Była malutka – 4

Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć wydawało się jej, że robi to bardzo nerwowo. Zapomniała, że jest profesorem i że ma już kilkadziesiąt lat.

Stała za mównicą. Za chwilę miała wygłosić referat do ludzi, zebranych w olbrzymiej auli. Było ich bardzo dużo. Nogi się pod nią ugięły. Dobrze, że mogła przytrzymać się mównicy.

Rozpoczęła wykład. Wydawało się jej, że mówiła dygoczącym, piskliwym głosikiem, że szczękała zębami i dygotała na całym ciele. „A miałam robić dobre wrażenie” – pomyślała.

Gdy skończyła mówić, zapadła głucha cisza. „No to wpadłam” – myślała nerwowo, ale nie mogła się odezwać – nie potrafiła wydobyć z siebie głosu. Patrzyła na wskazówki zegara, który wisiał na wprost niej. Pięć, dziesięć, piętnaście, dwadzieścia minut… Nagle ludzie ocknęli się i zaczęli bić brawo. Głośno, rytmicznie. Klaskali i wiwatowali. Trwało to bardzo długo…

Zdziwiona przyjmowała gratulacje od zebranych. Zgodnie twierdzili, że ujęła słuchaczy swoim ciepłym, spokojnym głosem oraz spokojem, jaki emanował z całej jej postaci. Kilka osób powiedziało, że jej referat był jedynym, wysłuchanym przez wszystkich obecnych,. W czasie jej mowy nikt nie wyszedł z auli, ani nikt nie odebrał telefonu. Każdy patrzył i słuchał uważnie, jakby to co mówiła, było najważniejsze na świecie.

Autor: Jęczydusza

Roztańczona brzózka – 25

Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru.

Pewnego razu przywędrowała do niej pewna zmęczona życiem Istota. Nie wiadomo, ile miała lat. Sama już tego nie pamiętała. Wiedziała tylko, że od dawna towarzyszy jej zmęczenie, które z każdym rokiem robi się coraz cięższe. Marzyła, żeby odpocząć, położyć się lub choćby usiąść i już nie wstawać.

Istota usiadła na skraju polany, oparła się plecami o pień wielkiej sosny i zamknęła oczy. Zasnęła. Tymczasem brzózka tańczyła, prosząc ziemię, strumień płynący nieopodal, wiatr, trawy, drzewa i zwierzęta, żeby podzieliły się swoją życzliwością z tą biedną, zmęczoną Istotą. Sama dzieliła się z nią swoją siłą życiową, optymizmem i życzliwością.

Po pewnym czasie Istota otworzyła oczy. Dalej siedziała, oparta o drzewo, bo nie chciało się jej ruszać. Nadal była bardzo zmęczona. Rozejrzała się dookoła i jej uwagę przyciągnęła roztańczona brzózka. Istota zauważyła, że brzózka jest prześliczna i zaczęła podziwiać piękno jej postaci oraz delikatność gałązek i listków, które wdzięcznie poruszały się na wietrze.

Podziwiając brzózkę, Istota zapomniała o całym świecie – również o swoich kłopotach. Ten moment wykorzystały drzewa, krzewy, trawy, zwierzęta, strumień, ziemia i wiatr – wszyscy, których brzózka prosiła o wsparcie, zaczęli pomagać zmęczonej Istocie. Ona nawet tego nie zauważyła, bo nadal zajęta była podziwianiem brzózki. Pomoc wpływała kropelka po kropelce. Nie wiadomo, jak długo to trwało, ale po pewnym czasie Istota zupełnie oprzytomniała i uświadomiła sobie, że ma dom, rodzinę, siebie i swoje życie. Że jest młodą osobą, która chce dobrze żyć i ma do tego prawo. Uśmiechnęła się do brzózki, wstała i wróciła do domu, a las dalej żył swoim życiem i wszyscy zajęli się zwykłymi, codziennymi sprawami.

Roztańczona brzózka podziękowała swoim pomocnikom, a jej gałązki oraz listki dalej szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru.

Autor: Jęczydusza