Nitki babiego lata – 36

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią, napływającą znad pobliskiej rzeczki. A nad rzeczką siedziała kaczka, znaczy się, wypoczywał tu król. Kaczuszki też były i na nie patrzył przybyły, jak pływają za sobą, kwaczą szczęśliwe i taplają się w wodzie. Król usiadł na trawie, by wygodniej było mu patrzeć na rzekę i kwiaty. To były kaczki i król, czy może był on, czyli król i kaczki? Nikogo innego nie było widać wokoło, bo tak sobie zażyczył. I teraz król się nudził, i czuł zmęczenie, i zasnął. Trawa była miękka i pachnąca, ale jak się obudził, to wszystko go dziwnie swędziało, tak go obgryzły jakieś robale. To był król, kaczki i niewątpliwie robale, a być może wszystko wokoło żyło, to też było i kto tu był ważniejszy?

Tu król popatrzył na to miejsce i postanowił wybudować w tej naturze altanę z wygodnymi miejscami do leżenia, uprawiania seksu i spożywania posiłków. Potem pomyślał, że przydałoby się jeszcze miejsce na orkiestrę, miejsce dla jego chartów, i…

Autor: Janusz Nitkiewicz

Księżyc wyszedł zza chmur – 23

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach. Duch, nie było wątpliwości.

Duch był tu, w tym zamku, na pewno. Widziało go wielu, wszyscy, którzy tu przybywali. Duch przechadzał się po krużgankach, po murach, zapalał światła w salach lub gasił nagle światło. A gdy był teraz na murach, co chwilę przystawał i patrzył się gdzieś długo w dal, czy zadzierał głowę do góry. Świetnie go było widać na tle nocy, ducha tego zamku, gdyż oświetlało go akurat lekkie intymne światło, idące z blasku księżyca i jakby z samych murów zamku. To był prawdziwy duch, nie było dwóch zdań i żadnej dyskusji. Duch.

Ludzie walili do zamku i koniecznie chcieli skorzystać na kontakcie z tym duchem. Notabene w zamku była świetna knajpka, w której można było zjeść bardzo dobre potrawy w przystępnej cenie, nie śpiesząc się z konsumpcją i cieszyć się czystym powietrzem. Można było też wynająć pokój w zamku, gdyż zamek udostępniał pomieszczenia gościom, a do tego wynajmowano tu rowery i rozdawano mapki z zaznaczonymi miejscowymi atrakcjami i trasami spacerów. A wieczorem można było porozmawiać ze współobecnymi na jakieś błahe, czyli najważniejsze tematy, pijąc lampkę wina i nigdzie się nie śpiesząc. Zyskiwały na tym głównie dzieci, wieczorem mogły się wyspać, by w dzień spędzać czynnie czas z rodzicami. Czasem w nocy robiono festyny, czy organizowano ucztę u księżniczki i wszyscy byli wtedy dziwnie ubrani, często w przez siebie przygotowane stroje i duch też był wtedy obecny. Duch był wszędzie. Pobliskie gospodarstwa oferowały swoje usługi i też tam pojawiał się duch, ten duch.

Wynajmowano dorożki, oferowano hipoterapię z koniem od wozu, naukę jazdy konnej, świeże mleko, wędzone ryby i sery. Wszystko doskonałe na piknik. Organizowano ogniska z napadem zbójników mieszkających pod zamkiem, a ostatnio duch zamku urósł na obrzeżach zamczyska i zorganizowano tu konkurencyjne noclegi na polu namiotowym dla biedniejszych klientów i powstała w pobliżu wiejska karczma; to wszystko przyciągało ludzi. Znaczy, ten duch przyciągał ludzi.

Duch ożywiał ten zamek, remontował go, organizował życie w zamku i ten duch tu mieszkał. Niewątpliwie był tu obecny. I każdy, kto tu przybywał, chciał coś uszczknąć temu duchowi, dla siebie, a czym więcej brał dla siebie, tym duch zyskiwał i stawał się większy, i więcej mówiono o obecności ducha i to w różny sposób. Mówiono w opowieściach po zakończonym wypoczynku, mówiono o tym w tonie głosu, który był szczęśliwy i w błyskach w oczach, czy w zwykłym spokoju, spokoju symbolizującym szczęście. Przybywało więcej turystów i powracali ci, którzy tu już byli, z niepokojem czy duch jeszcze jest, czy ceny są nadal tak przystępne i zaczęto pisać o okolicy artykuły w gazetach. Nic innego, ale była to tylko, wiadomo, zasługa ducha zamku.

A teraz przechadzał się po murach zamkowych z kieliszkiem w ręku i zadzierając głowę ku górze, patrzył na miliony gwiazd. Czuł spokój, chłodne i czyste powietrze i czekał na Hermenegildę, znaczy na drugiego ducha, który na niego działał swoim duchem.

Autor: Janusz Nitkiewicz

Kobieta leniwie przeciągnęła się – 31

Kobieta leniwie przeciągnęła się w łóżku, była rozmarzona. Przed chwilą wybudziła się z pięknego snu. Była na balu, wokół niej pełno było ładnie ubranych ludzi, słyszała gwar przyciszonych rozmów i muzykantów szykujących swoje instrumenty. Nagle zapadła pełna oczekiwania cisza. Na salę wszedł król, a wszyscy ukłonili się i z szacunkiem pochylili głowy. „Witajcie” – rozległ się głęboki, dźwięczny królewski głos. Ludzie wyprostowali się i podnieśli głowy. Ona również to zrobiła. Spojrzała na króla i zobaczyła, że Król rozejrzał się po sali, wydawało się, że popatrzył na nią dłużej i faktycznie, tak było. Podszedł do niej i spojrzał jej w oczy. Nic nie mówiąc, podał jej swoją dłoń, silną męską, a gdy jej malutka rączka ubrana w białą jedwabną rękawiczkę znalazła się w tej cudownej dłoni, poruszyła się ona. Prowadził ją w stronę dostojników i tronu.

Kobieta ponownie, leniwie przeciągnęła się w łóżku z odczuwalną wielką przyjemnością, przeczesała przetłuszczone włosy zadbaną dłonią z pomalowanymi na czarno paznokciami i powiedziała rozmarzona – „K..a, ale fajnie było w tym śnie i byłam tam cała ja, jak żywa”.

Autor: Janusz Nitkiewicz

Gromadka dzieci – 40

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki. Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o dziadku. Był on wyjątkowy i życie miał magiczne. Geniusz prawie i ostoja działania.

To nie była prawda. Dziadek miał swoje wady i nie wysadził pociągu, nie wywiesił flagi na kolumnie, ale jeśli by mówić o nim i nie kłamać, to zalet też miał trochę, może nawet więcej niż trochę.

To, co opowiadała dzieciom, to nie było więc nic prawdziwego o dziadku, ale babcia tęskniła za nim. A akurat był listopad. Pierwszy listopada. Pierwsze godziny tego dnia i dzieci powinny już dawno iść spać. Zakończyła opowieść o wspaniałym człowieku, ich przodku i wygoniła ich do łóżek. Nie chciały zasnąć, ale babcia je utuliła i sama poszła spać, potem… nie mogła zasnąć.

Dziadek wprawdzie nie wysadził pociągu w czasie wojny, nie wywiesił flagi Solidarności na kolumnie Zygmunta, ale nie był sadystą, a wprost przeciwnie i to było piękne. Miał empatię, pamiętał zawsze o jej urodzinach, a gdy nie pamiętał, to było widać, że jest mu wstyd i potem organizował coś zastępczego. Niby, ot tak, ale ona wiedziała. Babcia wspominała tamte dni, jak było fajnie i jak dziadek był wyjątkowy i zasnęła, ale zasnęła taka jakaś smutna, samotna.

Autor: Janusz Nitkiewicz