrzejsi zasięgnęli rad, a następnie sprowadzili niezbędne sprzęty, buty, rękawiczki i udostępnili je sąsiadom. Ci odpłacali im z wdzięcznością, czym tylko mogli. Nie byli już więcej przerażeni ani smutni.

Autor: Ewa Majewska

Mała śnieżynka – 36

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr… Mała śnieżynka zazdrościła innym, że są takie duże i dorodne. Bardzo chciała im dorównać i być taką jak one. Tymczasem trafiła na trawnik, na którym bawiły się dzieci. Poczuła, że coś nią szybko obraca i obraca, aż obroty te zaczęły robić się coraz rzadsze i zupełnie ustały. Ze zdziwieniem spostrzegła, że nie jest już małą śnieżynką, ale częścią wielkiej kuli od śniegowego bałwana.

Autor: Ewa Majewska

Mała śnieżynka – 35

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr…

Śnieżynka powoli opadła na dół, aż zatrzymała się na wielkiej gałęzi starego kasztanowca. Choć konary miał zmarznięte, mogła się wtulić w jego chropowate zakamarki. Zapadła powoli w błogi sen – tulona szumem i kołysaniem. Nazajutrz obudziła się jako kropelka wewnątrz korzeni starego drzewa i popłynęła w górę, wraz z innymi kropelkami życiodajnych soków.

Autor: Ewa Majewska

Mała śnieżynka – 34

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr…

Wiatr ucichł na chwilę, a śnieżynka opadła na płaszcz przechodnia. Uczepiwszy się go mocno, nastroszyła wszystkie części swoich płatków, bo bardzo chciała zobaczyć, co kryje się wewnątrz wielkich gmachów, do których śnieżynki nie docierają. One co najwyżej oglądają ziemię, a potem roztapiają się w kałużach, na chodnikach lub na ziemi. Teraz trafiła się okazja…

Wytężyła więc wszystkie siły i czekała, drżąc ze strachu, że spadnie i rozpuści się w najbliższej kałuży. Nie spadła i nie rozpuściła się. Przed właścicielem płaszcza rozsunęły się drzwi, otwierane przez automatycznego pilota i śnieżynka znalazła się wreszcie wewnątrz gmachu – w wielkiej chłodni, gdzie było mnóstwo innych śnieżynek, otulających ogromne zapasy mrożonek. Rozpoczęła nowe życie.

Autor: Ewa Majewska