Duży stół wystawiono – 17

Duży stół wystawiono na środek pokoju i nakryto białym obrusem. Położono na nim talerze, sztućce, szklaneczki i potrawy wigilijne w pięknych salaterkach. Na stole było więcej talerzy niż zwykle. Przyszykowano bowiem dodatkowe nakrycie – dla niespodziewanego gościa, który może przyjść.

Mały chłopczyk podejrzliwie spoglądał na ten talerz i na półmiski. Tata, chcąc uspokoić synka, powiedział:

– Nie martw się. Starczy dla wszystkich. Dla gości również.

Mały zmarszczył brwi i zapytał z wahaniem:

– Będę musiał dzielić się swoimi zabawkami?

Dorośli starali się powstrzymać śmiech, co im się nie bardzo udawało. Dziadek popatrzył na nich surowo i uspokajająco powiedział do wnuka:

– To nie będzie potrzebne. Myślę, że niespodziewany gość może być bardziej zajęty rozmową z nami, dorosłymi, niż z tobą.

W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Gdy gospodarze otworzyli je, zobaczyli małą dziewczynkę. Z zaskoczenia nie potrafili nic powiedzieć. Patrzyli na nią, a ona patrzyła na nich. Mały chłopczyk spoglądał na nią coraz bardziej zły, bo był przekonany, że teraz na pewno będzie musiał się z nią dzielić swoimi zabawkami.

– Poznajcie moją pomocnicę – odezwał się męski głos i oczom zebranych ukazał się potężnym mężczyzna z siwą brodą i w czerwonym kubraku.

– To jest Śnieżynka, a ja jestem Świętym Mikołajem. Rozdajemy prezenty dla grzecznych dzieci. Jest tu takie dziecko?

– Oczywiście – odpowiedział dziadek i otworzył szerzej drzwi.

– Dziękujemy za zaproszenie, ale musimy iść dalej – powiedział Mikołaj i z wielkiego worka wyjął zawiniątko, które wręczył dziadkowi.

– To dla waszego grzecznego dziecka. Niech przyniesie radość jemu i tym, z którymi będzie się tą zabawką dzielił.

Odszedł razem z dziewczynką. Drzwi zamknięto i wszyscy wrócili do stołu. Mały chłopiec też. Teraz nie był zmartwiony, tylko z ciekawością patrzył na małe zawiniątko, które dziadek położył pod choinką.

Autor: Jenczy

Lekkie krople deszczu – 52

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było dwie postacie rozmawiające w parkowej alejce. Jedna z nich mocno gestykulowała, krzyczała, a nawet tupała. Druga postać stała nieporuszona i spokojnie przyglądała się pierwszej. Trwało to dłuższą chwilę. Krzyki trochę ucichły i gwałtowne gesty też straciły na zamaszystości.

Druga postać, patrząc pierwszej prosto w oczy, powiedziała:

– Żegnaj. Już cię nie potrzebuję. Spełniłaś swoje zadanie.

– Ale jestem ci potrzebna!

– Już nie.

– Pozwól mi sobie pomóc.

– Twoja pomoc teraz przynosi mi więcej kłopotów niż korzyści. Coraz więcej kłopotów…

– Jestem z tobą większość twojego życia…

– Dlatego, jeśli teraz odejdziesz, zachowam w sercu wdzięczność dla ciebie.

– A jeśli nie zechcę?

– Nie dajesz mi wyboru

– Więc zostanę.

– Nie uda ci się.

– Grozisz mi? To wojna!

– Nie. Już nie chcę walczyć.

– Ale potrzeba…

– Nie potrzeba.

– Przecież jestem twoją…

– … Złością, nienawiścią do świata i innych ludzi.

– Daję ci napęd. Wiesz, że jestem ci potrzebna.

– Już w ciebie nie wierzę. Nie wierzę, że złością i nienawiścią można cokolwiek zbudować. To prowadzi tylko do wojny i cierpienia, a ja wolę pokój.

– A gdzie go znajdziesz? – zapytała drwiąco pierwsza postać.

– Już znalazłam. W swoim sercu. Wystarczyło, że ciebie stamtąd usunęłam.

– Ale…

– Przykro mi. Już w ciebie nie wierzę.

– Ale…

– Żegnaj. Już cię nie potrzebuję. Nie wierzę w ciebie. Nie wierzę również w twoje istnienie. Po prostu już ciebie nie ma. Byłaś tylko złudzeniem. Nie istniejesz!

Pierwsza postać zaczęła się trząść i kurczyć. Znowu krzyczała, ale coraz ciszej. Druga postać stała nieruchomo i spokojnie patrzyła, jak pierwsza postać szarzeje, kurczy się, zanika i rozpuszcza w kroplach deszczu. Gdy rozpuściła się zupełnie, druga postać wróciła do swojego mieszkania, w którym krople deszczu nadal stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie, a przez lekko zamglone okno widać było park.

„Jak tu spokojnie” – pomyślała kobieta, zdziwiona trochę, że wystarczyło zrezygnować z własnej złości, by docenić piękno codziennych widoków. Zrobiła sobie herbatę. Usiadła przy oknie i popijając małymi łyczkami ciepły płyn, zaczęła kontemplować widok zamglonego, deszczowego parku.

Autor: Jenczy

Duży stół wystawiono – 8

Duży stół wystawiono na środek pokoju i nakryto białym obrusem. Położono na nim talerze, sztućce, szklaneczki i potrawy wigilijne w pięknych salaterkach. Na stole było więcej talerzy niż zwykle. Przyszykowano bowiem dodatkowe nakrycie – dla niespodziewanego gościa, który raczej się nie zjawi.

Stary mężczyzna usiadł sam przy wigilijnym stole. Przygotował na nim cztery dodatkowe nakrycia. Jedno dla zmarłej żony, trzy dla dzieci, które rozjechały się po całym świecie. „Kochanie, wszystkiego najlepszego w niebie” – powiedział do jednego z talerzy. Popatrzył na pozostałe i powiedział – „A wam, kochani, życzę szczęścia, gdziekolwiek jesteście”.

Zjadł kolację, posłuchał kolęd. Potem poszedł na Pasterkę, by pobyć razem z ludźmi w tę świąteczną noc.

Autor: Jenczy

Kustosz z zainteresowaniem – 27

Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.

Otworzył ją i zobaczył, że w środku jest pamiętnik. Kilka grubych brulionów, ponumerowanych i opatrzonych wspólnym tytułem: „Moja walka i moje zwycięstwa”. Do pamiętnika dołączono list, o niezwykłej treści:

Być może zdziwią się Państwo, że do Waszego Muzeum Martyrologii pamiętnik przesyła osoba, która nigdy nie była wywieziona na Sybir, ani internowana w czasie stanu wojennego. Nie brała udziału w walkach wojennych, powstaniach, misjach wojskowych. Osoba, która nie doświadczyła represji i prześladowań wojennych i powojennych. Te dotknęły moją rodzinę – dziadków, ich rodzeństwo oraz moich rodziców, którzy byli wtedy małymi dziećmi.

Okazało się jednak, że ja, żyjąc w dobrych warunkach – najlepszych, jakie mogli zapewnić mi rodzice i dziadkowie – przesiąknąłem ich poglądami, nawykami i obawami. Bezwiednie przyswoiłem sobie też obawy i programowanie społeczne – w szkole, na podwórku, oglądając telewizję, słuchając radia i rozmów sąsiadów, o prasie już nie wspominając.

Nauczyłem się, że wypada mieć kłopoty, mało zarabiać i ubierać się gorzej, niż mnie na to stać. Że wypada narzekać i mieć za złe.

Jednak, kiedy dorastałem, zmieniał się również świat i gdy stałem się dorosły – wypadało już być dobrze ubranym i jeździć dobrym samochodem. Postanowiłem zostać przedsiębiorcą, ale interesy szły mi kiepsko. Po pewnym czasie zrozumiałem, że przeszkodą są moje nawyki i sposób myślenia. Podjąłem więc pracę nad sobą – z różnymi efektami. Prawdziwą zmianę uzyskałem dopiero wtedy, gdy zrozumiałem, że to nie jest zwykła praca, tylko walka o siebie, o swoje lepsze jutro i pojutrze. Gdy zrozumiałem, że to walka, odzyskałem swoją zaradność i siłę, a wraz z nimi również przemyślenia, rozpoznanie, planowanie, taktykę, wytrwałość i miłość.

Zmieniłem siebie. Moja walka o mnie już jest zakończona. Teraz podtrzymuję i rozwijam stan pokoju i spokoju. Przysyłam do Państwa mój pamiętnik, bo być może przyda się komuś. Listu i pamiętnika nie podpisuję, bo myślę, że jestem typowym reprezentantem mojego pokolenia. Taki list i taki pamiętnik mogłoby napisać wiele, wiele osób.

Pozdrawiam i życzę powodzenia w waszych walkach. Życzę Wam, żebyście zawsze zwyciężali w walce o siebie samych.

Trochę zdziwiony kustosz usiadł wygodnie i zaczął przeglądać ten dziwny pamiętnik…

Autor: Jenczy

Ciemność zgęstniała – 52

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i wielki ryk. Ryk zawiedzionej nadziei. Ryk rozpaczy…

Ludzie, uwięzieni w jaskini, skulili się i obserwowali, co będzie dalej. Skuli się ze strachu, chociaż powód ich strachu właśnie znikał. Skulili się, bo przyzwyczaili się bać. Potwór uwięził ich dawno temu. Początkowo łudzili się, że się wyzwolą, potem, że Potwór ich uwolni. Na końcu mieli nadzieję, że przynajmniej uda się im zrobić coś sensownego – zająć czymś serca i umysły. Wszystko na próżno. Gdy Potwór zorientował się, że chcą być przydatni – zabronił im pracować i zajmować się czymkolwiek. Ciągle ich obserwował i mieli wrażenie, że cieszyła go ich bezsilność. A może bardziej cieszyło go, że miał nad nimi władzę i mógł z nimi robić, co chciał, zabierając im wolność osobistą, wolność wyboru… Narzucając swój sposób myślenia i karząc każdego, komu nie udało się ukryć, że myśli inaczej…

Z nadzieją i niedowierzaniem patrzyli, jak Potwór ryczy i miota się. Wydawał się niezwyciężony, a teraz, na ich oczach, pokonało go światło – mała iskierka nadziei, która dostała się do ciemnych lochów i wlała się w serca więźniów, tworząc kolejne iskierki nadziei. Były one malutkie, ale jednocześnie tak silne, że mury więzienia zaczęły się kruszyć.

Ryczał wściekły i zawiedziony, bo światło zwyciężało. Rozjaśniało już wszystkie zakamarki dawnego więzienia. Co gorsza, ukazało również jego prawdziwą postać. Jego potężną sylwetkę, jego brzydotę, zmierzwione włosy i przerażone spojrzenie. Więźniowie widzieli go i jednocześnie widzieli siebie nawzajem. Nie mogli nie zauważyć własnej siły, determinacji i własnej godności, którą Potwór deptał, ale nie udało mu się jej zniszczyć.

Jeden z więźniów poszedł do Potwora, pogłaskał go po ramieniu i powiedział: „Chciałem się pożegnać. Odchodzę”. Potwór ryknął jeszcze głośniej. Więzień odczekał chwilę i spokojnie dodał: „Przykro mi, już nie wierzę w ciebie i twoje więzienie. Wracam do domu”. I wyszedł z jaskini. Po prostu wyszedł.

Pozostali więźniowie odczekali chwilę, bojąc się Potwora. Jednak, zobaczyli, że ten tylko ryczał i miotał się. Nie stało się najgorsze. Śmiałek nie został ukarany, ani zatrzymany – spokojnie szedł do domu. Widzieli jego oddalającą się sylwetkę i stopniowo sami nabierali odwagi.

Poszli jego śladem. Wychodzili z więziennej jaskini stopniowo. Niektórzy oglądali się za siebie przerażeni, że Potwór ich złapie i ponownie uwięzi. Tak się nie stało. Rozzłoszczony, bezsilny, ryczący Potwór został sam w rozpadającym się więzieniu, skąpany światłem, które rosło z każdą sekundą.

Autor: Jenczy

W dolinie – 10

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, pewna kobieta siedziała zamyślona. Znieruchomiała w fotelu, gdy uświadomiła sobie, że ma dużo więcej powodów do wdzięczności i świętowania, niż jej się dotąd wydawało.

Obejrzała wieczorem wiadomości telewizyjne i, jak zwykle, spadł na nią zalew drastycznych zdjęć katastrof oraz morderstw czynionych w imię wyższych wartości. Pomyślała, że coraz ciężej jest na tym świecie. Przygarbiła się i zaczęła przygasać.

Wtem stało się coś niespodziewanego. Zobaczyła nowy obraz – jakby ktoś wyświetlał w jej pokoju zupełnie inne wiadomości telewizyjne. Zobaczyła mapę świata z zaznaczonymi punktami i obszarami, gdzie toczy się wojna. Oznaczono również obszary, gdzie wojny nie ma.

Zobaczyła też statystyki – ile ludzi wychodzi z domów rano i wraca wieczorem. Ile samolotów startuje, a ile ląduje, dowożąc pasażerów całych i zdrowych na miejsce.

Na ekranie wyświetlił się pasek z informacją, że my, ludzie, z jakiegoś powodu zniekształcamy prawdę i pokazujemy rzeczy najstraszniejsze. Dalej informacja głosiła, że nauczyliśmy się czynić zły użytek z naszej wyobraźni, bo zamiast myśleć, co zrobić, żeby pomóc tym, którzy są w kłopocie – myślimy, że jesteśmy bezradni i snujemy katastroficzne wizje wydarzeń.

Druga wiadomość adresowana była do kobiety – „A ty? Co robisz z tymi strasznymi informacjami ze świata? Pozwalasz, żeby cię przygniatały. Pomyśl, jakie masz szczęście, że żyjesz w spokojnym miejscu, spokojnym czasie, spokojnym kraju. Pamiętaj o tym i zacznij żyć na nowo! Jak będzie wyglądał twój dzień, gdy będziesz o tym pamiętać rano, po przebudzeniu się, i wieczorem, przed zaśnięciem”?

Wizja była zaskakująca i silna. Kobieta zamyśliła się nad swoim dotychczasowym życiem i nad tym, że dotąd wiele jej problemów nie było prawdziwymi problemami, tylko wymyślonymi.

Było dla niej oczywiste, że zastosuje się do rady, którą przeczytała przed chwilą. Obiecała sobie, że odtąd w codziennych modlitwach będzie dziękować Bogu za życie, zdrowie, pokój i bezpieczeństwo oraz będzie prosić o wskazówki, co może zrobić, żeby żyć jak najlepiej, z pożytkiem dla siebie i innych ludzi.

Zastanowiła się, co zmieni w swoim życiu? Uznała, że zacznie od sposobu myślenia. Zadała sobie pytanie: „Co to znaczy, zmienić sposób myślenia”?

Zaczęła przypominać sobie twarze osób, od których się oddaliła, często nie ze swojej winy i bez ich winy. Po prostu, tak się stało. Oddalili się bo byli zajęci swoimi sprawami.

Sprawdzi, jakie znajomości uda się odzyskać. Wyciągnęła notes i zaczęła zapisywać w nim imiona osób, do których zadzwoni z samego rana.

Autor: Jenczy

Kiedyś dawno dawno temu – 52

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu…

Przypomniał sobie swoje dzieciństwo, dorastanie, dorosłość… Wzloty i upadki. Dziecięcą ufność, młodzieńczy gniew, dorosłą współpracę…

Uświadomił sobie, że w ludzkie życie wpisane jest dorastanie i skrajne emocje. Pomyślał o swoich rodzicach i o kłopotach, jakie im sprawiał. O tym, że go kochają i zawsze kochali, niezależnie od tego od tego, jak się zachowywał.

Patrząc na swojego synka pomyślał: „Synu, damy radę”. Szybko przyszła kolejna myśl: „Wyrośniesz na wspaniałego faceta”, a po chwili następna: „Już nim jesteś”.

Autor: Jenczy

Morskie fale – 38

Morskie fale leniwie obmywały piaszczystą, białą plażę rajskiej wyspy, leżącej na środku wielkiego oceanu. Na tej właśnie plaży nadal siedziała smutna Syrena. Nie wiedziała, że jej ojciec szuka dla niej pomocy. Prawdę mówiąc, gdyby wiedziała, niewiele by to ją obchodziło. Siedziała zatopiona w swoim smutku i nie zwracała uwagi na otoczenie. Nie zauważyła nawet tego, że jej wyspa przestała być samotną wyspą, że ją zasiedlono i wybudowano na niej ośrodek wypoczynkowy, do którego zjeżdżały rzesze turystów.

Nie zauważyła więc również rodziców z małym dzieckiem, którzy rozłożyli się na białym piasku obok niej. Drgnęła, gdy piłka plażowa uderzyła ją w ramię. Dziewczynka, która ją rzuciła, grzecznie przeprosiła, zabrała piłkę i pobiegła z nią do wody.

Syrena zaczęła się jej przyglądać. Bezwiednie słuchała jednocześnie rozmowy jej rodziców. Trudno to nazwać rozmową, była to kłótnia. Najwidoczniej hamowana dotąd ze względu na dziecko. Ojciec, stojąc tyłem do morza, nie zauważył, że mała dziewczynka idzie w ich stronę, ze wzrokiem utkwionym w pięknej muszli. Syrena zobaczyła zaskoczenie i przerażenie na twarzy dziecka, gdy jej ojciec ze złością mówił do żony – „Zejdź mi z oczu. Mam cię dość. Nie chcę cię więcej znać”. Matka dziewczynki patrzyła na jej ojca z wściekłością i też nie zauważyła małej.

Dziewczynka stanęła jak wryta. Zaczęła dygotać i przerażonym wzrokiem patrzyła na ojca. Syrena delikatnie dotknęła jej ramienia i powiedziała: „Przestań, ojciec nie mówił tego do ciebie”. Zacietrzewieni rodzice kłócili się dalej, nie zwracając uwagi ani na Syrenę, ani na dziecko.

Syrena spojrzała błagalnie na swoje siostry, obserwujące całe wydarzenie z morza. Syreny zaczęły śpiewać i tańczyć. Tkały Pieśń Zgody i Spokoju. Rodzice dziecka przestali się kłócić. Zamilkli. Usiedli, a potem położyli się na białym piasku. Zasnęli.

Dziewczynka wybuchnęła płaczem. Syrena tuliła ją i uspokajała, łagodnym głosem mówiąc, że to nie jest jej wina, to jakaś koszmarna pomyłka. Udało się jej uspokoić rozdygotane dziecko. Pomogły jej w tym siostry, które pokazały się małej w całej okazałości i zaprosiły do zabawy w morzu. Pomogły również delfiny. Jeden z nich wziął dziewuszkę na grzbiet i popłynął z nią daleko w morze, eskortowany przez syreny, trytony i inne delfiny.

Rozradowana dziewczynka, zmęczona wrażeniami dnia, wróciła na plażę i usnęła w ramionach Syreny, która zaśpiewała jej kołysankę. Syrena nie wiedziała, skąd wzięły się słowa tej pieśni. Wydawało się jej, że same wypływały z jej ust. Kołysanka była Pieśnią Zapomnienia, która wymazała z pamięci dziewczynki przykre wspomnienia i zastąpiła miłymi. Syrena kołysała się lekko w takt muzyki. Gdy skończyła śpiewać popatrzyła z sympatią na małą i szepnęła jej do ucha, że dziewczynka nie jest winna temu, że jej rodzice się kłócą.

Ponieważ rodzice małej zaczęli się budzić – Syrena wskoczyła do wody, by ukryć się przed ich wzrokiem. Obserwowała ich uważnie. Zobaczyła, jak obydwoje z czułością patrzyli na swoje dziecko. Ojciec wziął małą na ręce i wspólnie z żoną powędrowali do ośrodka wczasowego, w którym się zatrzymali.

Nie zauważyli, że z rąk dziewczynki wypadła piękna muszla. Była piękna, kolorowa i tworzyła barwną plamę na białym piasku. Przyciągała i kusiła swoim wyglądem. Chciało się ją podnieść i przyłożyć do ucha. Syrena zrobiła to machinalnie, bo czuła, że tak trzeba. Gdy przyłożyła muszlę do ucha, usłyszała głos swojego ojca – „To, co pamiętasz z dzieciństwa, to nieprawda. To nie jest twoja wina. Słyszałaś słowa mówione do kogoś innego, tak samo, jak ta malutka dziewczynka, której pomogłaś”.

Mur, jakim Syrena się otoczyła, runął. Syrena rozpłakała się i wyszeptała – „Chciałam tylko poznać swoje przeznaczenie”. „Wiem” – odparł ojciec – „Wiem. Przypłyń do nas. Płyta Rozpoznania czeka. My również”.

Autor: Jenczy

Kwiat paproci rozkwitał – 15

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał uwagę i trudno było oderwać od niego wzrok. Był jednocześnie tak realny i nierzeczywisty, że patrząca nań kobieta poczuła lekkie poruszenie w swoim sercu i usłyszała cichutki głosik: „Posłuchaj mnie teraz”.

– Kim jesteś? – zapytała.

– Jestem marzeniem twojego serca. Staram się dotrzeć do ciebie od bardzo dawna, ale tak jesteś skupiona na zaspokajaniu cudzych potrzeb i oczekiwań innych ludzi, że zapominasz o tym, co jest dla ciebie ważne. Zapominasz o sobie, o swoich potrzebach i marzeniach – ja je pamiętam.

Kobieta poczuła, że pieką ją oczy, a po policzkach spływają łzy.

– Ja już nie mam marzeń – pomyślała – nadziei również. Mogę tylko trwać, mimo że jest coraz ciężej. Tylko trwać i przetrzymać.

– Wiem, że tak myślisz. Ale…, czy pozwolisz żebym ci się pokazało? Czy chcesz mnie usłyszeć? Marzę o tym od lat.

Kobieta potrząsnęła głową, jakby chciała się obudzić. Głosik szepnął:

– Jeśli jeszcze nie jesteś gotowa, mogę się schować. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś przyjdzie czas…

Kobieta milczała. Głosik też zamilkł. Kwiat paproci przygasł. Zrobiło się ciemno. W starym lesie rozległy się dziwne i straszne dźwięki.

– Co się stało – zapytała przerażona – czemu jest tak ciemno? I kwiat więdnie…

– To twoje życie – usłyszała z oddali słaby głosik – to właśnie wybierasz, gdy zadowalasz innych i zapominasz o sobie, swoich obowiązkach względem siebie samej i swojej odpowiedzialności za własne życie.

– A co mają do tego marzenia? – zgryźliwie zapytała kobieta.

Głosik zamilkł. Kwiat zgasł. Zrobiło się ciemno.

„Boję się” – pomyślała – „Czy ktoś może mnie ogrzać”? Cisza i ciemność przytłaczały ją i zalewały. „Co ten głosik mówił? Marzenie serca? Nie mam żadnych marzeń! Boję się! Chcę do domu”.

Ciemność i cisza nadal ją zalewały. Czas jakby stanął. Tym razem nie rozległ się żaden dźwięk, który wcześniej wyrywał ją z takiego stanu ciszy, ciemności, zagubienia i zatrzymania. Milczał telefon, nikt nie krzyczał, że jest głodny, nie zgłaszał pretensji, że nie robi tego co powinna, nikt jej nie kazał czegoś i nikt niczego nie dawał do zrozumienia. Była sama ze sobą. Nie wiedziała, jak długo trwa z tej pustce i czarnej ciszy.

– Hej, gdzie jesteś – krzyknęła w ciemność – możesz wyjść? Chcę cię zobaczyć i usłyszeć!

Znowu poczuła drgnienie w sercu, a kwiat paproci rozjaśnił się troszeczkę.

– Jestem – szepnął głosik.

– Co chciałeś mi powiedzieć?

– Chcę ci pokazać, czego potrzebujesz i o czym marzysz w głębi serca. Marzenia pokazują, że najpierw należy zaspokoić twoje potrzeby – najbardziej schowane, podstawowe potrzeby…

Kwiat paproci rozjaśniał się w miarę, jak kobieta poznawała marzenia swojego serce. Kobieta płakała znowu, ale tym razem były to łzy wzruszenia. Gdy marzenie serce pokazało jej obrazy przedstawiające to, o czym zawsze marzyła, kobieta zrozumiała, że to był jej dom – jej wewnętrzny dom i niebo w sobie samej – niebo, które pozwalało żyć.

Ten dom, to niebo i spokój towarzyszyły marzeniom jej serca. Tworzyły się, gdy marzenia serca były realizowane. Kobieta zrozumiała, że jeśli zdecyduje się na to, by realizować te marzenia, to zyska nie tylko dom i niebo w sobie, ale również kompas, który będzie ją prowadził od marzenia do marzenia.

Zrozumiała, że nikogo nie skrzywdzi, jeśli zacznie realizować marzenia swojego serca, jakkolwiek obawiała się reakcji innych ludzi na zmiany w jej zachowaniu, jakie nastąpią, gdy zacznie to robić.

Kwiat paproci znowu zaczął przygasać.

– Co się dzieje? – zapytała.

– Wątpisz i zaczynasz rezygnować – odparł głosik.

– Masz mi to za złe?

– Oczywiście, że nie. Przecież mnie wysłuchałaś. Już mnie znasz.

– Jeszcze nie jestem gotowa – wyszeptała zawstydzona kobieta.

– Wiem. Jak będziesz gotowa przyjdę.

– Kwiat paproci również?

Głosik roześmiał się i powiedział – No, nie wiem…

Znowu zapadła ciemność, ale kobieta już się jej nie bała. Wiedziała, że gdy będzie gotowa, to pojawi się głosik szepczący o jej marzeniach i poprowadzi ją przez życie. Na razie kobieta musi oswoić się z tą możliwością. Czuła jednak, że to nie potrwa długo i że głosik wkrótce wróci. A razem z nim, wraz z realizacją marzeń jej serca, wróci też jej wewnętrzny dom i spokój, który mu towarzyszy.

Jednak ona potrzebuje czasu, żeby dojrzeć do tak dużej zmiany w swoim życiu. To wszystko jest tak niezwykłe, że musi się z tym przespać, dokładnie przemyśleć, zanalizować. Robiła to już odruchowo, bo zawsze chciała mieć pewność, że podejmuje właściwą decyzję.

Czuła jednak, że teraz tę decyzję podejmie dużo szybciej niż zwykle i że już niedługo głosik naprawdę poprowadzi ją, by spełniała swoje najgłębsze potrzeby i realizowała marzenia serca. Marzenia które sprawią, że znowu będzie jednością z samą sobą, a jednocześnie będzie połączona ze światem i innymi ludźmi.

Autor: Jenczy

Morskie fale – 18

Morskie fale leniwie obmywały piaszczystą, białą plażę rajskiej wyspy, leżącej na środku wielkiego oceanu. Na tej właśnie plaży siedziała zrezygnowana, smutna Syrena. Jej siostry tańczyły wokół wyspy, pląsając w błękitnych wodach oceanu. Chciały ją rozweselić, ona jednak nie zwracała na nie uwagi, bo myślała, że należą do innego świata. Czuła, że od sióstr i całego morskiego plemienia oddziela ją jakby niewidzialna ściana.

Nikt, poza jej ojcem, Oceanem, nie wiedział, co się stało. Ojciec jednak zorientował się zbyt późno. I już nie mógł jej pomóc. Nie potrafił przebić się przez tę niewidzialną barierę, jaką otoczyła się smutna, samotna Syrena.

Cierpiała od wielu lat. Zaczęło się to dawno temu, gdy była jeszcze małym dzieckiem. W wielkiej sali podwodnego pałacu jej ojca znajdowała się zaczarowana Płyta Rozpoznania i Przeznaczenia, pokazująca prawdziwą naturę każdej istoty, która na niej usiadła lub chociaż jej dotknęła – musnęła ręką, płetwą czy włosami. Płyta nie tylko pokazywała prawdziwą naturę, często też sugerowała, gdzie należy zamieszkać i co robić, by przeznaczenie wypełniło się całkowicie. Często korzystały z niej dorastające syreny, by wybrać swoją drogę życia. Uroczysta ceremonia Rozpoznania odbywała się w obecności całego plemienia. Było to konieczne, bo Płyta Rozpoznania i Przeznaczenia przemawiała tylko wtedy, gdy wszystkie syreny i trytony jednoczyły swoje myśli w intencji pomocy syrenie, wybierającej swoją przyszłość. Trytony radziły sobie inaczej i Płyta rzadko była im potrzebna.

Malutka Syrenka nie wiedziała tego, bo była jeszcze zbyt mała i nikt nie zdążył jej o tym poinformować. Natomiast była bardzo ciekawa, jaka jest i chciała się dowiedzieć tego, zanim dorośnie. Postanowiła to sprawdzić. Wpłynęła więc kiedyś do wielkiej sali, w której było niezwykle tłoczno i pomyślała, że w tym tłoku może nikt nie zauważy, że zasięga rady Płyty Rozpoznania i Przeznaczenia. Była malutka i nie rozumiała, że w wielkiej sali odbywał się sąd nad złą czarownicą. Nieszczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że gdy Syrenka dotknęła płyty – jej ojciec ogłosił werdykt sądu, mówiąc surowym głosem do czarownicy – „Jesteś zła i zepsuta do szpiku kości, do najmniejszej łuseczki swojego ogona. Niszczysz miłość, współpracę i wszystko, co kochamy. Skazujemy cię na banicję. Będziesz żyła na wygnaniu, z dala od rodziny i znajomych. Trytony dopilnują, byś już nigdy nie wróciła do pałacu i morskich ogrodów”.

Mała Syrenka oczywiście pomyślała, że to Płyta, głosem jej ojca, mówi, jaka jest jej prawdziwa natura. Przerażona odsunęła się szybko od Płyty Rozpoznania i schowała w kąciku. Dorośli zauważyli ją i jej przerażenie, ale myśleli, że wrażliwą Syrenkę przestraszył okrutny wyrok wydany na czarownicę.

Syrenka smutniała i bała się coraz bardziej. Kuliła się ze strachu na widok dorosłych syren i trytonów. Potem kuliła się i dygotała ze strachu, gdy ktokolwiek przepływał obok niej. Jej ojciec wyciągnął więc ze skarbca Zaczarowane Zwierciadło i poprosił o informację, co się stało z jego ukochaną córeczką. Zwierciadło pokazało mu przebieg całego wydarzenia.

Jednak nie mógł już przekazać córce wiadomości, że Płyta odzywa się tylko wtedy, gdy Ceremonia Rozpoznania odbywa się w obecności całego plemienia oraz tego, że jego słowa skierowane były do złej czarownicy. Umysł Syrenki zatrzasnął się, a ona sama schroniła się na samotnej wyspie. Siostry bezskutecznie próbowały ja rozweselić. Natomiast ojciec ciągle szukał sposobu, żeby porozumieć się ze swoim dzieckiem. Miał nadzieję, że istnieją takie drzwi do jej umysłu, które można otworzyć – i taki klucz, który je otwiera. Marzył z całych sił, z całego serca, że Syrena wróci do rodziny i swojego prawdziwego Przeznaczenia.

Autor: Jenczy