Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr. Wiele takich śnieżynek leżało już na ziemi, którą pokryły najpierw białą koronką. Stawała się ona coraz grubsza, bo padało już od wielu dni. Śnieżynki leżące wołały do tych wirujących: „Chodźcie do nas”.
W oknie zapaliło się światło, które rzucało na biały śnieg żółty, wesoły blask. Zenek – gospodarz domu – otworzył drzwi, spojrzał na skrzący się śnieg i powiedział: „O, w mordę, ileż można odśnieżać, a tu pada i pada”.
Autor: Kania