Przez kawiarniane okno – 19

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich dostrzegłam jedną fajną babkę. Szła uśmiechnięta, w słomkowym kapeluszu na głowie, nucąc jakąś wesołą melodię. Jej krok był pewny, dziarski i zdecydowany. Szła, trzymając się za ręce z wysokim, uśmiechniętym mężczyzną, który powtarzał jej czule: „jesteś cudowna”. Cała sytuacja nie byłaby wcale jakaś osobliwa, gdyby nie fakt, że oboje mieli na plecach plecaki, z których wystawały cztery wesołe, dziecinne główki – po dwie z każdego plecaka. Od czasu do czasu zamieniali się plecakami, wywołując przy tym radość i pisk dzieci. W pewnym momencie doszli do plaży, którą widać było z kawiarnianego okna. „Trzeba nabrać sił przed dalszą podróżą” – stwierdzili oboje. Fajna babka przekazała swój plecak mężowi, a sama rozpoczęła taniec na plaży.

– Twoje cudowne ruchy uspokajają nie tylko Ciebie, ale i mnie. Mógłbym tak patrzeć bez końca – powiedział mąż.

– I my też – krzyknęły radośnie dzieci.

Autor: Hania

Mała śnieżynka – 18

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr. Wśród nich pojawiały się wory, wypełnione obleśnym robactwem, które z plaskiem spadały w kałuże i znikały w nieznanych otchłaniach. Szybko miejsca po nich wypełniały się srebrzystymi płatkami. Atmosfera wokół robiła się jeszcze bardziej przejrzysta, a w tle, za spadającymi śnieżynkami, widać było świetliste słońce.

Tak właśnie Radość zaczynała wypełniać świat. Worów z robakami nikt nie rzucał, same wypadały z wnętrza ludzi, pragnących Światła.

A wtedy ludzkie serca cieszyły się dziecięcą radością i wypełniały się spokojem.

Autor: Hania

Kobieta leniwie przeciągnęła się – 22

Kobieta leniwie przeciągnęła się w łóżku, była rozmarzona. Przed chwilą wybudziła się z pięknego snu. Była na balu, wokół niej pełno było ładnie ubranych ludzi, słyszała gwar przyciszonych rozmów i muzykantów szykujących swoje instrumenty. Nagle zapadła pełna oczekiwania cisza. Na salę wszedł król, a wszyscy ukłonili się i z szacunkiem pochylili głowy. „Witajcie” – rozległ się głęboki, dźwięczny królewski głos. Ludzie wyprostowali się i podnieśli głowy. Ona również to zrobiła. Spojrzała na króla i zobaczyła pięknego, dobrze zbudowanego mężczyznę z orlim nosem, silnego i mądrego, doświadczonego, z bagażem dobrze przeżytych zdarzeń, mądrego życiowo. Zobaczyła go, bo chciała go zobaczyć, choć wie, że tacy nie istnieją. To nie było ważne. „Poloneza czas zacząć” – powiedział król. Zerwała się więc z łóżka i nieważny był jej zupełnie niebalowy strój. Wiedziała, że to nie chodzi o taniec taneczny, o jakim myślą ludzie, lecz o Życie. „Trzeba żyć” – pomyślała i radośnie rozpoczęła nowy dzień.

Autor: Hania